poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielki jarmark wielkanocny.

Co roku w Katowicach organizowany jest Jarmark Wielkanocny, zresztą – na pewno nie tylko tutaj, tylko w każdym mieście w Polsce. W każdym razie, kiedy byłam młodsza, to bardzo lubiłam chodzić tam z rodzicami, oglądać ozdoby i tak dalej. Potem byłam coraz starsza, potem studia Katowice i jakoś tak ciągle brakowało czasu. W tym roku chciałam się wybrać, tak o, żeby przypomnieć sobie dawne tradycje. Z tą różnicą, że w tym roku moim rodzicom nie chciało się iść ze mną, więc popytałam znajomych z kierunku turystyka i rekreacja Katowice, kto chciałby pójść ze mną. Zebrało się kilka osób i w sumie mieliśmy iść jakoś bliżej świątecznej niedzieli, bo wcześniej nie mieliśmy za bardzo czasu na to, żeby wybierać się gdzieśtam jeszcze i oglądać kurczaczki.
No cóż. Chyba wystarczy wyjrzeć przez okno, żeby wiedzieć, jak mógł wyglądać Jarmark Wielkanocny w tym roku, prawda? Szkoda, że pozdejmowali bożonarodzeniowe ozdoby z latarni i budynków, bo pasowałoby jak znalazł. To jakaś kpina jest, żeby pod koniec marca człowiek musiał zakładać zimowe buciory i kurtki, tysiące swetrój i zastanawiać się, którą czapkę włożyć, żeby nie zamarznąć. A teren Jarmarku? To w ogóle była jakaś masakra. Nie dość, że ludzie przemarznięci i te króliczki czy tam kurczaczki wyglądały przekomicznie, to jeszcze samo przejście po całym placu, to jak jedna wielka mission impossible.
Wszędzie błoto i śnieg, wbrew pozorom również tłumy ludzi, co finalnie zaowocowało tym, że po prostu przenieśliśmy się do knajpki przy rynku w Katowicach, żeby napić się grzanego wina, bo przemarzliśmy, byliśmy przemoczeni i w ogóle totalnie nastrojeni antywielkanocnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz