wtorek, 31 grudnia 2013
Oby tylko zachować formę po lecie!
Wakacje się kończą, przychodzi czas pracy i czas na studia Katowice, ale to wcale nie znaczy, że mamy stracić dobrą formę po wakacjach! Nie można sobie odpuścić, a po wakacjach, nawet mając natłok obowiązków tez można przecież ćwiczyć, a w naszym mieście są do tego odpowiednie warunki – wiele fajnych miejsc, gdzie można pojechać na popołudniową przejażdżkę rowerową, centra fitness, szkoły tańca, baseny – jest w czym wybierać. Zatem – jak nie utracić formy po wakacjach? Najważniejsze jest to, by zacząć od zaraz! W czasie wakacji przyzwyczailiśmy nasz organizm do zwiększonej ilości ruchu na świeżym powietrzu, a teraz, kiedy temperatura za oknem jest nieco niższa i niestety wciąż będzie spadać – wcale nie musimy jej utracić! Najlepiej będzie jeżeli natychmiast zapiszemy się na siłownię, fitness, kurs tańca czy basen. Siłownia (po pierwsze) jest dobrym pomysłem, bo możemy w jednym miejscu zachować dobra kondycję i wykonywać zróżnicowane ćwiczenia fizyczne. Obecnie możemy się załapać na liczne promocje i oferty na karnety na siłownie – warto przejrzeć! A jeśli już kupimy karnet, to nie będzie wyjścia – trzeba będzie chodzić i dobrze! Oczywiście przy okazji pamiętać należy o zdrowym odżywianiu. Odpowiednia dieta to p[odstawa – nie zapominajmy o owocach i warzywach, dzięki którym będziemy czuć się świetnie i łatwiej będzie nam zachować dobrą formę i zdrowie przez cały rok. Oczywiście świetnym pomysłem jest tez basen – jest to forma sportu idealna dla wszystkich – jest to świetna rehabilitacja jeżeli na przykład mamy problem z kręgosłupem czy stawami. I ileż radości daje pływanie! Do tego odstresowuje i odpręża! Nie zapominajmy zatem o tym, że możemy pływać cały rok – w lato w jeziorach i odkrytych basenach, a poza sezonem – w basenach krytych! Warto sobie wygospodarować dwa razy w tygodniu czas na to, by iść popływać, a żeby było raźniej, to można na przykład chodzić z mężem, narzeczonym czy koleżanką. Ja właśnie planuję chodzić na aqua-aerobik do naszego osiedlowego basenu wraz z moja koleżanką z weterynaria Katowice. Trzymamy formę cały rok!
środa, 18 grudnia 2013
Dworzec
Szkoda, że wcześniej nie postanowili odnowić dworca, na przykład jak robiłam studia Katowice. W grudniu dwa tysiące dziesiątego roku, gdy rozpoczęła się rozbiórka dawnej hali dworca, inwestorzy - Neinver Polska oraz Polskie Koleje Państwowe – zapowiadali wspólnie, że termin ukończenia odbudowy hali to czerwiec dwa tysiące dwunastego roku. Mieli na budowę dwa lata. Teraz jest już po dwunastym lipca, a nowa data otwarcia dworca nadal jest nieznana. Wiadomo tylko, że budowa ma się zakończyć w roku dwa tysiące dwunastym. A w przyszłym roku ma odbyć się otwarcie Galerii Katowickiej. Wiele obserwacji wskazuje na to, że się uda. Na budowie pracuje prężnie się około tysiąca robotników z kilkudziesięciu firm podwykonawczych. Pracują na każdym poziomie stawianych obiektów – największy, sześć poziomów, czyli trzy naziemne i trzy podziemne jest w planowanej galerii - a także w podziemnym tunelu łączącym ulicę Dworcową z ulicą Słowackiego. W oby dwóch obiektach trwają jak widać było prace wykończeniowe. W galerii prowadzone są jeszcze prace żelbetowe oraz budowa stropów ostatniej kondygnacji, która pomieści duże kino, ale są też miejsca, od strony ulicy 3 Maja, gdzie wylewany jest już podkład pod posadzkę. Najbardziej zaawansowane prace wykończeniowe trwają, według mojej obserwacji jednak w hali głównego dworca, niebawem rozpocznie się montaż jej szklanej fasady. Robotnicy pracujący przy budowie stawiają ścianki działowe, sufity, montują instalację. Zakończył się już ponadto montaż ruchomych schodów i wind, w niektórych miejscach na posadzce układane są płytki. Mam nadzieję, że skończą chociaż dworzec przed przyjazdem mojej kuzynki, która na co dzień mieszka w Kanadzie, lecz przylatuje do Warszawy, a później otwiera gabinet lekarski Katowice.
sobota, 7 grudnia 2013
Miasto tatuatorów
Tydzień temu byłem na targach dla fanów tatuażu. Wybrałem się na nie wraz z moim kumplem, ze studia Katowice. Rzadko kiedy są organizowane na mieście takiego typu wydarzenia. Tatuowanie nie jest jeszcze zbyt popularne w naszym kraju jak w na przykład u naszych zachodnich sąsiadów. Dla mnie to wydarzenie było zupełną nowością, lecz dla mojego kumpla to nie pierwszyzna. Marek był już dwa razy z rzędu na takich targach w
Gdańsku. Zresztą to jego znajomi zajęli się organizacją tego wydarzenia w mieście Katowice. Mówili mu, że naprawdę długo szukali odpowiedniego miejsca na tą śląską odsłonę Tattoo Konwent. Opowiadali, że tradycyjnie rozglądali się za bardzo ciekawą, postindustrialną, miejską przestrzenią. W Gdańsku zajęli tereny na stoczni w klubie Centrum Stocznia Gdańsk, popularnie nazywaną “CSG”. Jej industrialny, surowy klimat idealnie pasuje do pomysłu twórców na ten festiwal. We Wrocławiu trafili z konwentem do historycznych zabudowań legendarnego Browaru Mieszczańskiego. Wśród jego grubych murów i dziedzińców co roku rozbrzmiewa charakterystyczny brzęk maszynek do tatuażu. W Katowicach wystarczyło jednak jedno spojrzenie na Szyb Wilson i podobno od razu wiedzieli, że to tu się odbędzie. To idealne miejsce na tegoroczną śląską odsłonę Tattoo Konwentu! Z tego co zaobserwowałem to odrestaurowane wnętrze szybu wprost idealnie nadaje się na część pokazową i wystawową festiwalu. Ogrom tych przestrzeni na zewnątrz wykorzystali jako część koncertową. Pomiędzy klimatycznymi zabudowaniami zaplanowali dla nas także strefę sportów ekstremalnych i miejsca dla wystaw rowerów oraz samochodów. Oprócz licznych pokazów, które mnie zadziwiały pozytywnie, oczywiście to zdziwiłem się gdy zobaczyłem Marcina z fizyka Katowice który się dziarał na oczach wszystkich obecnych.
sobota, 30 listopada 2013
A miało być tak pięknie
Poszłam z Zuzką na miasto. Zuzannę poznałam podczas studia Katowice. Zakumplowałyśmy się od razu. Miałyśmy swoje miejsca w Katowicach gdzie dobrze się czułyśmy. Naprawdę, świetny czas. Cieszę się, że po studiach nasza znajomość przetrwała. A jako, że jesteśmy zapracowanymi kobietami, to rzadko udaje nam się wychodzić razem na przykład na obiad. To smutne, aczkolwiek taka rzeczywistość nas dopadła. Teraz co miesięczne wyście staramy się celebrować i wybieramy odpowiednie do tego miejsca. Niestety, czasami trafiamy w kiepskie miejsca. Tak tez stało się w zeszły czwartek. Od wejścia do knajpy rzucał się w oczy wystrój, fajny i przesadzony przepych nadaje charakteru i klima działa świetnie. No to tyle było by plusów, trzeba o jedzeniu, a to coś strasznego. Na początek przystawki. Klasycznie, okropny tatar, twardy i zbity na cegłę, z marnymi marynatami, mało w rodzajach i mało w ilości, ozdobne żółtko przepiórcze w kieliszku sympatyczne, ale ono ma pewien cel w tatarze, nie tylko ozdobny, a na to było go za mało. Przystawka Zuzy to bliny z łososiem, tragedia nie mająca nic wspólnego z blinami. To nie były bliny, nic z nimi nie miały wspólnego, sam łosoś ze śmietaną dobry, jak to łosoś, ale za kawałek ryby z paczki dać ponad trzy dychy? To przesada. No ale czekało jeszcze danie główne. Ja zafundowałam sobie pozycję z menu letniego, był sezon na szparagi, z labraksem? Brzmiało fajnie, ryba była znośna, nie za okazała, usmażona bez dodatków, za to do niej podłe gorzkie szparagi, jedne rozgotowane na papkę, inne twarde i zdrewniałe, do tego sos z limetki. Spodziewałam się raczej lekkiego i kwaskowatego, a tu tłusta kleista maź pokropiona cytryną. U Zuzy nie lepiej, na szczycie nie smaczności plackowate coś z odgrzewanych ziemniaków, bezsmakowy sos nie pomagał, jedynie sznycel faktycznie od brzegu do brzegu został pochwalony, tak na pocieszenie. Na deser marna Copa Melba to zły pomysł, za to torty bardzo dobre, to nam poprawiło humor. To miejsce nie nadaje się "do jedzenia", nadaje się na lans, żeby się pokazać. Mam nadzieję, że turystyka Katowice nie ucierpi przez tą restaurację.
wtorek, 19 listopada 2013
Co wiem o kolei katowickiej?
Co wiem o kolei katowickiej?
Na studia Katowice wybrałam się pięć lat temu. Jedną z przyczyn jest dobra komunikacja, a ja jako córka pracownika kolei państwowych mam bardzo duże zniżki. Katowice z tego co mówił mi ojciec, stanowią jeden z największych węzłów komunikacji kolejowej w Polsce, zarówno jeśli chodzi o przewozy pasażerskie, jak i towarowe. Z głównego katowickiego dworca kolejowego odjeżdżają pociągi wszystkich kategorii, w tym EuroCity i InterCity, zapewniające połączenia ze wszystkimi największymi miastami w Polsce oraz z głównymi miastami europejskimi, takich krajów jak: z Czechami, Słowacją, Węgrami, Austrią i Niemcami.
W tym niepozornym mieście znajduje się ponadto osiem stacji i przystanków kolejowych. Te stacje dzielą się na: Katowice Brynów, Katowice Ligota, Katowice Szopienice Południowe, Katowice Podlesie, Katowice Piotrowice, Katowice Załęże, Katowice Zawodzie a także od kilku lat już nieeksploatowane stacje Katowice Ochojec i Katowice Murcki z naprawdę ładnym, choć nieco zaniedbanym budynkiem dworcowym. Zresztą sporo, a raczej lepiej powiedzieć, że nieliczne budynki dworcowe są utrzymane w nienagannym stanie, który nie odstrasza przyjezdnych z kraju, a nie mówiąc już o zagranicznych gościach.
Kolejowy transport towarowy to przede wszystkim przewozy węgla kamiennego na teren całego kraju, ze względu na dobre położenie miasta dużą rolę odgrywają przewozy tranzytowe, także międzynarodowe. Ciekawostką, którą również opowiedział mi tata jest fakt, iż niedaleko Katowic działa najdalej wysunięta na zachód Europy linia kolei szerokotorowej – Linia Hutnicza Szerokotorowa, łącząca Hutę Katowice z Europą Wschodnią i Azją! To naprawdę ciekawie położone miasto pod tym względem. Cieszę się, że wybrałam ekonomia Katowice, a nie na przykład zatłoczony Kraków.
Na studia Katowice wybrałam się pięć lat temu. Jedną z przyczyn jest dobra komunikacja, a ja jako córka pracownika kolei państwowych mam bardzo duże zniżki. Katowice z tego co mówił mi ojciec, stanowią jeden z największych węzłów komunikacji kolejowej w Polsce, zarówno jeśli chodzi o przewozy pasażerskie, jak i towarowe. Z głównego katowickiego dworca kolejowego odjeżdżają pociągi wszystkich kategorii, w tym EuroCity i InterCity, zapewniające połączenia ze wszystkimi największymi miastami w Polsce oraz z głównymi miastami europejskimi, takich krajów jak: z Czechami, Słowacją, Węgrami, Austrią i Niemcami.
W tym niepozornym mieście znajduje się ponadto osiem stacji i przystanków kolejowych. Te stacje dzielą się na: Katowice Brynów, Katowice Ligota, Katowice Szopienice Południowe, Katowice Podlesie, Katowice Piotrowice, Katowice Załęże, Katowice Zawodzie a także od kilku lat już nieeksploatowane stacje Katowice Ochojec i Katowice Murcki z naprawdę ładnym, choć nieco zaniedbanym budynkiem dworcowym. Zresztą sporo, a raczej lepiej powiedzieć, że nieliczne budynki dworcowe są utrzymane w nienagannym stanie, który nie odstrasza przyjezdnych z kraju, a nie mówiąc już o zagranicznych gościach.
Kolejowy transport towarowy to przede wszystkim przewozy węgla kamiennego na teren całego kraju, ze względu na dobre położenie miasta dużą rolę odgrywają przewozy tranzytowe, także międzynarodowe. Ciekawostką, którą również opowiedział mi tata jest fakt, iż niedaleko Katowic działa najdalej wysunięta na zachód Europy linia kolei szerokotorowej – Linia Hutnicza Szerokotorowa, łącząca Hutę Katowice z Europą Wschodnią i Azją! To naprawdę ciekawie położone miasto pod tym względem. Cieszę się, że wybrałam ekonomia Katowice, a nie na przykład zatłoczony Kraków.
niedziela, 10 listopada 2013
Ludność Katowic
Witam serdecznie moich czytelników. Dzisiaj podzielę się z Wami moją wiedzą na temat rozwoju demograficznego miasta Katowice. Inspiracją do zabrania się za ten temat były studia Katowice które to sprowadziły mnie do tego fajnego miasta, w którym naprawdę dobrze mi się żyje. Na początek trochę historii. Rozwój demograficzny miasta Katowice związany jest z wcielaniem w życie pogranicznych wiosek i osad, a tym samym z rozwojem terytorialnym miasta. Od uzyskania w roku tysiąc osiemset sześćdziesiątym piątym praw miejskich, Katowice powiększały kilkakrotnie swoją powierzchnię i zmieniały strukturę administracyjną. piętnastego lipca tysiąc dziewięćset dwudziestego czwartego liczba ludności naszego miasta przekroczyła liczbę sto tysięcy. W tym pamiętnym dniu wcielono do Katowic i tym samym powstały dzielnice takie jak: Bogucice, Brynów, Dąb, Ligotę, Załęską Hałdę, Załęże i Zawodzie, co spowodowało praktycznie podwojenie i tak sporej już liczby mieszkańców z niespełna pięćdziesiąt siedem tysięcy do prawie stu trzynastu tysięcy ludzi- sto dwadzieścia dziewięć tysięcy czterysta trzydzieści siedem osób odnotowano w kronikach w maju tysiąc dziewięćset trzydziestym roku. Kolejne przyłączenia okolicznych miejscowości i osad miały miejsce w latach tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym pierwszym, sześćdziesiątym i siedemdziesiątym piątym roku. W okresie od roku tysiąc osiemset dwudziestym piątym do tysiąc dziewięćset dwudziestym czwartego liczba ludności podwajała się, głównie przez migrację i wcielanie okolicznych osad, co około dziesięć lat i w ciągu tychże stu lat zwiększyła się ponad sto sześćdziesiąt pięć razy. Jednakże ze schyłkiem lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, nastąpiła zmiana tendencji rozwoju demograficznego miasta i rozpoczął się nagły spadek liczby ludności Katowic. Medycyna Katowice przywiodła mnie tutaj, i cieszę się, że zasilę liczbę mieszkańców Katowic.
piątek, 1 listopada 2013
Transport w mieście
Podczas studia Katowice, miałem zajęcia o transporcie. Dowiedziałem się, że przepływ ładunków w mieście jest spowodowany wieloma przesłankami. Podstawową z nich jest ciągle skoncentrowanie produkcji przemysłowej w mieście. Stwarza to ogromne zapotrzebowanie na przewozy ładunków- surowców, półproduktów, a także wyrobów gotowych i odpadów przemysłowych. W przewozie ładunków w mieście wyodrębniamy następujące przepływy: Wwóz ładunków wyprodukowanych w mieście z terenu miasta do jego otoczenia, Wwóz ładunków spoza miasta do obszaru miejskiego, Przewozy wewnątrz organizmu miejskiego( wysyłki i dostawy lokalne), Przewozy tranzytowe- dobra przewożone przez obszar miasta, w tym również te dobra, które czasowo były składowane na terenie miasta. Coraz większe potrzeby odbiorców w Katowicach jak i rosnąca potrzeba wywozu odpadów sprawiają, że transport ładunków jest coraz większy. Transport odbywa się najczęściej za pomocą samochodów co wiąże się z narastającym problemem związanym z kongestią. Przewozy ładunków odbywają się w sposób niekontrolowany, gdyż kierowane są zazwyczaj przez niezależne podmioty, które mają na calu wyłącznie swoje interesy. Transport ładunków w Katowicach jest nieskoordynowany, gdyż : Brakuje wiarygodnych danych o przewozach ładunków w mieście tych zrealizowanych oraz tych planowanych, Przewozy ładunków są realizowane w obszarze miejskim za pomocą tej samej infrastruktury liniowej transportu co przewozy pasażerskie( zarówno przewozy ładunków jak i przewozy pasażerskie wpływają na tworzenie się kongestii. Transport towarów w obszarze miejskim jest nieodłącznie związany z czynnikiem czasu. Wszystkie dostawy ładunków muszą być w określonym miejscu w określonym czasie. W Katowicach podobnie jak w wielu innych miastach organy władzy uległy żądaniom uprzywilejowania pieszych w procesach przemieszczania się. Efektem tego jest ograniczenie czasowe w operacjach dostaw ładunków w mieście. rekreacja Katowice się na pewno przyda.
czwartek, 24 października 2013
Rozterki absolwenta w wielkim mieście.
Miotam się. Coś mi w tym moim świecie, w moim życiu nie pasuje. Po studia Katowice nie wiem co mam robić.Czuję, że naprawdę mogę robić więcej, że mogę być sławny, stać się kimś ważnym. Mógłbym zmieniać ludzkie charaktery, dawać im nadzieję, pokazywać nowy cel. Myślę, że jestem do tego zdolny, mam takie predyspozycje, wszak jestem inteligentny. Lecz mam swoje wielkie, niespełnione życiowe ambicje. Myślałem, zawsze tak myślałem, że znajdę oparcie w ludziach wokół mnie. Ale gdy się rozglądam widzę niestety tylko dwa typy osób. Pierwsze, niby uśmiechnięte twarze, zadowoleni z życia cieszący się tym co mają. Bo osiągnęli już to “coś”. Lecz często nie mający się z czego tak naprawdę cieszyć, nie idą do przodu, zamiast tego stoją w miejscu, nie chcą osiągnąć czegoś więcej, pasuje im taki letarg, to zadowolenie jedynie ze skrawka tego co mogą w tej chwili osiągnąć. Drudzy, tu jest znacznie gorzej, Ci już nie są zadowoleni. Nie ma w nich żadnej radości, są przepełnieni gorzką goryczą. Nie widzą dla siebie szans w przyszłości, tak jak typ pierwszy, nie mają zbyt wielu ambicji. Nie robią niczego ponad to co muszą. Dlaczego? Ja się pytam? Idąc po Katowicach widzę same nijakie wyrazy twarzy. Większość z tych ludzi myśli: “Raz próbowałem i mi nie wyszło. Przecież nikt tego nie potrzebuje. Po co ja się mam męczyć?” Może nawet czasami nie pasuje im ich życie, ale myślą sobie w duchu, że najwyraźniej tak właśnie musi być, takie jest ich cholerne przeznaczenie. I najgorzej, że oni wcale nie chce tego zmieniać, godzą się na to, na te spacery codziennie z pracy do domu, z domu do pracy, ulicami szarymi jak ich twarze. Czy to Katowice, Opole, czy Wrocław, wszędzie są te same typy ludzkie.
A ja? Do której grupy ja w końcu należę? Powiedziałbym, to znaczy wydaje mi się że do tej trzeciej. Szukającej swojego celu. Czego tak na prawdę? Chyba swojego miejsca na świecie, czegoś w czym zabłysnę, będę lepszy od innych, czym pokażę światu swoją nieprzeciętną wartość. Nieodkryte talenty, których jest za dużo. Ludzie idą na przykład na bezpieczeństwo wewnętrzne Katowice, a całe życie chcieli być prostymi rzemieślnikami, tyle że chcieli spełnić czyjeś ambicje.
piątek, 27 września 2013
Punkt informacji miejskiej na dworcu
Powoli zaczynają się zjeżdżać do miasta studenci studia Katowice, a na dworcu ciekawostki takie… Jakiś czas temu informacja na dworcu aż kipiała. Znajdowała się tu baza inwestora i można było bezpłatnie zupełnie dostać tu dworcową mapkę, lub uloteczkę o Nikiszowcu. Dlaczego? No bo w poniedziałek było otwarcie dworca. No ale to nie trwało długo… Znaczy się – ten punkt informacyjny… Już następnego dnia cisza i nic więcej, blat służy teraz tylko jaka kolejna miejscówka do czekania na pociąg. I nikt nie wie dlaczego nie mieści się tam na stałe jakaś informacja miejska. Przecież to idealne miejsce! Trudno wyobrazić sobie lepsze, ale… Nie ma! Punkt znajduje się w holu dworca głównego, zaraz naprzeciw głównego wejścia. Podobno dyskusje w kwestii podnajmowania tego miejsca toczył już miejski magistrat i Polskie Koleje Państwowe. No i umowa miała być podpisana, punkt informacyjny miał się znaleźć właśnie witym idealnym miejscu. Władze zapowiadały, że będzie informacja o miastach i całym regionie. Blisko, wygodnie – promocja naszego miasta i okolicy jak nic. Niestety wcale nie biega tu o dostęp do materiałów informacyjnych, ale oczywiście o kasę. Wszystko rozchodzi się o koszty prowadzenia punktu. No i zaczęły się schody. Niby kwotę, którą zaproponowały Koleje można negocjować, ale kwoty utrzymania punktu znacznie przewyższały możliwości. Po pierwsze – trzeba by zatrudnić minimum dwóch pracowników. do obsługi punktu. Albo nawet trzy, bo punkt powinien być czynny od rana do wieczora i siedem dni w tygodniu. I to kwestie utrzymania, pracowników i innych kwestii organizacyjnych wstrzymują miasto. Podobno jeszcze trudno powiedzieć cokolwiek konkretnego w kwestii tego, jak to wszystko się skończy. Póki co to widziałam jedynie, ze na blacie leżą jakieś niechciane ulotki stomatologia Katowice czy szkół językowych i kursów nurkowania. Co będzie dalej? Czy punkt informacji miejskiej na stałe zagości na dworcu w Katowicach?
czwartek, 12 września 2013
Najpierw przyjedźcie, a potem oceniajcie!
Nasze miasto chyba nie ma jakiejś wyjątkowo przychylnej opinii w kraju. Nie wiem dlaczego, ale ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli w Katowicach, wypowiadają się nie najlepiej na ich temat… Ech – chodźcie do nas na studia Katowice, przyjedźcie, zobaczcie, pogadajcie z ludźmi, a dopiero potem mówicie! Fakt faktem, że Katowice oczywiście są specyficznym miastem, ale to wcale nie znaczy, że mieszka się tu źle. Dziś trochę informacji dla laików, bo przypuszczam, ze ci wszyscy, którzy oczerniają nasze miasto, to pewnie nawet dokładnie nie wiedzę, gdzie nasze Katowice się znajdują… No to tak – Katowice nasze to miasto oczywiście na prawach powiatu, które znajduje się w południowej części naszego kraju. W Katowicach znajduje się siedziba władz województwa śląskiego (wcześniej było to województwo katowickie), a także oczywiście główny ośrodek Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Zgodnie z najbardziej aktualnymi danymi, obecnie w Katowicach mamy trzysta tysięcy mieszkańców (z hakiem). Katowice zatem zamykają pierwszą dziesiątkę największych (pod względem liczby ludności) miast w Polsce. Jednocześnie Katowice zajmuję powierzchnię około stu sześćdziesięciu pięciu kilometrów kwadratowych. Co należy pochwalić? No na przykład – komunikację miejską i między miastami, których jak wiadomo tu bardzo wiele. I co jest jeszcze ważne, a chyba niewielu o tym wie – wcale nie jest u nas najbardziej zanieczyszczone powietrze! Tak jest – a wiecie jakie miasto ma właśnie najbardziej zanieczyszczone powietrze? Kraków! Tak jest? Z tego co wiem to właśnie ta nasza piękna stara stolica polski ma tak brudne powietrze, ze względu na swoje specyficzne położenie w niecce i dlatego wszystko tam się im gromadzi… Tak że u nas wcale nie fiest tak źle! Musicie mi uwierzyć na słowo, albo sobie sprawdzicie to gdzieś w internecie… No ale taka jest prawdziwa powietrzna analityka Katowice! Jak widzicie – nie wszystkie powszechne twierdzenia są prawdziwe…
niedziela, 11 sierpnia 2013
Praca w ogrodzie to najlepsza forma relaksu.
Kiedy zdałam maturę, postanowiłam sobie, że pójdę studiować na kierunku prawo Katowice, bo nie będę musiała nigdzie się przeprowadzać, szukać mieszkania ani martwić o cokolwiek. Pomyślałam sobie, że mieszkaine z rodzicami wcale nie będzie takie złe i jeszcze przez jakiś czas mogę pobyć małym dzieckiem i jeść domowe obiady mojej mamy. W każdym razie jakoś nie brałam pod uwagę tego, że studia Katowice będą tak stresujące i będę musiała znaleźć sobie nowy sposób na to, żeby walczyć z narastającym stresem.
Kiedy przez zimę próbowałam dochodzić do siebie, a jednocześnie jeszcze uczyć się do zbliżających egzaminów, no i jeszcze zaliczeń, no ale jakoś to poszło. Potem, na wiosnę, któregoś razu moja mama poprosiła mnie o pomoc w ogrodzie. Nigdy jakoś za specjalnie nie przepadałam za pracami na zewnątrz, zawsze wolałam sto razy bardziej sprzątać w domu niż robić cokolwiek, nawet najdrobniejszą rzecz, na zewnątrz.
Tym razem jednak było inaczej: zauważyłam, że czuję się bardzo zrelaksowana i cały stres ze mnie spływa. To było niesamowite, że znalazłam ukojenie dla moich nerwów i odpoczywałam przy grabieniu trawy i wyrywaniu chwastów. Moja mama też była zdzwiona, że nastąpiła we mnie taka przemiana, a ja bardzo cieszyłam się, że w końcu znalazłam skuteczny sposób na stres. Muszę powiedzieć, że dzięki temu o wiele łatwiej mi przychodzi podchodzenie do egzaminów i zaliczeń, a oprócz tego naprawdę dużo trudniej mnie wyprowadzić z równowagi. Co jest szczególnie istotne, bo mam na roku sporo ludzi, którzy są totalnie irytujący i bardzo łatwo mnie irytowali.
No cóż, mam tylko nadzieję, że zimowe odśnieżanie będzie działało na mnie tak samo jak prace w ogródku przy skalniakach.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Atrakcje dla dzieci.
Jestem już prawie przy końcu swoich studia Katowice i summa summarum muszę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą, jednak tak naprawdę kilka rzeczy w moim życiu mogłoby wyglądać trochę inaczej. Na przykład dziecko w liceum to nie była najbardziej trafna rzecz, jaka mi się przydarzyła. Oczywiście kocham swojego synka najmocniej na świecie, jednak z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że osiemnaście lat to było trochę za wcześnie. Szczególnie, że nie jestem z ojcem dziecka już od kilku lat, no i widuje się ze swoim synem bardzo sporadycznie.
Dzięki pomocy moich rodziców mogłam pójść na wymarzony kierunek prawo Katowice i niedługo mam w końcu obronę dyplomu. Wszystko idzie teraz po mojej myśli: kończę studia, mam pracę, rodzice mi pomagają z Antkiem, wszystko jest fantastycznie. Czasem tylko mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinnam, ale staram się jak mogę. Najchętniej byłabym z nim cały czas, no ale ktoś musi zarabiać na to, żeby było nam dobrze i żeby miał wszystko, czego potrzebuje.
Ostatnio jednak przeczytałam, że w naszym mieście pod koniec weekendu majowego jest zorganizowany Wyścig Rowerkowy dla maluchów i ich rodziców. Mój synek ma już prawie siedem lat i bardzo się ucieszył, że będzie mógł wziąć udział w takich wyścigach, bo jego rowerek to chyba jego największa miłość. Namówiłam jeszcze moje koleżanki, żeby przyszły ze swoimi maluchami i nasze dzieci razem będą mogły się trochę pobawić. Bardzo się cieszę na to wszystko, bo wiem, że już od dawna nie zabierałam w żadne fajne miejsce mojego Antosia, no a to jest idealna okazja, bo będzie robił wszystko, co najbardziej lubi. Obiecałam mu jeszcze watę cukrową w drodze powrotnej do domu. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze!
środa, 31 lipca 2013
Katowice – nasze miasto
Katowice są prężnie działająca i rozwijającą się stolicą województwa śląskiego. Jest to oczywiście także najważniejsze centrum dowodzenia Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Centrum gospodarcze, kulturowe i edukacyjne, nie brak tu studentów studia Katowice z całą pewnością. Jeśli chodzi o historię miasta, to prawa miejskie zostały już nam przydzielone w 1865 roku, a w drugiej połowie XIX wieku zaczął się tu bardzo intensywnie rozwijać nowoczesny przemysł górniczy oraz hutniczy. Fakt ten spowodował, że zaczęło do Katowic przyjeżdżać wielu Niemców, a tym samym sprawiło, że rozbudził się w ówczesnych mieszkańcach tego regionu prawdziwy duch narodowy. Działali tu między innymi: Józef Lompa, Karol Miarka i Wojciech Korfanty. Dzisiaj możemy oglądać (przy rondzie generała Ziętka) Pomnik Powstańców Śląskich, który znajduje się tu od 1967 roku, został sfinansowany przez Warszawę. Pomnik przedstawia trzy skrzydlate postacie, które swoim wyglądam wyraźnie nawiązują do postaci Nike z Samotraki, a jednocześnie są symbolami trzech powstań śląskich, które miały miejsce w 1919, 1920 i 1921 roku. Powstania te sprawiły, że została wydzielona granica polsko-niemiecka na terenie Śląska. W 1953 przemianowano nasze Katowice na Stalinogród. A co warto zobaczyć w naszym mieście? Z całą pewnością warto zobaczyć bazylikę katedralną Chrystusa Króla, a także kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny (czyli kościół Mariacki). Katowice to również miejsce z bogatą historią, prawdziwa skarbnica warta poznania. Dlatego warto odwiedzić Muzeum Śląskie, Muzeum Historii Katowic i Muzeum Archidiecezjalne. Jak już wspomniałam, nie brakuje w naszym mieście studentów, można tu znaleźć wiele różnych kierunków studiów, od klasycznego prawa, przez geologię i dietetyka Katowice, a z racji tego, że jest wielu studentów – jest także wiele imprez i wydarzeń kulturalnych.
sobota, 20 lipca 2013
Nowe możliwości!
Kiedy szłam na kierunek informatyka Katowice, spotkałam się z wieloma dziwnymi komentarzami, że jak to, dziewczyna będę pracowała z komputerami i że przecież nie nadaję się do tej branży. Pomyślałam sobie, że to bez sensu, to całe słuchanie tego typu krytyki i gdybym miała się przejmować tymi wszystkimi tekstami, które słyszałam przez całe swoje życie, to przecież nigdy nie wychodziłabym z domu, prawda?
No i właśnie dlatego stwierdziłam, że nic nie stanie na przeszkodzie w realizowaniu moich marzeń związanych z studia Katowice i po tym, jak dostałam się jako jedna z niewielu z mojego liceum właśnie na informatykę, postanowiłam, że wykorzystam na uniwersytecie każdą daną mi chwilę i pokażę wszystkim, że potrafię programować tak samo jak mężczyźni albo jeszcze lepiej. No i też zaangażowałam się w kilka nowych projektów, a co z tym idzie, właśnie pod koniec czerwca będziemy organizować konferencję dla wszystkich, którzy zajmują się szeroko pojętą technologią i będziemy im pokazywać nowe sposoby na zakładanie i prowadzenie biznesu w erze tzw. e-commerce.
Będziemy mogli nauczyć ludzi, jak zrobić swój własny start-up, będziemy mogli dać im szansę na to, żeby spotkali się z największymi graczami na tym rynku i nauczyli się tego, że marzenia należy realizować.
Jestem bardzo dumna z moich przyjaciół ze studiów, że pomogli mi zrealizować pomysł tego typu spotkania, a jeszcze bardziej jestem dumna z siebie, że udało mi się pokazać wszystkim, że potrafię i że świat stoi przede mną otworem.
wtorek, 9 lipca 2013
Katolickie Targi w Katowicach.
Nigdy nie wiem, co myśleć o takich przedsięwzięciach. Moja córka, która studiuje na kierunku filologia Katowice powiedziała mi, że niedługo w naszym mieście będą organizowane targi teologiczne. Okej, fajnie, wszystko jest przygotowane na WydzialeTeologicznym w Katowicach, dlatego w sumie nie mam się do czego przyczepić, no ale z drugiej strony całe przedsięwzięcie jest ogłaszane i reklamowane wszędzie w sieci i w mieście.
Nie wiem, co o tym myśleć, bo nigdy nie byłam za specjalnie religijna i zawsze sprzeciwiałam się też temu, żeby przeróżne tego typu rzeczy były organizowane za pieniądze podatników, a w dodatku jeszcze wszędzie wtykane nam pod nos przez przeróżne billboardy, ulotki i tak dalej. Zawsze miałam taki sam stosunek do tych sprawy, ale kiedy byłam na studia Katowice, to nie było tylu środków masowego przekazu i reklamy, więc nie miałam z tym takiego problemu.
Bo ja zawsze uważałam, że skoro kościół walczy o to, żeby nie epatować homoseksualizmem i innymi, wg kościoła, dewiacjami, to ja chciałabym, żeby oni nie epatowali wartościami religijnymi, które nie są dla mnie i dla większości ludzi, których znam, szczególnie istotne. Chodzi o to, że każdy sam o tym decyduje i każdy doskonale wie, gdzie mógłby się zwrócić w razie, gdyby miał ochotę poczytać jakieś książki albo wziąć udział w jakimś organizowanym wydarzeniu.
Wydaje mi się, że sprawy religijne zrobiły się coraz bardziej medialne, a to chyba nie do końca wpisuje się w charakterystykę skromnego i ubogiego kościoła.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Atrakcje dla dzieci.
Jestem już prawie przy końcu swoich studia Katowice i summa summarum muszę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą, jednak tak naprawdę kilka rzeczy w moim życiu mogłoby wyglądać trochę inaczej. Na przykład dziecko w liceum to nie była najbardziej trafna rzecz, jaka mi się przydarzyła. Oczywiście kocham swojego synka najmocniej na świecie, jednak z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że osiemnaście lat to było trochę za wcześnie. Szczególnie, że nie jestem z ojcem dziecka już od kilku lat, no i widuje się ze swoim synem bardzo sporadycznie.
Dzięki pomocy moich rodziców mogłam pójść na wymarzony kierunek prawo Katowice i niedługo mam w końcu obronę dyplomu. Wszystko idzie teraz po mojej myśli: kończę studia, mam pracę, rodzice mi pomagają z Antkiem, wszystko jest fantastycznie. Czasem tylko mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinnam, ale staram się jak mogę. Najchętniej byłabym z nim cały czas, no ale ktoś musi zarabiać na to, żeby było nam dobrze i żeby miał wszystko, czego potrzebuje.
Ostatnio jednak przeczytałam, że w naszym mieście pod koniec weekendu majowego jest zorganizowany Wyścig Rowerkowy dla maluchów i ich rodziców. Mój synek ma już prawie siedem lat i bardzo się ucieszył, że będzie mógł wziąć udział w takich wyścigach, bo jego rowerek to chyba jego największa miłość. Namówiłam jeszcze moje koleżanki, żeby przyszły ze swoimi maluchami i nasze dzieci razem będą mogły się trochę pobawić. Bardzo się cieszę na to wszystko, bo wiem, że już od dawna nie zabierałam w żadne fajne miejsce mojego Antosia, no a to jest idealna okazja, bo będzie robił wszystko, co najbardziej lubi. Obiecałam mu jeszcze watę cukrową w drodze powrotnej do domu. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze!
Dzięki pomocy moich rodziców mogłam pójść na wymarzony kierunek prawo Katowice i niedługo mam w końcu obronę dyplomu. Wszystko idzie teraz po mojej myśli: kończę studia, mam pracę, rodzice mi pomagają z Antkiem, wszystko jest fantastycznie. Czasem tylko mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinnam, ale staram się jak mogę. Najchętniej byłabym z nim cały czas, no ale ktoś musi zarabiać na to, żeby było nam dobrze i żeby miał wszystko, czego potrzebuje.
Ostatnio jednak przeczytałam, że w naszym mieście pod koniec weekendu majowego jest zorganizowany Wyścig Rowerkowy dla maluchów i ich rodziców. Mój synek ma już prawie siedem lat i bardzo się ucieszył, że będzie mógł wziąć udział w takich wyścigach, bo jego rowerek to chyba jego największa miłość. Namówiłam jeszcze moje koleżanki, żeby przyszły ze swoimi maluchami i nasze dzieci razem będą mogły się trochę pobawić. Bardzo się cieszę na to wszystko, bo wiem, że już od dawna nie zabierałam w żadne fajne miejsce mojego Antosia, no a to jest idealna okazja, bo będzie robił wszystko, co najbardziej lubi. Obiecałam mu jeszcze watę cukrową w drodze powrotnej do domu. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze!
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Wielki jarmark wielkanocny.
Co roku w Katowicach organizowany jest Jarmark Wielkanocny, zresztą – na pewno nie tylko tutaj, tylko w każdym mieście w Polsce. W każdym razie, kiedy byłam młodsza, to bardzo lubiłam chodzić tam z rodzicami, oglądać ozdoby i tak dalej. Potem byłam coraz starsza, potem studia Katowice i jakoś tak ciągle brakowało czasu. W tym roku chciałam się wybrać, tak o, żeby przypomnieć sobie dawne tradycje. Z tą różnicą, że w tym roku moim rodzicom nie chciało się iść ze mną, więc popytałam znajomych z kierunku turystyka i rekreacja Katowice, kto chciałby pójść ze mną. Zebrało się kilka osób i w sumie mieliśmy iść jakoś bliżej świątecznej niedzieli, bo wcześniej nie mieliśmy za bardzo czasu na to, żeby wybierać się gdzieśtam jeszcze i oglądać kurczaczki.
No cóż. Chyba wystarczy wyjrzeć przez okno, żeby wiedzieć, jak mógł wyglądać Jarmark Wielkanocny w tym roku, prawda? Szkoda, że pozdejmowali bożonarodzeniowe ozdoby z latarni i budynków, bo pasowałoby jak znalazł. To jakaś kpina jest, żeby pod koniec marca człowiek musiał zakładać zimowe buciory i kurtki, tysiące swetrój i zastanawiać się, którą czapkę włożyć, żeby nie zamarznąć. A teren Jarmarku? To w ogóle była jakaś masakra. Nie dość, że ludzie przemarznięci i te króliczki czy tam kurczaczki wyglądały przekomicznie, to jeszcze samo przejście po całym placu, to jak jedna wielka mission impossible.
Wszędzie błoto i śnieg, wbrew pozorom również tłumy ludzi, co finalnie zaowocowało tym, że po prostu przenieśliśmy się do knajpki przy rynku w Katowicach, żeby napić się grzanego wina, bo przemarzliśmy, byliśmy przemoczeni i w ogóle totalnie nastrojeni antywielkanocnie.
No cóż. Chyba wystarczy wyjrzeć przez okno, żeby wiedzieć, jak mógł wyglądać Jarmark Wielkanocny w tym roku, prawda? Szkoda, że pozdejmowali bożonarodzeniowe ozdoby z latarni i budynków, bo pasowałoby jak znalazł. To jakaś kpina jest, żeby pod koniec marca człowiek musiał zakładać zimowe buciory i kurtki, tysiące swetrój i zastanawiać się, którą czapkę włożyć, żeby nie zamarznąć. A teren Jarmarku? To w ogóle była jakaś masakra. Nie dość, że ludzie przemarznięci i te króliczki czy tam kurczaczki wyglądały przekomicznie, to jeszcze samo przejście po całym placu, to jak jedna wielka mission impossible.
Wszędzie błoto i śnieg, wbrew pozorom również tłumy ludzi, co finalnie zaowocowało tym, że po prostu przenieśliśmy się do knajpki przy rynku w Katowicach, żeby napić się grzanego wina, bo przemarzliśmy, byliśmy przemoczeni i w ogóle totalnie nastrojeni antywielkanocnie.
środa, 5 czerwca 2013
Moja córka i jej zachowanie.
Moja córka zawsze była spokojna i poukładana. Kiedy dostała się na studia Katowice nawet nie prosiła nas o to, czy mogłaby zamieszkać sama – po prostu przyjęła za oczywiste, że zostanie w domu, bo po co wynajmować mieszkanie, skoro i tak mężem mieszkalibyśmy w tym samym mieście. No cóż, to była jej decyzja, ja nawet pytałam jej kilka razy, czy na pewno nie chce być samodzielna. Nie ukrywam, że ze względów finansowych, nawet ucieszyło mnie to rozwiązanie.
Po pół roku jej studiów na kierunku prawo Katowice zaczęłam się o nią naprawdę niepokoić. Po pierwsze: Majka nigdy dużo nie wychodziła. Jasne, miała przyjaciół, nie była jakąś outsiderką, ale wolała spędzać wieczory spokojnie w domu. Taki jej charakter. A teraz? Teraz praktycznie codziennie jej nie było, wracała nieraz nad ranem i w ogóle nie chciała mówić, co się z nią dzieje, gdzie była i tak dalej. No ale to nie było najgorsze, przecież takie są prawa młodości i studiów, cieszyłam się nawet, że w końcu zaczęła sobie budować jakieś nici życia towarzyskiego.
Najgorsze było to, że zmieniła jakoś swój charakter i swoje usposobienie. Zawsze myślałam, że ważne są dla niej jakieś wyższe wartości, a teraz? Teraz widziałam ją tylko, jak rozmawia przez telefon albo pisze dużo wiadomości, używając słów, których w ogóle nie rozumiałam. Ciągle stała przed szafą, przekładała ciuchy, prosiła mnie o kasę na nowe bluzki, sukienki i tak dalej. Mówiła, że to jej koleżanki namówiły ją do takich zmian. Ciuchy? Okej, jasne, lubię, jak dobrze wygląda. Ale to, jak zaczęła się zachowywać? To zaczyna się robić problematyczne. Sama nie wiem, może powinnam iść na konsultacje do psychologa dziecięcego? Znacie jakiegoś dobrego w Łodzi?
Po pół roku jej studiów na kierunku prawo Katowice zaczęłam się o nią naprawdę niepokoić. Po pierwsze: Majka nigdy dużo nie wychodziła. Jasne, miała przyjaciół, nie była jakąś outsiderką, ale wolała spędzać wieczory spokojnie w domu. Taki jej charakter. A teraz? Teraz praktycznie codziennie jej nie było, wracała nieraz nad ranem i w ogóle nie chciała mówić, co się z nią dzieje, gdzie była i tak dalej. No ale to nie było najgorsze, przecież takie są prawa młodości i studiów, cieszyłam się nawet, że w końcu zaczęła sobie budować jakieś nici życia towarzyskiego.
Najgorsze było to, że zmieniła jakoś swój charakter i swoje usposobienie. Zawsze myślałam, że ważne są dla niej jakieś wyższe wartości, a teraz? Teraz widziałam ją tylko, jak rozmawia przez telefon albo pisze dużo wiadomości, używając słów, których w ogóle nie rozumiałam. Ciągle stała przed szafą, przekładała ciuchy, prosiła mnie o kasę na nowe bluzki, sukienki i tak dalej. Mówiła, że to jej koleżanki namówiły ją do takich zmian. Ciuchy? Okej, jasne, lubię, jak dobrze wygląda. Ale to, jak zaczęła się zachowywać? To zaczyna się robić problematyczne. Sama nie wiem, może powinnam iść na konsultacje do psychologa dziecięcego? Znacie jakiegoś dobrego w Łodzi?
czwartek, 23 maja 2013
Przyjemność zakupów w osiedlowym.
Kiedy rozpoczęłam studia na kierunku prawo Katowice, znalazłam sobie też przyjemne mieszkanie blisko uczelni. Wszędzie łatwo dojechać, nie sposób się zgubić, w okolicy pełno sklepów – wszystko ładnie pięknie. No i ostatnio byłam umówiona na jakąś imprezę ze znajomymi, ale wcześniej chciałam zajść do sklepu właśnie, żeby kupić papierosy. Siedziałam w domu jakoś do 17:00, potem szybko w miarę się ogarnęłam, bo to była zwykła kameralna domówka, nic wielkiego i poszłam do sklepu. Wcześniej, jak szłam, zadzwoniła do mnie koleżanka, która razem ze mną jest na studia Katowice i rozmawiałyśmy cośtam o imprezie, o zakupach, no zwykła rozmowa.
Pomyślałam, że nie będę się rozłączać, bo chcę powiedzieć tylko sklepowej: „Dzień dobry, poproszę marlboro lights”, dać jej pieniądze, podziękować i się pożegnać. Wszystko trwa około minuty, więc po co przerywać rozmowę? No i poza tym już nie raz robiłam tak, że płaciłam za coś, rozmawiając przez telefon, no i nigdy nie zdażyło mi się przedłużać kolejki czy czegokolwiek zatrzymywać. Tak było i tym razem: wszystko sprawnie, wszystko dobrze. Ale pani ekspedientka nie zgodziła się ze mną w kwestii tego, że rozmowa telefoniczna w niczym nie przeszkadza, bo zaczęła na mnie krzyczeć, że brakuje mi taktu i takie rozmówki powinnam zostawić sobie na czas po zakupach. Albo skońcyzć rozmowę zanim wejdę do sklepu. Muszę powiedzieć, że byłam naprawdę zdziwiona. Spojrzałam na nią i zapytałam, czy ma dziś jakiś gorszy dzień, bo wcale nie musi na mnie krzyczeć.
Nie wiem, co się dzieje z ludźmi. Rozumiem, że zima jest długa i tak dalej, że już każdy ma dość. Ale bez przesady: przecież nic takiego się nie stało, nie musiała tak reagować.
Pomyślałam, że nie będę się rozłączać, bo chcę powiedzieć tylko sklepowej: „Dzień dobry, poproszę marlboro lights”, dać jej pieniądze, podziękować i się pożegnać. Wszystko trwa około minuty, więc po co przerywać rozmowę? No i poza tym już nie raz robiłam tak, że płaciłam za coś, rozmawiając przez telefon, no i nigdy nie zdażyło mi się przedłużać kolejki czy czegokolwiek zatrzymywać. Tak było i tym razem: wszystko sprawnie, wszystko dobrze. Ale pani ekspedientka nie zgodziła się ze mną w kwestii tego, że rozmowa telefoniczna w niczym nie przeszkadza, bo zaczęła na mnie krzyczeć, że brakuje mi taktu i takie rozmówki powinnam zostawić sobie na czas po zakupach. Albo skońcyzć rozmowę zanim wejdę do sklepu. Muszę powiedzieć, że byłam naprawdę zdziwiona. Spojrzałam na nią i zapytałam, czy ma dziś jakiś gorszy dzień, bo wcale nie musi na mnie krzyczeć.
Nie wiem, co się dzieje z ludźmi. Rozumiem, że zima jest długa i tak dalej, że już każdy ma dość. Ale bez przesady: przecież nic takiego się nie stało, nie musiała tak reagować.
środa, 15 maja 2013
Miasto po apokalipsie.
Jestem na studia Katowice już kilka ładnych lat, a w mieście mieszkam jeszcze dłużej, bo przeprowadziliśmy się z rodzicami tu, jak miałam zacząć szkołę średnią. Na początku podobał mi się ten industrialny styl, duże miasto, tłok i pośpiech. Pochodzę z bardzo małej miejscowości i naprawdę byłam pod wrażeniem tego, jak wyglada duże miasto i bardzo szybko przystosowałam się do życia w takich warunkach. Widać jestem stworzona do życia w mieście, moi rodzice za tym np. nie przepadają. A ja pomału zaczynam się tu dusić i myśleć o tym, żeby przeprowadzić się do jeszcze większego miasta.
W każdym razie, ostatnio umówiłam się z takim chłopakiem, którego poznałam na jednej z imprez. Studiuje na kierunku logistyka Katowice i jest bardzo fajny, naprawdę bardzo miły. Dlatego postanowiłam, że randka z nim to nie będzie zwykłe pójście do pubu i napicie się kilku piw, bo nie chcę powielać tego samego schematu po raz kolejny. Stwierdziliśmy, że pójdziemy sobie na spacer. Akurat nie wiało, było w miarę sucho, mogliśmy się przespacerować.
Kurczę. Dawno nie byłam tak przybita po spacerze po moim mieście. Naprawdę. Miasto wyglądało jak po apokalipsie, wszędzie był brud i syf. W końcu stopniał śnieg, wszystko było szare, mokre i brudne. Nie mówię już nawet o psich kupach, które były WSZĘDZIE i tylko świadczyły o tym, jak bardzo mieszkańcy osiedli przejmują się rozporządzeniami o sprzątaniu po swoim psie. Ja wiem, że co roku jest tak samo, co roku tak wszystko wygląda, kiedy topnieje śnieg i kończy się zima. Ale chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo mnie to przygnębiło, to było straszne. Szybko zmyliśmy się jednak z ulicy do jakiejś kawiarenki. Trzeba coś z tym zrobić, okolica nie może tak wyglądać inaczej niedługo będziemy potrzebowali terapii psychologicznej!
W każdym razie, ostatnio umówiłam się z takim chłopakiem, którego poznałam na jednej z imprez. Studiuje na kierunku logistyka Katowice i jest bardzo fajny, naprawdę bardzo miły. Dlatego postanowiłam, że randka z nim to nie będzie zwykłe pójście do pubu i napicie się kilku piw, bo nie chcę powielać tego samego schematu po raz kolejny. Stwierdziliśmy, że pójdziemy sobie na spacer. Akurat nie wiało, było w miarę sucho, mogliśmy się przespacerować.
Kurczę. Dawno nie byłam tak przybita po spacerze po moim mieście. Naprawdę. Miasto wyglądało jak po apokalipsie, wszędzie był brud i syf. W końcu stopniał śnieg, wszystko było szare, mokre i brudne. Nie mówię już nawet o psich kupach, które były WSZĘDZIE i tylko świadczyły o tym, jak bardzo mieszkańcy osiedli przejmują się rozporządzeniami o sprzątaniu po swoim psie. Ja wiem, że co roku jest tak samo, co roku tak wszystko wygląda, kiedy topnieje śnieg i kończy się zima. Ale chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo mnie to przygnębiło, to było straszne. Szybko zmyliśmy się jednak z ulicy do jakiejś kawiarenki. Trzeba coś z tym zrobić, okolica nie może tak wyglądać inaczej niedługo będziemy potrzebowali terapii psychologicznej!
czwartek, 2 maja 2013
Wczesnowiosenne spacery.
Ostatnio zbiegliśmy z zajęć na studia Katowice i poszliśmy na wiosenny spacer. Akurat był naprawdę ciepły dzień, miło, przyjemnie i tak dalej, więc połaziliśmy trochę i pozwiedzaliśmy stare zakamarki, w których zawsze przesiadujemy, kiedy mamy wolną chwilę i pijemy sobie piwko latem. Bardzo przyjemna sprawa, każdemu polecam piwo w plenerze.
Potem rozstałam się z moimi znajomymi z kierunku geodezja i kartografia Katowice i sama pospacerowałam sobie trochę po mieście. Najpierw zaszłam do kawiarni po kawę na wynos, potem poszłam do parku i usiadłam sobie na ławce. Poobserwowałam sobie to, co działo się dookoła. Dzieciaki biegały, ludzie spacerowali, pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam, że wszyscy są radośni. Tak naprawdę to przez tą pogodę zimową było coraz gorzej i wszyscy byli naprawdę zdewastowani emocjonalnie.
I muszę powiedzieć szczerze, że godzina na ławce w parku, ciesza i spokój, trochę słońca i cieplejsze powietrze, sprawiły, że naprawdę poczułam się zrelaksowana. Do tej pory potrzebowałam czegoś więcej niż świeżego powietrza i ławki, żeby tak naprawdę odpocząć. A już na pewno potrzebowałabym więcej niż godzinę czasu. Jednak odkąd pracuję naprawdę dużo, teraz muszę nauczyć się korzystać ze wszystkich możliwości, jakie mam, żeby chociaż odrobinę odpocząć. Już nie mogę doczekać się lata, kiedy będzie można wyjść na piknik, naprawdę zrzucić wszystkie ciuchy i odpoczywać. Dzień będzie dłuższy, wszystko będzie przyjemniejsze.
Muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, że Katowice aż tak mnie uspokoją. To chyba pierwszy raz, kiedy to miasto podziałało na mnie kojąco. Mam nadzieję, że będzie tak częściej od teraz, potrafię w końcu naprawdę je docenić.
Potem rozstałam się z moimi znajomymi z kierunku geodezja i kartografia Katowice i sama pospacerowałam sobie trochę po mieście. Najpierw zaszłam do kawiarni po kawę na wynos, potem poszłam do parku i usiadłam sobie na ławce. Poobserwowałam sobie to, co działo się dookoła. Dzieciaki biegały, ludzie spacerowali, pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam, że wszyscy są radośni. Tak naprawdę to przez tą pogodę zimową było coraz gorzej i wszyscy byli naprawdę zdewastowani emocjonalnie.
I muszę powiedzieć szczerze, że godzina na ławce w parku, ciesza i spokój, trochę słońca i cieplejsze powietrze, sprawiły, że naprawdę poczułam się zrelaksowana. Do tej pory potrzebowałam czegoś więcej niż świeżego powietrza i ławki, żeby tak naprawdę odpocząć. A już na pewno potrzebowałabym więcej niż godzinę czasu. Jednak odkąd pracuję naprawdę dużo, teraz muszę nauczyć się korzystać ze wszystkich możliwości, jakie mam, żeby chociaż odrobinę odpocząć. Już nie mogę doczekać się lata, kiedy będzie można wyjść na piknik, naprawdę zrzucić wszystkie ciuchy i odpoczywać. Dzień będzie dłuższy, wszystko będzie przyjemniejsze.
Muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, że Katowice aż tak mnie uspokoją. To chyba pierwszy raz, kiedy to miasto podziałało na mnie kojąco. Mam nadzieję, że będzie tak częściej od teraz, potrafię w końcu naprawdę je docenić.
środa, 10 kwietnia 2013
Walk of shame.
Kiedyś mój brat opowiadał mi o takich rzeczach. Kiedy on wracał z imprez, będąc na swoich studia Katowice, wprawdzie termin „walk of shame” nie funkcjonował jeszcze (mój brat jest sporo starszy), ale zawsze było tak, że wracanie nad ranem z imprezy albo wczesnym rankiem od kogoś z mieszkania, było taką czynnością, którą najlepiej robiło się szybko i opłotkami, żeby przez przypadek nikt ze znajomych nas nie zauważył.
Wydaje mi się, że walk of shame w naszej kulturze zaczął funkcjonować tak naprawdę wtedy, kiedy zrobił się ten wielki boom na amerykańskie seriale, no i jakoś wszyscy chcieliśmy być tak samo super jak ich bohaterowie, zaczęliśmy przejmować trochę z ich powiedzonek. Przynajmniej moje pokolenie, bo odkąd studiuję na kierunku fizjoterapia Katowice, to takie terminy funkcjonują i moi znajomi używają ich naprawdę nagminnie.
W każdym razie może nie powinnam się tym za specjalnie chwalić, ale ostatnio ja miałam swój własny walk of shame, w sobotę o 7:00 rano przez centrum miasta. Piątkowa impreza trochę się wydłużyła, a potem jeszcze poszłam do mieszkania mojego znajomego i zasiedziałam się po prostu. Wyglądałam rano jak małe zombie: resztki makijażu, poczochrana głowa, no i wracałam sobie spacerkiem do domu, czując orzeźwiające poranne powietrze. I kogo spotkałam? Koleżankę mojej mamy, jak wyszła z psem na spacer. Serio. Ja wracałam do swojego mieszkania po babci i miałam nadzieję, że mój walk of shame przejdzie bez echa, rodzice mnie nie zobaczą, blablabla. No ale zobaczyła mnie pani Ania która pracuje jako prawnik w Łodzi. Pewnie niedługo zadzwoni moja mama i zapyta, jak się bawiłam.
Stymulujące rozmowy przy papierosie.
W końcu do miasta zawitała wiosna. Po długiej i uciążliwej zimie wreszcie widać niebo, świeci słońce i naprawdę w powietrzu czuć świeże, wiosenne powietrze. Niesamowita sprawa. Teraz wreszcie mogę razem ze znajomymi z kierunku fizjoterapia Katowice posiedzieć na okienku sobie na ławce w parku i wygrzać twarz w słońcu. Do tej pory, przez całą zimę, w przerwie między zajęciami, zazwyczaj siedzieliśmy w jakiejś knajpce albo w uniwersyteckim bufecie. Trudno jest zliczyć chyba, ile pieniędzy tam wydaliśmy i zostawiliśmy, no ale co mogliśmy zrobić?
A teraz? Teraz wreszcie mogę powiedzieć, że studia Katowice są przyjemne i naprawdę fajnie jest siedzieć sobie przez godzinkę czy dwie na ławce i palić papierosy. No bo tak, ostatnio stwierdziliśmy, że naprawdę super jest po prostu siedzieć, słuchać muzyki (tak, wiem, że to obciach, ale po cichutku puszczamy sobie z telefonu) i palić papierosy. Nie wiem, co takiego jest w dymie, we wszystkich tych gestach, że naprawdę wtedy inaczej się rozmawia, inaczej się myśli, wszystko jest inne.
Dziwne. Kiedyś w ogóle, nikotyna to był dla mnie jakiś maksymalny abstrakt i nie pomyślałabym, że w ogóle kiedykolwiek będę taką trochę dekadentką współczesną, co patrzy się w horyzont i snuje dziwne rozmyślania na temat kondycji współczesnego człowieka. Zaciągnięcia są naprawdę pobudzające, wpływają na kreatywność. Wszystko jest naprawdę inne. Dlatego tak bardzo cieszę się z nadchodzącej wiosny, potem lata. Wszystko będzie ciekawsze.
Muszę zrobić remont pokoju, możecie polecić jakieś meble, lub firmę? Co powiecie o fimie drewland?
A teraz? Teraz wreszcie mogę powiedzieć, że studia Katowice są przyjemne i naprawdę fajnie jest siedzieć sobie przez godzinkę czy dwie na ławce i palić papierosy. No bo tak, ostatnio stwierdziliśmy, że naprawdę super jest po prostu siedzieć, słuchać muzyki (tak, wiem, że to obciach, ale po cichutku puszczamy sobie z telefonu) i palić papierosy. Nie wiem, co takiego jest w dymie, we wszystkich tych gestach, że naprawdę wtedy inaczej się rozmawia, inaczej się myśli, wszystko jest inne.
Dziwne. Kiedyś w ogóle, nikotyna to był dla mnie jakiś maksymalny abstrakt i nie pomyślałabym, że w ogóle kiedykolwiek będę taką trochę dekadentką współczesną, co patrzy się w horyzont i snuje dziwne rozmyślania na temat kondycji współczesnego człowieka. Zaciągnięcia są naprawdę pobudzające, wpływają na kreatywność. Wszystko jest naprawdę inne. Dlatego tak bardzo cieszę się z nadchodzącej wiosny, potem lata. Wszystko będzie ciekawsze.
Muszę zrobić remont pokoju, możecie polecić jakieś meble, lub firmę? Co powiecie o fimie drewland?
czwartek, 28 marca 2013
Trudności zaraz na starcie.
Czasem się zastanawiam, po co poszłam na studia Katowice. Teraz mam tylko problem z tym, żeby znaleźć jakąś pracę, naprawdę. Znajduję dorywcze zajęcia i ledwo starcza mi na czynsz i takie różne rzeczy. Muszę pomyśleć o czymś stałym, niedługo skończę okres ochronny na uczelni i będzie dopiero problem. Najbardziej frustrujące w tym wszystkim jest to, że większość moich znajomych jeszcze z liceum nie poszło na studia, a zaczęło jakieś dwuletnie kursy w studium kosmetycznym czy jakimś innym i teraz radzą sobie lepiej niż ja będę sobie radzić, mając dyplom z kierunku fizjoterapia Katowice.
Naprawdę lubię to, co studiuję i wydawało mi się, że to przyszłościowy kierunek. To znaczy, że będę mogła robić po tym naprawdę fajne rzeczy, pracować jako rehabilitantka (pewnie najpierw zrobić odpowiednie uprawnienia) albo otworzyć swój własny salon masażu i odnowy. To był taki właśnie plan. Ale teraz coraz częściej myślę sobie o tym, że jednak to nie był trafny wybór i powinnam była iść śladem moich znajomych. Tym bardziej, że naprawdę nie chcę wyjeżdżać z Katowic, za bardzo kocham to miasto, bo przecież mieszkam tu od urodzenia. Przeraża mnie wizja mieszkania i pracy np. w Warszawie czy gdzieś indziej. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że tam pewnie byłyby lepsze możliwości, ale po prostu nie mogę tego zrobić.
Ostatnio myślałam o tym, żeby naprawdę zacząć się interesować wszystkimi procedurami tego, jak załatwic sobie dotację czy jakiekolwiek dofinansowanie na otworzenie własnego biznesu w tej branży. Muszę zacząć to poważnie planować, bo czas ucieka, może akurat wstrzelę się w jakąś niszę. Muszę tylko mieć bardzo dobry pomysł na to, jak zorganizować to wszystko. Mam kilkoro znajomych, architektów, projektantów, musimy zrobić coś spektakularnego. Takiego naprawdę z prawdziwego zdarzenia. Tak właśnie będzie, potrzebuję tylko jeszcze chwili czasu!
Naprawdę lubię to, co studiuję i wydawało mi się, że to przyszłościowy kierunek. To znaczy, że będę mogła robić po tym naprawdę fajne rzeczy, pracować jako rehabilitantka (pewnie najpierw zrobić odpowiednie uprawnienia) albo otworzyć swój własny salon masażu i odnowy. To był taki właśnie plan. Ale teraz coraz częściej myślę sobie o tym, że jednak to nie był trafny wybór i powinnam była iść śladem moich znajomych. Tym bardziej, że naprawdę nie chcę wyjeżdżać z Katowic, za bardzo kocham to miasto, bo przecież mieszkam tu od urodzenia. Przeraża mnie wizja mieszkania i pracy np. w Warszawie czy gdzieś indziej. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że tam pewnie byłyby lepsze możliwości, ale po prostu nie mogę tego zrobić.
Ostatnio myślałam o tym, żeby naprawdę zacząć się interesować wszystkimi procedurami tego, jak załatwic sobie dotację czy jakiekolwiek dofinansowanie na otworzenie własnego biznesu w tej branży. Muszę zacząć to poważnie planować, bo czas ucieka, może akurat wstrzelę się w jakąś niszę. Muszę tylko mieć bardzo dobry pomysł na to, jak zorganizować to wszystko. Mam kilkoro znajomych, architektów, projektantów, musimy zrobić coś spektakularnego. Takiego naprawdę z prawdziwego zdarzenia. Tak właśnie będzie, potrzebuję tylko jeszcze chwili czasu!
sobota, 16 marca 2013
Już Wielkanoc?
Wiecie, jak to jest: studia Katowice zajmują dużo czasu, rzadko bywam w rodzinnym domu, więc nawet nie zwracam uwagi na upływający czas, szczególnie, że przy takim nakładzie pracy bardzo szybko on ucieka, jak piasek z rąk. No i ostatnio weszłam na portal miejski Katowic, i zobaczyłam jakąś informację o tym, że przyjmuje się zapisy na Kiermasz Wielkanocny. Wiecie, co roku są organizowane w mieście kiermasze, różne wystawy i punkty, w których można kupować jakieś tradycyjne jedzenie, czy ręcznie robione ozdoby. Wiadomo, że trzeba na takie coś się zapisać, żeby dostać pozwolenie, no i jakoś nie zdawałam sobie w ogóle sprawy, że to już niedługo i naprawdę już czas, żeby się zapisywać!
Przecież dopiero co razem ze znajomymi z architektura i urbanistyka Katowice biegaliśmy po galeriach handlowych, żeby w ostatniej chwili kupić jakieś prezenty. Bo, oczywiście, też pozapominaliśmy o tym, żeby zrobić to wcześniej, a potem się okazało, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż i trzeba się sprężać. No a teraz? Niedługo pewnie zacznę odbierać telefony od mojej mamy, że nie wie, kiedy będzie miała czas posprzątać i takie różne rzeczy. Albo standardowe problemy z tym, ile jedzenia przygotować, bo przecież znów będzie tak, że zostanie za dużo, że nie zjemy wszystkiego, że znów będzie trzeba zamrażać.
Wielkanoc to takie dziwne święta. Tak naprawdę tylko dwa dni, kiedy nic się nie robi, potem nagły powrót do rzeczywistości. Na te dwa dni moja mama wariuje i chce wszystko dokładnie sprzątać, a potem nawet człowiek nie zdąży dobrze odpocząć, bo już trzeba wracać na uczelnię, w dodatku potem sesja jest za pasem i tak nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Ech, no ale, jak co roku, trzeba będzie to przeżyć. Może kupić coś na kiermaszu?
Przecież dopiero co razem ze znajomymi z architektura i urbanistyka Katowice biegaliśmy po galeriach handlowych, żeby w ostatniej chwili kupić jakieś prezenty. Bo, oczywiście, też pozapominaliśmy o tym, żeby zrobić to wcześniej, a potem się okazało, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż i trzeba się sprężać. No a teraz? Niedługo pewnie zacznę odbierać telefony od mojej mamy, że nie wie, kiedy będzie miała czas posprzątać i takie różne rzeczy. Albo standardowe problemy z tym, ile jedzenia przygotować, bo przecież znów będzie tak, że zostanie za dużo, że nie zjemy wszystkiego, że znów będzie trzeba zamrażać.
Wielkanoc to takie dziwne święta. Tak naprawdę tylko dwa dni, kiedy nic się nie robi, potem nagły powrót do rzeczywistości. Na te dwa dni moja mama wariuje i chce wszystko dokładnie sprzątać, a potem nawet człowiek nie zdąży dobrze odpocząć, bo już trzeba wracać na uczelnię, w dodatku potem sesja jest za pasem i tak nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Ech, no ale, jak co roku, trzeba będzie to przeżyć. Może kupić coś na kiermaszu?
niedziela, 3 marca 2013
Nowy konkurs w mieście.
Zawsze, od samego początku, kiedy zaczęłam swoje studia Katowice, uderzało mnie, że na uczelni jest bardzo mało osób niepełnosprawnych. Nie wiedziałam, czy chodzi o to, że po prostu brakuje chętnych, czy może uczelnia nie jest przystosowana, jednak to mnie jakoś mocno uderzyło. Nie wiem nawet, czemu. W mieście też czasem brakowało specjalnych podjazdów do drzwi dla wózków inwalidzkich i innych takich.
Dlatego teraz bardzo się ucieszyłam się, że w mieście jest organizowany konkurs „Oczy szeroko otwarte - mój świat”, który jest skierowany do osób niepełnosprawnych i który ma pozwolić „pokazać się” tej, z braku lepszego określenia, grupie społecznej i pokazania, że naprawdę nie są w niczym gorsi od „normalnych” obywateli (tak, zdarzają się jeszcze sytuacje przemocy wobec niepełnosprawnych). Namówiłam grupę znajomych z kierunku pedagogika Katowice, żebyśmy zgłosili się jako grupa wolontariuszy do pomocy przy organizacji konkursu.
Na szczęście władzie miasta i organizatorzy się zgodzili, więc teraz mamy jeszcze okazję pomóc w tym całym przedsięwzięciu i poznać też wszystkich uczestników konkursu, rozmawiać z nimi i w jakiś sposób pomóc. Okazało się, że tacy ludzie naprawdę potrzebują często kogoś do rozmowy i są bardzo szczęśliwi, kiedy wychodzą z nami na zakupy czy do kina, czy gdzieś. No i my też mamy satysfakcję, że w końcu robimy coś, co jest pożyteczne i że naprawdę możemy tym ludziom w jakiś sposób pomóc.
A co najlepsze, okazało się, że spora grupa moich przyjaciół ze studiów po całym tym doświadczeniu wybrała nową specjalizację na uczelni i teraz chce w przyszłości pracować z ludźmi niepełnosprawnymi i im pomagać.
wtorek, 26 lutego 2013
Festiwal gier komputerowych.
To znaczy to chyba nie jest festiwal (moi koledzy z technicznych studia Katowice na pewno by mnie teraz wyśmiali i zarzucili wielką niekompetencję, no ale dobra, nieważne, każdy wie, o co mi chodzi), tylko mistrzostwa świata, w kazdym razie chodzi we wszystkim o gry komputerowe i o to, że przez dwa dni w katowickim spodku siedziało mnóstwo ludzi i grało w gry komputerowe. Podczas gdy ja miałam pierwsze zaliczenia na dietetyka Katowice, a oni siedzieli w spodku i oddawali się przyjemnościom.
To znaczy tak właśnie myślę, że to były same przyjemności, bo chyba dla wszystkich nerdów oprócz matematyki i gier rpg nie ma nic innego na świecie. Ciekawa jestem, jak to wszystko wygląda od środka. Jakoś nigdy nie miałam ochoty na to, żeby kupić bilety i autentycznie tam pójść i poobserwować, bo jakoś przede wszystkim szkoda mi kasy, a poza tym trochę się bałam. Jakoś nigdy nie potrafiłam dogadać się z tym typem ludzi, onie nie rozumieli moich zainteresowań, a ja nie rozumiałam, jak można spędzać całe dnie i noce przed komputerem.
Kiedyś mój chłopak zaraził się od swojego kumpla miłością do jakiejś dziwnej gry i przez kilka tygodni prawie nie było z nim kontaktu. Non stop gry i gry, siedzenie przed komputerem. Wyglądał w końcu jak jakiś wampir, był potwornie blady i jadł tylko jedzenie na dowóz, bo nawet nie chciało mu się wychodzić na chwilę, żeby kupić coś do jedzenia i zjeść normalny obiad. Czasem przychodziłam i mu gotowałam, no ale ile można? Nawet nie zwracał wtedy na mnie uwagi, więc wszystko było bez sensu.
W końcu nie wytrzymałam i zagroziłam, że odejdę jak się nie zmieni. No i powoli, powoli odszedł od tego wszystkiego, no ale blisko było to prawdziwego uzależnienia. Teraz, jak myślę sobie, że miałabym widzieć cały spodek wypełniony takimi ludźmi jak Michał, kiedy nie mógł odejść od komputera, trochę jestem przerażona.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Dlaczego nie jesteśmy Radomiem?
Dziś pokazali mi to znajomi ze studia Katowice, zdziwieni, że jeszcze nie widziałam. No a ja nie widziałam, bo wczoraj siadł mi internet w mieszkaniu (tak to jest, jak się mieszka samemu i zapomina o tak przyziemnych rzeczach jak zapłacenie rachunku w terminie. Zachciało się wyprowadzki od rodziców i rozpoczęcia samodzielnego życia!). Wiecie, chodzi o te nagrania z Radomia z miejskiej Wigilii. No, muszę powiedzieć, że burmistrz, czy tam prezydent miasta, się postarał! Tyle jedzenia, tyle picia, a wszystko dla kochanych mieszkańców!
Wiem, że powstało dużo parodii, memów i różnych dziwnych rzeczy, ale tak z drugiej strony, może to jest trochę zabawne wydarzenie, ale jednocześnie bardzo sympatyczne i na pewno miło było mieszkańcom, kiedy dostali zaproszenia. Tak sobie gadałam z grupą z ratownictwo medyczne Katowice o tym i pomyśleliśmy, że fajnie by było, gdyby nasze władze miasta zorganizowały coś takiego. Może ludzie podchodziliby na początku sceptycznie, ale mogę się założyć, że finalnie przyszłoby naprawdę dużo osób i wszyscy dobrze by się bawili.
Może powinniśmy podrzucić władzom takie rozwiązanie? A może zrobimy wspólne śniadanie na Wielkanoc? Chodzi o to, zeby poczuć tę prawdziwą wspólnotę, może w takim świętowaniu jest jakiś sens i faktycznie więzi między ludźmi, między mieszkańcami, robią się bardziej zaciśnięte? Nie wiem, ale jest coś magicznego w takim przedsięwzięciu i nie wiem, dlaczego większość internautów od razu je zanegowała. Przecież nie ma nic złego w tym, że ktoś chce, żeby mieszkańcy miasta, którym się opiekuje, poczuli się jak jedna wielka rodzina. To jest jakiś klucz do tego, żeby miasto dobrze i sprawnie funkcjonowało. Tak mi się wydaje.
I tego właśnie czasem brakuje w Katowicach. Bo wydaje mi się, że mamy problemy z dogadywaniem się. Może takie wydarzenie byłoby czymś przełomowym w naszej świadomości? Może coś by się zmieniło? Może patrzylibyśmy na siebie przychylniej w kolejkach w sklepie? Coś może w końcu się zmieni. Tego sobie i wszystkim mieszkańcom Katowic życzę z okazji zbliżających się Świąt. Niczego więcej nie potrzebujemy.
wtorek, 12 lutego 2013
Zostać jurorem, czy to nie fajne?
W Katowicach będzie organizowany konkurs, czy raczej może festiwal sztuk teatralnych, a uczestnikami będą ci, którzy są młodymi teatralnymi reżyserami. Bardzo fajna inicjatywa, można pooglądać sztuki ludzi, którzy wnoszą jakiś świeży powiew w to, co się dzieje obecnie na scenie teatralnej. No i zawsze to jest duża szansa dla tych, którzy chcą się pokazać szerszej publiczności.
Co więcej, można zgłosić się do jury, które będzie oceniało te sztuki! Zapytałam moich znajomych z bezpieczeństwo wewnętrzne Katowice czy może chcą razem ze mną się zgłosić, bo to będzie coś fajnego, w czym możemy uczestniczyć aktywnie. Oczywiście na początku wszyscy przywitali to z ogromnym entuzjazmem, jako coś nowego, co możemy zrobić w wolnym czasie. No ale od słowa do słowa i nagle potężna ekipa ludzi chętnych mocno się skurczyła, i w zasadzie zostałam tylko ja i moja koleżanka. No ale cóż, studia Katowice mnie już nauczyły, że zawsze wszyscy są chętni do wszystkiego, a jak przychodzi co do czego, to nagle jest że nie, że im się nie chce, że nie mają czasu. No tak, najlepiej siedzieć na facebooku i pić piwo przed komputerem. Ale to już nie moja sprawa.
A myślałam, że to naprawdę fajna okazja, żeby coś porobić, poznać ludzi, może zobaczyć coś nowego, otworzyć sobie nowe perspektywy. Poza tym, no dobra, bo to będzie trochę idiotyczne, ale chyba w każdym tkwi jakaś podświadoma potrzeba oceniania innych i nie zawsze mamy okazję to zrobić, a teraz moglibyśmy robić to pod przykrywką i poważnym stanowiskiem „bycia w jury”. No ale dobra, wszyscy zrezygnowali, a potem będą żałować. Bo już wiem, że to będzie jeden z fajniejszych eventów w mieście. I będą pytać się, jak było i co było, a ja będę im opowiadać, jak było fantastycznie i jakie były niesamowite imprezy z artystami (bo temat imprez jest zawsze najbardziej popularny). A co! Niech zazdroszczą, sami chcieli – sami stracili.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Miejski Sylwester.
No i znów się zaczyna. Znów się zaczyna ta cała wielka gorączka sylwestrowa i chyba wszyscy moi znajomi z studia Katowice oszaleli razem w mediami i organizatorami wszystkich możliwych imprez w mieście. Naprawdę, o niczym innym nie gadają, a im bardziej oni gadają, tym bardziej ja mam ochotę w ogóle nie wychodzić z domu w ten dzień i przespać północ. Nie cierpię Sylwestra, presja społeczna jest zbyt ogromna i wszyscy obserwują innych i patrzą, czy na pewno dobrze się bawimy i w ogóle. Bez sensu, przecież to impreza taka, jak każda inna. Z taką różnicą, że na przełomie dwóch lat.
No i najgorsze jest mieszkanie w dużym mieście. Bo przecież urząd zawsze organizuje jakiś milion koncertów, na które zaprasza wszystkie mniej lub bardziej znane gwiazdki z telewizji i wydaje na ich występy, i całą tę organizację grupe tysiące z naszych portfeli. Bo przecież to my płacimy podatki. A potem w centrum miasta jest bałagan i syf, bo przecież wszyscy jak stoją, tak zostawiają tony śmieci obok siebie i do rana są krzyki, wrzaski, piski i burdy. A przy okazji można zarobić na przykład butelką w głowę. Oczywiście, moje szalone koleżanki z dietetyka Katowice chcą iść na Rynek i tam doskonale się bawić. To znaczy najpierw jest obowiązkowy bifor u kogoś w mieszkaniu, a potem dopiero impreza i oglądanie się wokół siebie non stop, czy przy okazji nikt nie odpala jakiejś petardy blisko i nie dostaniemy w oko korkiem od szampana. Albo czy komuś nie spodoba się zbyt nasza kurtka i nie pomyśli sobie, że bardzo by ją chciał mieć. W tej chwili. No co, zdarzają się różne przypadki nienormalnych ludzi. Niektórzy mogą na przykład chcieć ukraść czyjąś kurtkę na rynku w Katowicach.
No i jak ja mam się wymigać? Najgorsze jest, że mieszkam najbliżej rynku, więc wszyscy chcą spotkać się u mnie i pewnie jeszcze potem, po koncertach, też iść do mnie. A ja, jeśli chodzi o tę konkretną imprezę, mam do niej stosunek raczej taki... delikatnie mówiąc – negatywny. No i nie wiem, co mam robić. Może udam, że jestem chora? Tak, powiem, że mam silną gorączkę, nie będę odbierać (ani otwierać), kupię sobie wino i wypożyczę mnóstwo filmów na DVD. I to jest właśnie idealny pomysł na Sylwestra. Przynajmniej w moim mniemaniu. Co z tego, że samotnie. Ważne, że będę robić coś, co naprawdę lubię.
wtorek, 29 stycznia 2013
Projekt dla seniorów? To o nas!
Moja córka studiuje fizjoterapia Katowice i stale angażuje się w jakieś projekty albo mówi mi, co aktualnie dzieje się w mieście. Ostatnio powiedziała mi, że w ramach unijnego projektu jest akcja przeznaczona dla osób powyżej 55. roku życia! Obejmowała kilkudniowe szkolenia z zakresu pracy z komputerem, wycieczki, no różne atrakcje, które w sumie bardzo mnie ucieszyły, bo, ustalmy to, ja i mój mąż swoje studia Katowice skończyliśmy dość dawno temu i ze smutkiem muszę stwierdzić, że idealnie wpasowujemy się w przedział wiekowy tej akcji.
Udział w tym jest bezpłatny, bo dofinansowywany z Unii Europejskiej, a naprawdę program wygląda atrakcyjnie, no i opłacony jest catering, transport, potrzebne noclegi, no wszystko. A będziemy tez robić ciekawe rzeczy, bo ja np. nigdy nie miałam okazji tak naprawdę nauczyć się obsługiwać komputera (tzn. umiem wysłać maila i układać pasjansa, no ale to kropla w morzu), przewidziane jest też szkolenie na temat wolontariatu, które cieszy mnie chyba najbardziej, bo zawsze chciałam należeć do jakiegoś.
I widzicie? Teraz to wszystko to znak, że powinnam w końcu wziąć sprawy w swoje ręce, bo wiek „seniora” to nie jest koniec świata, a ja mogę robić jeszcze mnóstwo rzeczy. I tak właśnie powinno być. Teraz ten projekt, potem mogę zaangażować się w pomoc dzieciom czy inną pracę charytatywną. Czuję, że mam w sobie jeszcze mnóstwo energii, którą powinnam spożytkować, póki mam siłę i ochotę. Tak właśnie powinnam zrobić.
Mój mąż, chociaż na początku trochę sceptycznie nastawiony, teraz też się cieszy, że w naszym życiu w końcu coś będzie się działo. On jest w takiej samej formie jak ja i zawsze zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, żeby nie zgorzknieć na stare lata. I proszę, teraz mamy odpowiedź na nasze udręki i bolączki. Zaczynamy działać!
środa, 16 stycznia 2013
Dlaczego nie potrafię zrozumieć ludzi?
Mój starszy brat zawsze mi powtarzał, że jak pójdę na studia Katowice, to poznam w końcu ludzi, którzy będą na moim poziomie i będziemy mieli w końcu o czym porozmawiać, i to będą ludzie z pasjami, którzy są ambitni, a nie nastawieni na imprezy i olewanie swojego życia tak, jak to było w liceum. Bardzo bym chciała, żeby w końcu się okazało, że mój brat ma rację.
To znaczy nie mówię, że nie mam znajomych, którzy są ambitni, zainteresowani tym, co się dzieje dookoła na świecie. Oczywiście, że ich mam. To grupa, z którą spotykam się najczęściej i z którą możemy porozmawiać naprawdę o wielu rzeczach: o literaturze, muzyce, kondycji współczesnej kultury, z którymi wymieniamy się przeróżnymi doświadczeniami i zachowujemy głowy otwarte na wszystkie nowe rzeczy, nie mamy tematów tabu i nie wstydzimy się mówić o niczym, mając jednocześnie do siebie duże zaufanie i wiedząc, że nasze sprawy nigdy nie wyjdą poza ten jeden krąg.
Mam jednak też znajomych, szczególnie na turystyka Katowice, którzy zupełnie inaczej postrzegają świat, a ja w ogóle nie potrafię zrozumieć, dlaczego. Jedyne, co robią, to skupiają się na imprezowaniu (okej, my też imprezujemy, ale ciągle mam wrażenie, że mamy zupełnie inne pojęcie co do tego, czym jest impreza), robieniu ściag na zaliczenia i takim przewegetowaniu całej swojej młodości. Wychodzę z założenia, że teraz mamy czas na zainteresowania i pasje, na poszerzanie wiedzy o świecie, więc dlaczego oni tkwią w takim marazmie intelektualnym? Czy to może przynosić jakąkolwiek satysfakcję? Wydaje mi się, że nie.
Kiedy z nimi rozmawiam, często rezygnuję z zadawania jakichś głębszych i bardziej złożonych pytań, czy rozmowach na poważniejsze tematy. Oni nie dość, że czasem po prostu na niektóre nie mają nic do powiedzenia, bo nie wiedzą, o co mi chodzi, to jeszcze to ich po prostu w ogóle nie interesuje. Nie mają potrzeby wiedzy, jakiegoś pragnienia, by ciągle się czegoś uczyć. Uważają, że to zbędne. A w jaki sposób mają układać swoje osobowości, jeśli właśnie nie przez pozyskiwanie wiedzy? No jak? Przecież trzeba obserwować, zauważać niuanse, wyciągać wnioski. U nich tego brakuje, a ja zastanawiam się w sumie czasem, czy dzięki temu nie jest im w życiu łatwiej. Przecież eliminują wszystkie egzystencjalne rozterki i przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Bez zadawania zbędnych pytań. Może tak jest wygodniej? Ale czy wygodniej naprawdę oznacza lepiej?
wtorek, 8 stycznia 2013
Skończył się sezon na imprezy w plenerze.
To już oficjalne. Tak bardzo oficjalne, że nie da się tego odwołać, a nawet, gdyby ktoś chciał, to po prostu nie będzie w stanie. Otóż: skończył sezon picia plenerowego. Nie muszę chyba mówić, jak mocno boli mnie z tego powodu serce, bo to chyba był zawsze ulubiony rodzaj imprez i mój, i wszystkich znajomych ze studia Katowice. Zawsze było taniej, przyjemniej, oczywiście nie mówiąc nawet o tym, jakie przygody zawsze nas spotykały, kiedy wypuszczaliśmy się gdzieś w miasto albo za miasto i imprezowaliśmy na powietrzu. Zawsze coś zabawnego i zawsze coś, co potem było tematem numer jeden na zajęciach.
Ostatnio jednak wybraliśmy się gdzieś do mało uczęszczanego parku miejskiego, żeby posiedzieć trochę i wypić wino (okej, parę win), no i nikt nie przewidział, co się stanie. Bo cały dzień było w miarę ciepło, ale wszyscy zapomnieli chyba, że robi się coraz zimniej i zimniej, i w nocy może być faktycznie bardzo zimno. To znaczy, okej, była jedna koleżanka z pedagogika Katowice, która od początku mówiła, że to zły pomysł, bo wszyscy potem będziemy chorzy i może lepiej będzie pójść do knajpy. Jak można przewidzieć, nikt się na to nie zgodził, bo uważaliśmy, że „na pewno nie będzie aż tak źle, przecież nikt z nas nie ma pieniędzy na knajpy, bo jest koniec miesiąca".
Jezu, jacy my jesteśmy głupi! Po dwóch godzinach siedzenia praktycznie tyłki przymarzły nam do ławek, bo było już na minusie, a żadne z nas nie miało zimowej kurtki. Niby piliśmy wino, ale wcale nas nie rozgrzało i zasadniczo nie mieliśmy pojęcia, co robić. Nikomu nie chcieliśmy dać satysfakcji z tego, że byliśmy w błędzie, więc siedzieliśmy twardo i szczękaliśmy tylko zębami. Boże. Gdybym wiedziała, że potem będę mieć anginę, to biegłabym na nocny autobus i potem prędko do domu pod kołdrę. Ale nie, na autobus poszliśmy po trzech czy czterech godzinach i wszyscy na nas patrzyli jak na drżące sople lodu, bo każdy stękał, że zamarza i w ogóle co to będzie. Tuliliśmy się na końcu autobusu (który, pragnę tylko wtrącić, nawet nie miał włączonego ogrzewania) i czekaliśmy wszyscy na to, aż każde z nas będzie już o siebie i będzie mogło położyć się do łóżka.
Cóż, ta impreza kosztowała mnie 20 zł i potem następne 120, które musiałam przeznaczyć na antybiotyki. Najdroższy wieczór mojego życia, przysięgam.
Ostatnio jednak wybraliśmy się gdzieś do mało uczęszczanego parku miejskiego, żeby posiedzieć trochę i wypić wino (okej, parę win), no i nikt nie przewidział, co się stanie. Bo cały dzień było w miarę ciepło, ale wszyscy zapomnieli chyba, że robi się coraz zimniej i zimniej, i w nocy może być faktycznie bardzo zimno. To znaczy, okej, była jedna koleżanka z pedagogika Katowice, która od początku mówiła, że to zły pomysł, bo wszyscy potem będziemy chorzy i może lepiej będzie pójść do knajpy. Jak można przewidzieć, nikt się na to nie zgodził, bo uważaliśmy, że „na pewno nie będzie aż tak źle, przecież nikt z nas nie ma pieniędzy na knajpy, bo jest koniec miesiąca".
Jezu, jacy my jesteśmy głupi! Po dwóch godzinach siedzenia praktycznie tyłki przymarzły nam do ławek, bo było już na minusie, a żadne z nas nie miało zimowej kurtki. Niby piliśmy wino, ale wcale nas nie rozgrzało i zasadniczo nie mieliśmy pojęcia, co robić. Nikomu nie chcieliśmy dać satysfakcji z tego, że byliśmy w błędzie, więc siedzieliśmy twardo i szczękaliśmy tylko zębami. Boże. Gdybym wiedziała, że potem będę mieć anginę, to biegłabym na nocny autobus i potem prędko do domu pod kołdrę. Ale nie, na autobus poszliśmy po trzech czy czterech godzinach i wszyscy na nas patrzyli jak na drżące sople lodu, bo każdy stękał, że zamarza i w ogóle co to będzie. Tuliliśmy się na końcu autobusu (który, pragnę tylko wtrącić, nawet nie miał włączonego ogrzewania) i czekaliśmy wszyscy na to, aż każde z nas będzie już o siebie i będzie mogło położyć się do łóżka.
Cóż, ta impreza kosztowała mnie 20 zł i potem następne 120, które musiałam przeznaczyć na antybiotyki. Najdroższy wieczór mojego życia, przysięgam.
czwartek, 3 stycznia 2013
Co z tymi Katowicami?
Ostatnio przeczytałam gdzieś w sieci, że istnieje taki magazyn, który nazywa się „Miasta" i publikuje rzeczy związane ścisło z urbanizacją przestrzeni i ogólnie z przestrzenią miejską. Dało mi to trochę do myślenia, bo zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim leżą moje Katowice, które zaczęłam eksplorować w momencie rozpoczęcia moich studia Katowice kilkanaście lat temu.
Teraz nadal tu mieszkam, tu mieszka mój mąż i moje dziecko, mamy swój dom w mieście i jesteśmy szczęśliwi. To dobre miejsce do budowania przyszłości. Niektórzy ciągle żyją dziwnym stereotypem, że Katowice to zagłębie spalin i przemysłu, gdzie nie idzie oddychać, nie mówiąc już o wychowywaniu dziecka, czy prowadzeniu zdrowego trybu życia, bo przecież dym jest wszędzie i nie ma opcji, że oddychamy czystym powietrzem. Cóż, może tak było, ze trzydzieści lat temu, bo na pewno nie teraz. Wszędzie są filtry na kominach i naprawdę spalin się prawie w ogóle nie odczuwa. Władze miasta dbają o rozwój, wszędzie jest zielono i naprawdę dużo, ale to dużo się dzieje.
No wystarczy wspomnieć o festiwalach muzycznych, które mają tu miejsce latem. Co też jest w sumie zabawne, bo dzięki takiemu eventowi odnowiłam kontakt z dwójką znajomych z prawo Katowice. Zadzwonili do mnie jakoś przed którymś z festiwali i powiedzieli, że wiedzą, że mieszkam tutaj i nie mam innego wyjścia, tylko muszę pozwolić im przenocować przez kilka dni, a oni obiecują, że w ramach takiej przysługi będą przez tydzień gotować mi obiady. Cóż, nie powiem, że nie byłam zaskoczona i trochę (na początku) zbulwersowana, że tak bez zapowiedzi i nagle, po kilku latach. Ale zgodziłam się. No i to była najlepsza decyzja, jaką udało mi się ostatnio podjąć, bo spędziłam cudowny tydzień ze znajomymi, z którymi tak dawno się nie widziałam (a dawniej zwykliśmy codziennie przesiadywać razem po kilka godzin z akademiku), nadrobiłam zaległości z rubryki „życie towarzyskie" moich dawnych przyjaciół i oczywiście, obowiązkowo, obiecaliśmy sobie odwiedzać się częściej.
Tak, też na początku wydawało mi się, że to tylko puste obietnice (wiadomo, jak to jest, potem albo się nie chce, albo proza życia utrudnia takie spotkania), ale okazało się zupełnie odwrotnie. Widujemy się regularnie, są ulubionymi ciotką i wujkiem mojego synka, i planujemy wyjechać wszyscy razem na wakacje. No i obowiązkowo zwołać większą ekipę na jakieś spotkanie po latach, żeby zobaczyć, czy jeszcze bylibyśmy w stanie rozpoznać się na ulicy.
Teraz nadal tu mieszkam, tu mieszka mój mąż i moje dziecko, mamy swój dom w mieście i jesteśmy szczęśliwi. To dobre miejsce do budowania przyszłości. Niektórzy ciągle żyją dziwnym stereotypem, że Katowice to zagłębie spalin i przemysłu, gdzie nie idzie oddychać, nie mówiąc już o wychowywaniu dziecka, czy prowadzeniu zdrowego trybu życia, bo przecież dym jest wszędzie i nie ma opcji, że oddychamy czystym powietrzem. Cóż, może tak było, ze trzydzieści lat temu, bo na pewno nie teraz. Wszędzie są filtry na kominach i naprawdę spalin się prawie w ogóle nie odczuwa. Władze miasta dbają o rozwój, wszędzie jest zielono i naprawdę dużo, ale to dużo się dzieje.
No wystarczy wspomnieć o festiwalach muzycznych, które mają tu miejsce latem. Co też jest w sumie zabawne, bo dzięki takiemu eventowi odnowiłam kontakt z dwójką znajomych z prawo Katowice. Zadzwonili do mnie jakoś przed którymś z festiwali i powiedzieli, że wiedzą, że mieszkam tutaj i nie mam innego wyjścia, tylko muszę pozwolić im przenocować przez kilka dni, a oni obiecują, że w ramach takiej przysługi będą przez tydzień gotować mi obiady. Cóż, nie powiem, że nie byłam zaskoczona i trochę (na początku) zbulwersowana, że tak bez zapowiedzi i nagle, po kilku latach. Ale zgodziłam się. No i to była najlepsza decyzja, jaką udało mi się ostatnio podjąć, bo spędziłam cudowny tydzień ze znajomymi, z którymi tak dawno się nie widziałam (a dawniej zwykliśmy codziennie przesiadywać razem po kilka godzin z akademiku), nadrobiłam zaległości z rubryki „życie towarzyskie" moich dawnych przyjaciół i oczywiście, obowiązkowo, obiecaliśmy sobie odwiedzać się częściej.
Tak, też na początku wydawało mi się, że to tylko puste obietnice (wiadomo, jak to jest, potem albo się nie chce, albo proza życia utrudnia takie spotkania), ale okazało się zupełnie odwrotnie. Widujemy się regularnie, są ulubionymi ciotką i wujkiem mojego synka, i planujemy wyjechać wszyscy razem na wakacje. No i obowiązkowo zwołać większą ekipę na jakieś spotkanie po latach, żeby zobaczyć, czy jeszcze bylibyśmy w stanie rozpoznać się na ulicy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)