wtorek, 26 lutego 2013
Festiwal gier komputerowych.
To znaczy to chyba nie jest festiwal (moi koledzy z technicznych studia Katowice na pewno by mnie teraz wyśmiali i zarzucili wielką niekompetencję, no ale dobra, nieważne, każdy wie, o co mi chodzi), tylko mistrzostwa świata, w kazdym razie chodzi we wszystkim o gry komputerowe i o to, że przez dwa dni w katowickim spodku siedziało mnóstwo ludzi i grało w gry komputerowe. Podczas gdy ja miałam pierwsze zaliczenia na dietetyka Katowice, a oni siedzieli w spodku i oddawali się przyjemnościom.
To znaczy tak właśnie myślę, że to były same przyjemności, bo chyba dla wszystkich nerdów oprócz matematyki i gier rpg nie ma nic innego na świecie. Ciekawa jestem, jak to wszystko wygląda od środka. Jakoś nigdy nie miałam ochoty na to, żeby kupić bilety i autentycznie tam pójść i poobserwować, bo jakoś przede wszystkim szkoda mi kasy, a poza tym trochę się bałam. Jakoś nigdy nie potrafiłam dogadać się z tym typem ludzi, onie nie rozumieli moich zainteresowań, a ja nie rozumiałam, jak można spędzać całe dnie i noce przed komputerem.
Kiedyś mój chłopak zaraził się od swojego kumpla miłością do jakiejś dziwnej gry i przez kilka tygodni prawie nie było z nim kontaktu. Non stop gry i gry, siedzenie przed komputerem. Wyglądał w końcu jak jakiś wampir, był potwornie blady i jadł tylko jedzenie na dowóz, bo nawet nie chciało mu się wychodzić na chwilę, żeby kupić coś do jedzenia i zjeść normalny obiad. Czasem przychodziłam i mu gotowałam, no ale ile można? Nawet nie zwracał wtedy na mnie uwagi, więc wszystko było bez sensu.
W końcu nie wytrzymałam i zagroziłam, że odejdę jak się nie zmieni. No i powoli, powoli odszedł od tego wszystkiego, no ale blisko było to prawdziwego uzależnienia. Teraz, jak myślę sobie, że miałabym widzieć cały spodek wypełniony takimi ludźmi jak Michał, kiedy nie mógł odejść od komputera, trochę jestem przerażona.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz