czwartek, 23 maja 2013

Przyjemność zakupów w osiedlowym.

Kiedy rozpoczęłam studia na kierunku prawo Katowice, znalazłam sobie też przyjemne mieszkanie blisko uczelni. Wszędzie łatwo dojechać, nie sposób się zgubić, w okolicy pełno sklepów – wszystko ładnie pięknie. No i ostatnio byłam umówiona na jakąś imprezę ze znajomymi, ale wcześniej chciałam zajść do sklepu właśnie, żeby kupić papierosy. Siedziałam w domu jakoś do 17:00, potem szybko w miarę się ogarnęłam, bo to była zwykła kameralna domówka, nic wielkiego i poszłam do sklepu. Wcześniej, jak szłam, zadzwoniła do mnie koleżanka, która razem ze mną jest na studia Katowice i rozmawiałyśmy cośtam o imprezie, o zakupach, no zwykła rozmowa.
Pomyślałam, że nie będę się rozłączać, bo chcę powiedzieć tylko sklepowej: „Dzień dobry, poproszę marlboro lights”, dać jej pieniądze, podziękować i się pożegnać. Wszystko trwa około minuty, więc po co przerywać rozmowę? No i poza tym już nie raz robiłam tak, że płaciłam za coś, rozmawiając przez telefon, no i nigdy nie zdażyło mi się przedłużać kolejki czy czegokolwiek zatrzymywać. Tak było i tym razem: wszystko sprawnie, wszystko dobrze. Ale pani ekspedientka nie zgodziła się ze mną w kwestii tego, że rozmowa telefoniczna w niczym nie przeszkadza, bo zaczęła na mnie krzyczeć, że brakuje mi taktu i takie rozmówki powinnam zostawić sobie na czas po zakupach. Albo skońcyzć rozmowę zanim wejdę do sklepu. Muszę powiedzieć, że byłam naprawdę zdziwiona. Spojrzałam na nią i zapytałam, czy ma dziś jakiś gorszy dzień, bo wcale nie musi na mnie krzyczeć.
Nie wiem, co się dzieje z ludźmi. Rozumiem, że zima jest długa i tak dalej, że już każdy ma dość. Ale bez przesady: przecież nic takiego się nie stało, nie musiała tak reagować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz