Moja córka zawsze była spokojna i poukładana. Kiedy dostała się na studia Katowice nawet nie prosiła nas o to, czy mogłaby zamieszkać sama – po prostu przyjęła za oczywiste, że zostanie w domu, bo po co wynajmować mieszkanie, skoro i tak mężem mieszkalibyśmy w tym samym mieście. No cóż, to była jej decyzja, ja nawet pytałam jej kilka razy, czy na pewno nie chce być samodzielna. Nie ukrywam, że ze względów finansowych, nawet ucieszyło mnie to rozwiązanie.
Po pół roku jej studiów na kierunku prawo Katowice zaczęłam się o nią naprawdę niepokoić. Po pierwsze: Majka nigdy dużo nie wychodziła. Jasne, miała przyjaciół, nie była jakąś outsiderką, ale wolała spędzać wieczory spokojnie w domu. Taki jej charakter. A teraz? Teraz praktycznie codziennie jej nie było, wracała nieraz nad ranem i w ogóle nie chciała mówić, co się z nią dzieje, gdzie była i tak dalej. No ale to nie było najgorsze, przecież takie są prawa młodości i studiów, cieszyłam się nawet, że w końcu zaczęła sobie budować jakieś nici życia towarzyskiego.
Najgorsze było to, że zmieniła jakoś swój charakter i swoje usposobienie. Zawsze myślałam, że ważne są dla niej jakieś wyższe wartości, a teraz? Teraz widziałam ją tylko, jak rozmawia przez telefon albo pisze dużo wiadomości, używając słów, których w ogóle nie rozumiałam. Ciągle stała przed szafą, przekładała ciuchy, prosiła mnie o kasę na nowe bluzki, sukienki i tak dalej. Mówiła, że to jej koleżanki namówiły ją do takich zmian. Ciuchy? Okej, jasne, lubię, jak dobrze wygląda. Ale to, jak zaczęła się zachowywać? To zaczyna się robić problematyczne. Sama nie wiem, może powinnam iść na konsultacje do psychologa dziecięcego? Znacie jakiegoś dobrego w Łodzi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz