czwartek, 3 stycznia 2013

Co z tymi Katowicami?

Ostatnio przeczytałam gdzieś w sieci, że istnieje taki magazyn, który nazywa się „Miasta" i publikuje rzeczy związane ścisło z urbanizacją przestrzeni i ogólnie z przestrzenią miejską. Dało mi to trochę do myślenia, bo zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim leżą moje Katowice, które zaczęłam eksplorować w momencie rozpoczęcia moich studia Katowice kilkanaście lat temu.
Teraz nadal tu mieszkam, tu mieszka mój mąż i moje dziecko, mamy swój dom w mieście i jesteśmy szczęśliwi. To dobre miejsce do budowania przyszłości. Niektórzy ciągle żyją dziwnym stereotypem, że Katowice to zagłębie spalin i przemysłu, gdzie nie idzie oddychać, nie mówiąc już o wychowywaniu dziecka, czy prowadzeniu zdrowego trybu życia, bo przecież dym jest wszędzie i nie ma opcji, że oddychamy czystym powietrzem. Cóż, może tak było, ze trzydzieści lat temu, bo na pewno nie teraz. Wszędzie są filtry na kominach i naprawdę spalin się prawie w ogóle nie odczuwa. Władze miasta dbają o rozwój, wszędzie jest zielono i naprawdę dużo, ale to dużo się dzieje.
No wystarczy wspomnieć o festiwalach muzycznych, które mają tu miejsce latem. Co też jest w sumie zabawne, bo dzięki takiemu eventowi odnowiłam kontakt z dwójką znajomych z prawo Katowice. Zadzwonili do mnie jakoś przed którymś z festiwali i powiedzieli, że wiedzą, że mieszkam tutaj i nie mam innego wyjścia, tylko muszę pozwolić im przenocować przez kilka dni, a oni obiecują, że w ramach takiej przysługi będą przez tydzień gotować mi obiady. Cóż, nie powiem, że nie byłam zaskoczona i trochę (na początku) zbulwersowana, że tak bez zapowiedzi i nagle, po kilku latach. Ale zgodziłam się. No i to była najlepsza decyzja, jaką udało mi się ostatnio podjąć, bo spędziłam cudowny tydzień ze znajomymi, z którymi tak dawno się nie widziałam (a dawniej zwykliśmy codziennie przesiadywać razem po kilka godzin z akademiku), nadrobiłam zaległości z rubryki „życie towarzyskie" moich dawnych przyjaciół i oczywiście, obowiązkowo, obiecaliśmy sobie odwiedzać się częściej.
Tak, też na początku wydawało mi się, że to tylko puste obietnice (wiadomo, jak to jest, potem albo się nie chce, albo proza życia utrudnia takie spotkania), ale okazało się zupełnie odwrotnie. Widujemy się regularnie, są ulubionymi ciotką i wujkiem mojego synka, i planujemy wyjechać wszyscy razem na wakacje. No i obowiązkowo zwołać większą ekipę na jakieś spotkanie po latach, żeby zobaczyć, czy jeszcze bylibyśmy w stanie rozpoznać się na ulicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz