środa, 16 stycznia 2013

Dlaczego nie potrafię zrozumieć ludzi?


Mój starszy brat zawsze mi powtarzał, że jak pójdę na studia Katowice, to poznam w końcu ludzi, którzy będą na moim poziomie i będziemy mieli w końcu o czym porozmawiać, i to będą ludzie z pasjami, którzy są ambitni, a nie nastawieni na imprezy i olewanie swojego życia tak, jak to było w liceum. Bardzo bym chciała, żeby w końcu się okazało, że mój brat ma rację.
To znaczy nie mówię, że nie mam znajomych, którzy są ambitni, zainteresowani tym, co się dzieje dookoła na świecie. Oczywiście, że ich mam. To grupa, z którą spotykam się najczęściej i z którą możemy porozmawiać naprawdę o wielu rzeczach: o literaturze, muzyce, kondycji współczesnej kultury, z którymi wymieniamy się przeróżnymi doświadczeniami i zachowujemy głowy otwarte na wszystkie nowe rzeczy, nie mamy tematów tabu i nie wstydzimy się mówić o niczym, mając jednocześnie do siebie duże zaufanie i wiedząc, że nasze sprawy nigdy nie wyjdą poza ten jeden krąg.
Mam jednak też znajomych, szczególnie na turystyka Katowice, którzy zupełnie inaczej postrzegają świat, a ja w ogóle nie potrafię zrozumieć, dlaczego. Jedyne, co robią, to skupiają się na imprezowaniu (okej, my też imprezujemy, ale ciągle mam wrażenie, że mamy zupełnie inne pojęcie co do tego, czym jest impreza), robieniu ściag na zaliczenia i takim przewegetowaniu całej swojej młodości. Wychodzę z założenia, że teraz mamy czas na zainteresowania i pasje, na poszerzanie wiedzy o świecie, więc dlaczego oni tkwią w takim marazmie intelektualnym? Czy to może przynosić jakąkolwiek satysfakcję? Wydaje mi się, że nie.
Kiedy z nimi rozmawiam, często rezygnuję z zadawania jakichś głębszych i bardziej złożonych pytań, czy rozmowach na poważniejsze tematy. Oni nie dość, że czasem po prostu na niektóre nie mają nic do powiedzenia, bo nie wiedzą, o co mi chodzi, to jeszcze to ich po prostu w ogóle nie interesuje. Nie mają potrzeby wiedzy, jakiegoś pragnienia, by ciągle się czegoś uczyć. Uważają, że to zbędne. A w jaki sposób mają układać swoje osobowości, jeśli właśnie nie przez pozyskiwanie wiedzy? No jak? Przecież trzeba obserwować, zauważać niuanse, wyciągać wnioski. U nich tego brakuje, a ja zastanawiam się w sumie czasem, czy dzięki temu nie jest im w życiu łatwiej. Przecież eliminują wszystkie egzystencjalne rozterki i przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Bez zadawania zbędnych pytań. Może tak jest wygodniej? Ale czy wygodniej naprawdę oznacza lepiej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz