Jestem na studia Katowice już kilka ładnych lat, a w mieście mieszkam jeszcze dłużej, bo przeprowadziliśmy się z rodzicami tu, jak miałam zacząć szkołę średnią. Na początku podobał mi się ten industrialny styl, duże miasto, tłok i pośpiech. Pochodzę z bardzo małej miejscowości i naprawdę byłam pod wrażeniem tego, jak wyglada duże miasto i bardzo szybko przystosowałam się do życia w takich warunkach. Widać jestem stworzona do życia w mieście, moi rodzice za tym np. nie przepadają. A ja pomału zaczynam się tu dusić i myśleć o tym, żeby przeprowadzić się do jeszcze większego miasta.
W każdym razie, ostatnio umówiłam się z takim chłopakiem, którego poznałam na jednej z imprez. Studiuje na kierunku logistyka Katowice i jest bardzo fajny, naprawdę bardzo miły. Dlatego postanowiłam, że randka z nim to nie będzie zwykłe pójście do pubu i napicie się kilku piw, bo nie chcę powielać tego samego schematu po raz kolejny. Stwierdziliśmy, że pójdziemy sobie na spacer. Akurat nie wiało, było w miarę sucho, mogliśmy się przespacerować.
Kurczę. Dawno nie byłam tak przybita po spacerze po moim mieście. Naprawdę. Miasto wyglądało jak po apokalipsie, wszędzie był brud i syf. W końcu stopniał śnieg, wszystko było szare, mokre i brudne. Nie mówię już nawet o psich kupach, które były WSZĘDZIE i tylko świadczyły o tym, jak bardzo mieszkańcy osiedli przejmują się rozporządzeniami o sprzątaniu po swoim psie. Ja wiem, że co roku jest tak samo, co roku tak wszystko wygląda, kiedy topnieje śnieg i kończy się zima. Ale chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo mnie to przygnębiło, to było straszne. Szybko zmyliśmy się jednak z ulicy do jakiejś kawiarenki. Trzeba coś z tym zrobić, okolica nie może tak wyglądać inaczej niedługo będziemy potrzebowali terapii psychologicznej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz