piątek, 28 grudnia 2012

Praca po znajomości.

Od dwudziestu lat pracuję w urzędzie miasta w Katowicach i naprawdę miałam wiele przypadków, w których ludzie prosili mnie o jakieś przysługi. Czasem większe, czasem mniejsze, czasem powołujące się na wieloletnią znajomość, czasem takie, które miały wynikać niewątpliwie z mojego dobrego serca i współczucia. Kiedy wiedziałam, że mogę pomóc i nie zrobię nic, co jest wbrew etyce pracy, oczywiście pomagałam, no bo dlaczego nie? Mój tata zawsze mnie uczył, że jeśli wiesz, że możesz pomóc, to pomóż, tylko nie obiecuj czegoś, czego możesz nie spełnić. I tak właśnie postępowałam przez całe moje życie, również zawodowe.
Niektóe rzeczy zmieniły się jednak po tym, jak moja córka zaczęła studia Katowice i poznawała coraz więcej osób. Opowiadała mi zawsze o tych wszystkich znajomościach, relacjach, mężczyznach czy koleżankach, streszczała ich historie, a ja cieszyłam się, że moja jedynaczka ma przyjaciół, z którymi może się spotykać, pogadać, czy wśród których znaleźć w końcu wartego siebie chłopaka.
Któregoś razu, kiedy tak rozmawiałyśmy, opowiedziała mi o swojej koleżance, która studiuje administracja Katowice i która, kiedy dowiedziała się, gdzie ja pracuję, zaczęła męczyć moją córkę o to, żeby prosiła mnie, żebym załatwiła jej praktyki, staż albo najlepiej płatną posadę u nas w urzędzie. Spojrzałam na moją Magdę trochę zdziwiona. Przez tyle lat pracy chyba jeszcze nie spotkałam się z taką prośbą, no bo zawsze były jakieś nieprzekraczalne granice i nikt nigdy nie był aż tak pewny siebie, żeby pytać mnie o coś takiego. Wytłumaczyłam mojej córce, że nigdy nie robiłam takich rzeczy i nie zrobię wyjątku dla jej koleżanki. Jeśli chce, może przyjść do nas i zapytać o staże i tego typu rzeczy, potem złożyć CV i wykorzystać swoją szansę na rozmowie kwalifikacyjnej. Córka przyznała mi rację i przeprosiła, że w ogóle zawraca mi głowę. Dodała potem, że teraz każdy tak załatwia sobie start w przyszłość i nie ma w tym już nic gorszącego. „Trzeba sobie jakoś radzić, mama.” - tak właśnie mi powiedziała, a ja trochę się zdziwiłam, no bo do czego to doszło? Mam rozumieć, że bez znajomości już nic się nie uda? Albo uda, ale na tyle późno, że wszyscy inni będą już kilka kroków naprzód? Tak teraz wyglądać ma życie i kariera naszych dzieci? Trochę przerażająca perspektywa, naprawdę.

sobota, 22 grudnia 2012

Chleb za złoty trzydzieści.

Każdy wie, że studia Katowice to nie jest bułka z masłem i prawdziwy parkour, jeśli chodzi o dbanie o swoje finanse. Pogodzenie imprez ze studiowaniem i dbaniem o to, żeby mieć na jedzenie, jest najcięższą rzeczą, jaka przydarza się każdemu człowiekowi. Ale z drugiej strony, to jest potrzebna wszystkim szkoła życia.
No i przez to wszystko wiem teraz, gdzie w moim mieście są najtańsze sklepy, a w którym są najtańsze produkty, które można kupić i które są mnie najbardziej potrzebne. Na przykład zupy instant, pieczywo i ser. Ostatnio spieszyłam się do domu i przypomniało mi się, że nie kupiłam chleba na śniadanie, a wiedziałam też, że nie będę miała później okazji, żeby skoczyć po coś, bo byłam umówiona ze znajomymi. Z braku laku zaszłam do sklepu w samym centrum miasta i wybrałam jakiś dobrze wyglądający chleb, z jakimiś ziarnami, już pokrojony (znaczy nie trzeba będzie się męczyć). Poszłam do kasy, a tam kasjerka nie mogła znaleźć tego kodu, który jest potrzebny. W końcu któraś z jej koleżanek jej pomogła i okazało się, że chleb kosztuje złoty trzydzieści. Chleb. W sklepie w centrum miasta i to w dodatku w jakichś delikatesach.
Kiedy opowiedziałam to przyjaciołom z pedagogika Katowice, nie mogli uwierzyć i jak już wypili trochę, to nawet chcieli pójść tam i sami sprawdzić, bo uważali, że kłamię tylko po to, żeby się przed nimi popisać. No ale pokazałam im paragon, no bo błagam, ja przecież nigdy nie kłamię. Bez przesady. Wszyscy serio byli zdziwieni i zastanawialiśmy się, w jaki sposób to może się opłacać komukolwiek. To znaczy produkowanie takiego chleba też kosztuje, a on nie był jakiś nazwyklejszy i najgorszej jakości. Trzeba byłoby zapytać kogoś, kto pracuje w tym biznesie, jak to jest możliwe.
A co najlepsze z tej jakże interesującej historyjki: chleb był super. Znaczy naprawdę, przyszłam ze spotkania do domu w nocy, więc od razu położyłam się do łóżka. Ale za to na śniadanie miałam czas, żeby przygotować sobie coś do jedzenia i chleb okazał się niesamowity. Naprawdę pycha. I to za złoty trzydzieści. Nigdy w życiu, mieszkając tu już kilka lat, nie spodziewałabym się, że takie rzeczy można spotkać. Przyzwyczaiłam się do kupowania w supermarketach, a może trzeba od czasu do czasu sprawdzać, co jest w osiedlowych dyskontach? Czasami można tam znaleźć ciekawe perełki. Może niedługo znajdę wino za siedem złotych? Albo coś równie super.

środa, 12 grudnia 2012

Iść do spożywczego i wydać miliony.

W czasach kryzysu i niepewności oraz stałego zamartwiania się o przyszłość (tak, super, właśnie kończę studia Katowice, ciekawe, jak będzie z pracą), należy zastanowić się nad swoimi codziennymi wydatkami i spróbować skonfrontować rzeczywiste potrzeby z tym, ile wydajemy w sklepie. Mieszkam w Katowicach już ładnych parę lat, bo chodziłam tu też do liceum, muszę utrzymywać się sama i chociaż do tej pory imałam się samych dorywczych prac i jakoś mi to pokracznie wszystko wychodziło, to teraz wypadałoby w końcu poszukać pracy w wyuczonym zawodzie (pozdrawiam, fizjoterapia Katowice, ciekawe, co znajdę w tym mieście po tych studiach). No i muszę oszczędzać teraz, żeby mieć jakieś pieniądze w razie niespodziewanie przedłużonego pozostania na bezrobociu.
Ostatnio zastanawiałam się, ile wydaję np. na jedzenie. Staram się kupować w supermarketach, bo to zawsze jest taniej, każdy to wie, no i liczba produktów do wyboru jest znacznie większa, przez co możemy się zastanowić, czy faktycznie jest sens wydawać 10 zł na mini mozarellę, czy możemy kupić taką za 4 zł i będzie taka sama. Mimo tego, że generalnie kupuję w dużych sklepach, to jednak wychodzi tak czasem, że czegoś mi zabraknie i zamiast jechać autobusem, a potem stać w gigantycznych kolejkach, to schodzę do osiedlowego i kupuję pudełko ryżu albo kilogram ziemniaków.
Odkąd zaczęłam zwracać większą uwagę na ceny, to muszę powiedzieć, żę dopiero teraz mnie uderzyło to, jak bardzo ci mali przedsiębiorcy z własnymi biznesami wygórowują ceny. Ale to jest aż niepojęte, dochodzi do trzech razy w górę! Nie wiem, jak to jest możliwe, że nikt się takimi sprawami nie zajmuje, przecież za drobne zakupy w takim sklepiku można zapłacić milion złotych, a wyjdzie się z małą reklamówką najpotrzebniejszych rzeczy. Wiadomo, że pieczywo czy warzywa są lepsze w takich sklepikach, bo świeże i mamy większą pewność, że naturalne. Ale czy kawa albo makaron muszą być tak bardzo drogie? Przecież to wyzysk. Już wiem, dlaczego starsze panie tłuką się z siatkami w autobusach, ich zwyczajnie nie stać na to, żeby kupować pod domem, więc muszą organizować całe wyprawy do hipemarketów. Boże, co z tym krajem się stało.

piątek, 7 grudnia 2012

Jesień w mieście wcale nie jest tak przyjemna

Jesień w mieście wcale nie jest tak przyjemna, jak niektórzy mówią. Okej, jest mnóstwo ładnych kolorów na dworze, te całe gadki o złotej polskiej jesieni akurat w tym roku okazały się prawdą, ale błagam – komunikacja miejska w czasie jesieni jest największym koszmarem świata. Człowiek się musi wpychać, wszędzie mokre parasolki (ostatnio cierpimy na duże natężenie ulewnych deszczy), zaparowane okulary. A tutaj a to pojedź do urzędu, a to podyplomowe studia Katowice na drugim końcu miasta, a to zakupy na obiad dla rodziny, a to załatwianie tysiąca pobocznych spraw, no i oczywiście na koniec wieczorami praca. Dzięki Bogu, udało mi się załatwić pracę zdalną z domu, bo jeszcze przy małym dziecku to w ogóle byłoby to wszystko niemożliwe do pogodzenia ze sobą.
To znaczy oczywiście, kocham swoje miejsce i cieszę się, że stąd pochodzę: każdy kąt to jakieś wspomnienia, zawiązane jeszcze w przedszkolu przyjaźnie, no i oczywiście te z czasów młodości i finanse i rachunkowość Katowice, które przetrwały do dziś i spotykamy się w naszych ulubionych knajpkach raz na jakiś czas, tych samych, do których chodziliśmy na studiach. Jakoś to wszystko się kręci, dzień za dniem. Chodzenie do tych samych sklepów, gdzie starsze ekspedientki pamiętają mnie jeszcze z czasów, kiedy nielegalnie kupowałam papierosy i błagałam, żeby nie powiedziały mamie (mieszkam z rodziną na tym samym osiedlu, na którym mieszkałam od urodzenia). No cóż, jakby nie patrzeć, to wszystko ma niesamowite pokłady jakiejś dziwnej magii i nostalgii w sobie, ale naprawdę, czasem myślę sobie, że muszę namówić mojego męża na przeprowadzkę gdzieś indziej. Może autobusy w Krakowie nie są aż tak zatłoczone? Może ludzie sią milsi, a warunki pracy lepsze? Wprawdzie nie ma nic tak zabawnego i poprawiającego humor jak rozmowy z katowickimi żulami koło przystanku autobusowego, ale może gdzieś są i inni, którzy są tak samo śmieszni?
Z drugiej strony, chciałabym, żeby moje dziecko wychowywało się w mieście, które znam jak własną kieszeń i wyniosło podobne do moich przeżycia. Nie mówiąc już o tym, że byłoby zupełnie niesamowicie, kiedy mogłoby opowiadać podobne historie swoim dzieciom, siedząc w którymś z mieszkań na tym samym osiedlu, na którym mieszkała ich babka i móc opowiadać historie o matce sąsiadki z przeciwka. No cóż, w Warszawie czy Krakowie nie byłoby takiej możliwości, niestety.

środa, 28 listopada 2012

Życie w Katowicach jest straszne.

Życie w Katowicach jest straszne. Nic, tylko praca i dom, praca i dom, praca i dom, a poza tym wszystkim topienie się w smogu i spalinach. Kiedy przyjdzie ta emerytura? Chcę w końcu wyjechać. Męczy mnie to miasto, męczą mnie ludzie, męczy mnie monotonnia. Mam nadzieję, że na starość będzie inaczej, chociaż z drugiej strony, kogo ja chcę oszukać?
Najbardziej ze wszystkiego wkurzają mnie ci, którzy przyjeżdżają na studia Katowice. Po co? Dlaczego? Po co komu oni są potrzebni? Nic, tylko marnują tlen, którego tu na Śląsku i tak mamy mało. Zajmują miejsca w autobusach i wcale nie chcą ustępować miejsc tak schorowanym ludziom jak ja. I w ogóle, jak oni się zachowują w miejscach publicznych?! Głośno rozmawiają, przeklinają, krzyczą! I ciągle rozwodzą się nad tym, jaka świetlana kariera czeka ich w przyszłości. Kłamstwo! Skończą tak jak ja, na kasie w supermarkecie, obsługując takich jak oni – wierzących jeszcze w swój sukces naiwniaków.
Ostatnio na przykłak siedziałam w parku i robiłam na drutach, i usłyszałam jedną dziewczynę, która, jak mi się wydaje studiuje na fizjoterapia Katowice. Proszę, proszę, co za egzotyczny kierunek, nawet nie wiedziałam, co to tak do końca oznacza! Mówiła coś o tym, że otworzy własny gabinet i będzie mogła zatrudnić jeszcze kogoś do pomocy, bo niby są jakieś dofinansowania z Unii Europejskiej i może to zrobić bez problemu! Słuchałam tak tego wszystkiego i uśmiechałam się ironicznie pod nosem. Tak, na pewno, dostanie pieniądze.
Nagle strasznie zabolał mnie bark! Krzyknęłam głośno i złapałam się za ramię, nie wiedziałam, co się dzieje. Dziewczyna podbiegła do mnie i zapytała, co mi jest. Kiedy powiedziałam jej, kazała mi usiąść spokojnie i zaczęła masować obolałe miejsce. Po pięciu minutach ból przeszedł, a ona powiedziała mi, że powinnam przyjść do niej do domu na relaksacyjny masaż, bo widzi, że mam poblokowane części ciała i powinna coś z tym zrobić jako przyszła specjalistka. Na początku trochę się rzucałam, no bo co gówniara może wiedzieć na temat schorowanego ciała człowieka pracy! Ale jak się tak zastanowiłam, to ból w barku faktycznie mi przeszedł i może warto byłoby zainwestować trochę w siebie, żeby tę emeryturę na Mazurach spędzać w ogródku, a nie w łóżku, nie mogąc się podnieść?
Dziewczyna dała mi swoją wizytówkę, porozmawiałyśmy chwilę i okazało się, że jest młodsza od mojej córki! Kto by pomyślał, że taka zaradna w tym wieku! Pomyślałam szybko, że powiem Kasi, kogo poznałam i może weźmie z niej przykład, zacznie jakąś szkołę, potem pracę! Może też wpadnie na jakiś pomysł na biznes, zamiast siedzieć w warzywniaku i pakować ziemniaki do siatek dla wybrednych klientów, którym zawsze coś nie pasuje!

czwartek, 22 listopada 2012

Wyprowadzka Pandy

Kiedy weźmiemy do ręki jakąś gazetę codzienną lub zaczniemy przeglądać w internecie wiadomości z naszego regionu, to bez problemu zauważymy jak wiele miejsca jest poświęconego tematowi nowych miejsc pracy, czy bezrobocia. Nic w tym właściwie dziwnego, bo przecież właśnie wokół pracy kręci się nasze życie, dzięki niej mamy możliwość realizowania planów i marzeń. Od tych najbardziej zwyczajnych jak założenie rodziny i wybudowanie domu, po te bardziej spektakularne jak na przykład lot balonem nad Francją. A do tego wszystkiego niezbędne są pieniądze, a nie ukrywajmy, że mało kto wygrywa nagle „szóstkę” w Lotto i nie musi się w żadnym stopniu martwić o przyszłość pod względem materialnym. Dlatego temat pracy jest tak ważny i tak często poruszany przez polityków i media każdego rodzaju i interesuje on wszystkich, również młode osoby na studia Katowice, które martwią się jaka przyszłość ich czeka po otrzymaniu dyplomu. A jednak przyszłość nie wygląda zbyt różowo i zachęcająco, bo coraz trudniej o pracę, a tym bardziej o wysokie zarobki w naszym województwie. Tym gorsza jest ostatnia wiadomość o wycofywaniu produkcji Fiata Panda z fabryki w Tychach. Taką decyzję ogłosił dyrektor generalny koncertu Sergio Marchione podczas prezentacji wyników finansowych za trzeci kwartał roku 2012. Obecnie Fiat sprzedaje Pandy z dwóch fabryk: jednej polskiej i drugiej mieszczącej się pod Neapolem. Tyskie Pandy są starszymi wersjami, a przez to znacznie tańszymi (różnica wyjściowej ceny wynosi około trzech i pół tysiąca euro). W związku z tym, że klienci nie chcą przepłacać, włoska fabryka działa na pół gwizdka i zamiast dwustu pięćdziesięciu tysięcy aut, wyjeżdża z niej tylko sto dwadzieścia tysięcy. Fiat zatem zaczyna przenosić produkcję z Polski do nowoczesnej włoskiej fabryki, ponieważ władze koncernu uważają, że powinny oddać pierwszeństwo krajowi, w którym są korzenie Fiata. Panda stanowiła połowę aut produkowanych w tyskiej fabryce. Po przeniesieniu jej produkcji do Włoch, w Polsce będzie produkowany jeszcze Fiat 500, ford ka i lancia ypsilon. Jednak to wszystko się wiąże z redukcją miejsc pracy w fabryce samochodów, co nie jest zachwycającą wiadomością i osoby pracujące w niej już obawiają się o swoją przyszłość. Tata mojej koleżanki studiującej pielęgniarstwo Katowice również boi się tego, jak sytuacja może się potoczyć i ostatnio chodzi rozdrażniony. Mam nadzieję, że wszystko jednak będzie dobrze i zachowa swoją dotychczasową pracę.

piątek, 16 listopada 2012

Nareszcie nowy dworzec!


Ci, którzy odwiedzali Katowice, albo po prostu przez nie przejeżdżali w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, wiedzą jak ważne dla tego miasta jest ponowne całkowite otwarcie dworca kolejowego. Ja miałam wątpliwą przyjemność przesiadania się na dworcu w Katowicach jadąc z Rzeszowa do Łodzi. Na moje nieszczęście miałam wtedy skręconą kostkę i trasa jaką miałam pokonać w ciągu siedmiu minut z peronu bodajże numer dwa na peron numer pięć, aby się przesiąść, była dla mnie niemalże jak trasa maratonu. Wydawało mi sie, że przeszłam pół miasta omijając prace budowlane i naprawdę aż tak bardzo nie przesadzam. Były to na pewno ze trzy przecznice, a do tego wszystkiego mnóstwo schodów w dół i w górę, w dół i jeszcze raz w górę, a wszystko z ogromnym bólem i torbą podróżną. Otwarcie dworca będzie zatem wielkim ułatwiem nie tylko dla zwyłych podróżnych, ale i osób, które przyjeżdżają do Katowic codziennie lub co tydzień na studia Katowice.
Więc wszystkich niezmiernie cieszy wieść, że piątego października bieżącego roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał zgodę na użytkowanie katowickiego dworca kolejowego i stwierdził, że obiekt spełnia wszystkie wymogi prawne przewidziane dla tego typu obiektów, co oznacza, że może być bezpiecznie użytkowany przez podróżnych
Wizytacja przedstawicieli Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Katowicach odbyła się w ciągu ostatnich dni. Poddali oni drobiazgowej analizie między innymi zgodność powstałego obiektu ze zgłoszonym wcześniej projektem architektoniczno-budowlanym.
W tym momencie w hali dworcowej trwają prace porządkowe oraz montaż mebli w części handlowej nowego dworca. Testowana jest także sprawność urządzeń technicznych, takich jak nagłośnienie, czy systemy informowania pasażerów. Oficjalnie dworzec w Katowicach ma zostać oddany do użytku pod koniec października, co bez wątpienia ucieszy moją koleżankę co tydzień dojeżdżającą do tego miasta i studiującą ratownictwo medyczne Katowice. Wtedy podróżni będą mogli korzystać ze sklepów, lokali gastronomicznych i wszystkich usług związanych z transportem. Przestrzeń do obsługi pasażerów będzie wynosić prawie sześć tysięcy metrów kwadratowych.
Na przełomie roku 2012/2013 jest zaplanowane również uruchomienie przelotowego terminala autobusowego pod ziemią, na którego terenie trwają teraz prace związane z budową wysp autobusowych, przystanków oraz udogodnień dla pasażerów.

środa, 7 listopada 2012

Co z katowickim rynkiem?


Katowice z roku na rok wyglądają coraz lepiej. Zagraniczni goście są pod wrażeniem jak z takiego przemysłowego, górniczego ośrodka, miasto staje się przyjazne mieszkańcom i przyciągające turystów. Sprawna administracja Katowice sprawia, że stolica Śląska coraz mniej kojarzy się ze smutkiem, szarością i wszechobecnym smogiem. Na obecny kształt miasta pozytywnie wpłynął między innymi ostatni remont dworca Katowice, budowa wielu nowych galerii handlowych czy organizowane oryginalne imprezy i inne wydarzenia. To wszystko wpływa na dobry odbiór miasta w oczach innych. Została tylko jedna rzecz, która męczy mieszkańców – nowy katowicki rynek, którego stworzenie wciąż odwleka się w czasie. A wszystko przez „zbyt słabe projekty” zdaniem radnych i oczywiście jak zawsze przez pieniądze. W mieście, które nigdy nie miało jakiegoś rynku głównego wszyscy widzą potrzebę, aby wreszcie go stworzyć. W tym celu w lipcu tego roku rozpisano przetarg, jednakże nie udało się z niego wyłonić zwycięzcy. Jury uznało prezentowane prace za niewystarczająco dobre, wszyscy jednak spodziewają się, że chodzi o cenę ich realizacji. Bo jeśli spojrzymy na zapisy przetargu, możemy się dowiedzieć, że wynika z nich, że wcale nie jakość propozycji będzie najważniejsza. Istotniejsza ma być cena. W lipcu przyznano jedynie drugie miejsce za projekt, otrzymali je krakowscy architekci z GPP Grupy Projektowej i Agencji Projektowej Architektury „Ekspo”. Po dłuższym czasie w urzędzie miasta zdecydowano, że to jednak według ich projektu powstanie nowe centrum Katowic. Teraz rozpisano przetarg na projekt wykonawczy i budowlany rynku. Aby zobaczyć co z tego wszystkiego wyjdzie dobrego (lub nie), musimy jeszcze trochę czasu poczekać. Tymczasem w internecie można obejrzeć projekty, które zostały odrzucone przez jury. Jeden z nich zakładał, że na środku rynku powstanie obsiana trawą górka, inny z kolei prezentował młyn wodny albo przeszklony browar. Opcją, która zdobyła bardzo dużo głosów w ankiecie przeprowadzonej na studia Katowice, było powstanie na rynku wielopoziomowej platformy, na której mogłyby się odbywać koncerty i inne ważne dla miasta wydarzenia. Uznanie zdobyła także fontanna swoim wyglądem przypominająca wodospad, a także szklane parasole, które zostałyby ustawione pod Domem Prasy. Jak widać projektanci wykazali się prawdziwą wyobraźnią, której jednak nie posiadają radni miasta. A mieszkańcom pozostaje tylko czekać na lepsze jutro rynku w Katowicach.

poniedziałek, 29 października 2012

Sposób na kopalnię


Takie miasto jak Katowice, które nie posiada wielu zabytków i atrakcji turystycznych, które przyciągałyby turystów na wielką skalę oraz młodzież na studia Katowice, musi się zdecydowanie bardziej starać, aby zostało odwiedzone przez tłumy. A przecież jest to dla miasta bardzo ważne: zwiększa przychody i reklamuje miejsce wśród potencjalnych inwestorów, a o korzyściach płynących z tego ostatniego chyba nie muszę mówić. Korzystając z tego, z czego Śląsk i same Katowice słyną najbardziej, czyli z kopalni, stworzono oryginalną atrakcję turystyczną, która muszę przyznać, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, gdy przeczytałam o niej w internecie jakiś czas temu. Zdziwiłam się też, że zostało to tak słabo rozreklamowane i na tę informację trafiłam właściwie przypadkiem, a moim zdaniem mamy się czym chwalić. Chodzi tutaj o atrakcje związane z przebudową kopalni. Dla odwiedzających ją przygotowano przejazd podwieszaną kolejką, jedyną tego typu w Europie. Na kolejkę składa się osiem wagoników, które zostały podwieszone pod pod stropem chodnika i będą poruszać się po szynie z prędkością kilku kilometrów na godzinę na odcinku czterystu metrów specjalnie przygotowanej trasy. Budowa kolejki pochłonęła prawie dwa miliony złotych (w tym również dofinansowania unijne), ale została również przygotowana dla osób niepełnosprawnych. Specjalnie dla nich wybudowano podest, dzięki temu osoby poruszające się na wózkach również mają możliwość zwiedzenia kopalni w taki oryginalny sposób. Tą kolejką na co dzień jeżdżą górnicy na szychtę, ale dzięki wielu inteligentnym rozwiązaniom może również służyć turystom. Kolejną nową atrakcją jest podziemna sala koncertowa oferująca niezwykle dobrą akustykę, dzięki czemu będzie można zapraszać artystów z najwyższej półki. Ta inwestycja z kolei wyniosła osiemset tysięcy złotych, ale dołożyło się do niej Ministerstwo Kultury. Pierwszy koncert już się odbył w ostatnią sobotę. Zaprezentowali się wtedy muzycy Filharmonii Śląskiej, którzy przed występem żartowali, że muszą jeszcze wiele rzeczy przećwiczyć, ponieważ akustyka jest tu tak dobra, że słychać najmniejszy błąd. Rzeczą na którą wraz z przyjaciółką z kierunku filologia angielska Katowice czekamy najbardziej jest podziemne kino, restauracja i pub które mają być gotowe już najbliższej wiosny. Jak widać, zwykła kopalnia niedługo przemieni się w popularne miejsce spotkań, które każdy przynajmniej raz będzie chciał odwiedzić, a dzięki niezwykłej atmosferze na jednym razie zapewne się nie skończy.

czwartek, 25 października 2012

Czy na pewno tylko huty?

Korzystając z tego, że w tym roku udało mi się idealnie ustalić plan zajęć na studiach i wygenerować sobie dwa dodatkowe dni wolne (oprócz weekndu) w ciągu tygodnia, postanowiłam pojeździć trochę po Polsce. Uzbrojona w szczoteczkę do zębów, plecak pełen ciuchów i wygodne buty planowałam zwiedzić Województwo Opolskie oraz Śląskie z koleżanką z kierunku geodezja i kartografia Katowice jako moją przewodniczką. Póki co mam za sobą przejście każdego zakątka jej rodzinnego miasta – Katowic. Kiedy dzwoniąc do znajomych, mówiłam im gdzie jestem i co robię, z ust właściwie każdego z nich padało pytanie "Po co?" i krótkie stwierdzenie "Przecież tam nic nie ma". Nie trudno im się dziwić takiego podejścia, co więcej sama do niedawna podzieliłabym ich zdanie, gdyż jest to miasto o dość krótkiej historii, które ludziom z innych zakątków Polski kojarzy się właściwie tylko z obdrapanymi budynkami, hutami i wszechobecną sadzą. Jeśli jednak poświęci się trochę czasu na bliższe poznanie stolicy województwa śląskiego zachwyci nas wielkomiejska architektura, rózne style i piękne detale budownictwa. Wiadomo, że nie będą to zabytki pokroju Wawelu, Pałacu na wodzie w Łazienkach Królewskich czy wielu bazylik w Gdańsku, gdyż Katowice są po prostu jeszcze dzieckiem wsród miast i liczą sobie zaledwie sto czterdzieści lat. Nie miały zatem szans powstać gotyckie kościoły czy renesansowe budowle. W Katowicach dominuje zatem styl modernistyczny. Obok kopalń, hut i domów pracowniczych z czerwonej cegły stały wille i rezydencje przemysłowców. Niestety pałacyki decyzją władz zostały wyburzone w latach sześćdziesiątych XX wieku. Jedynym pałacem, który możemy podziwiać do dzisiaj jest pałac przemysłowców Goldsteinów utrzymany w stylu neorenesansowym. Również kamienic w wyżej wspomnianym stylu pozostało niewiele na ulicach Katowic, jednakże możemy podziwiać wiele innych budowanych od początku lat osiemdziesiątych domów czynszowych w stylu neobarokowym oraz secesyjnym. Ich bogate zdobienia i wykusze zachwycają do dzisiaj i zaprzeczają zdaniu jakoby w tym mieście nie było nic ładnego. Warte zobaczenia są również katowickie "drapacze chmur" z lat trzydziestych, wiele pomników i czywiście kojarzony przez wszystkich Spodek, czyli hala widowiskowa, która gościła wielu znakomitych artystów np. zespół Deep Purple. Naprawdę polecam zwiedzenie tego miasta i wyrobienie sobie własnej opinii na jego temat, a nie powtarzanie zasłyszanej kiedyś gdzieś od kogoś negatywnej tezy. Być może ktoś zdecyduje się zawitać tu na dłużej na studia Katowice?

piątek, 19 października 2012

Parki

Jako przyszły student, staram się znaleźć w Katowicach jak najwięcej miejsc przyjaznych nauce. Oczywiście do wyboru są przeróżne kawiarnie i inne ciche lokale, ale muszę się liczyć z tym, że kiedy wakacje się skończą nie będę zarabiał dodatkowych pieniędzy. Wraz z początkiem października porzucę wszelakie ulotki z napisami informatyka Katowice i skupię się na nauce. Oznacza to, że muszę znaleźć jak najwięcej fajnych miejsc gdzie będę mógł za darmo usiąść z książką. Na szczęście biblioteka uniwersytecka jest bardzo przyjazna nauce. Tylko, że czasem człowiek ma dosyć książek i tego klimatu wokół uczenia się. Dlatego muszę znaleźć też inne miejsca.
Gdyby faktycznie istniało globalne ocieplenie, to mógłbym przesiadywać w parkach, najlepiej pod drzewkami pomarańczy i palmami. Tylko, ze niestety niebawem nadejdzie zima i siedzenie na ławce przy minus dwudziestu stopniach może skończyć się odmrożeniem lub przymarznięciem do siedziska. A wielka szkoda bo w ostatnich bardzo zaprzyjaźniłem się z miejską zielenią. Ponieważ popalam, często wychodzę na spacery żeby się „dotlenić” i wtedy najlepiej chodzi mi się właśnie w parkach. Na szczęście tutaj nietrudno znaleźć sobie jakąś ławkę w cieniu drzew. Miło jest popatrzeć sobie w zieloną trawę i porozmyślać. Bardzo to lubię w miastach, to między innymi odróżnia je od mniejszych miejscowości. Jest to w sumie zrozumiałe, że w miasteczku, które praktycznie jest większą wsią, ludzie nie potrzebują parków, bo przecież naokoło mają mnóstwo pól i lasów. Ale w dużych centrach miejskich zielone przestrzenie są niezbędne, inaczej można by było się udusić pomiędzy tymi wszystkimi szarymi klocami i murami wciągającymi ciepło w gorące dni. Cieszę się, że przyjechałem tu na studia Katowice każdego tygodnia utwierdzają mnie w słuszności tego wyboru. Czekam z wielką niecierpliwością na nadchodzące rozpoczęcie semestru. Zapewne i wtedy wraz z moją grupą dziekańską udamy się do parku, na kulturalne spożywanie alkoholu, w celu integracji. Jeszcze nie raz trafię do miejsc, po których teraz sobie chadzam, po jakiś studenckich imprezach albo może na wspólne spacery z jakąś atrakcyjną koleżanką z roku.
Oczywiście moim ulubionym parkiem w Katowicach jest ten imienia Tadeusza Kościuszki przez jego wielkość i to, że miasto bardzo o niego dba. Aczkolwiek czasem mam ochotę pójść do jakiś bardziej zapomnianych przez mieszkańców miejsc. One też są bardzo miłe do spędzania w nich czasu. Można się wtedy bardziej wyciszyć. A może macie do polecenia mi jakieś spokojne i klimatyczne miejsca? Jestem bardzo otwarty na wszelkie sugestie.

wtorek, 9 października 2012

Katowice

Dzisiaj przeczytałem, że ponoć Katowice i cały region są jednym z najmniej atrakcyjnych miejsc w Polsce. Smutno jest czytać takie rzeczy w gazecie, ale w sumie poniekąd jestem w stanie zrozumieć czemu autor tej tezy, tak sądzi. Śląsk ma bardzo duże problemy z rozwojem. Oczywiście, nie jest to tak, że wszystko tutaj stoi w miejscu i wciąż wygląda jak krajobrazy z filmów Barei, ale wciąż są miasta w Polsce, którym wiedzie się o wiele lepiej. Ciężko jest nadgonić dystans jaki jest między Katowicami a Warszawą, ale łatwiej na pewno byłoby nawet postarać się doścignąć Wrocław.
Według artykułu, który czytałem w ostatnich latach, ten rejon kraju wyludnia się. Ludzie wolą przeprowadzać się do większych, bardziej rozwiniętych miast. Ale może, nie powinno się starać zatrzymać tych, którzy chcą wyjechać. Może lepiej byłoby przyciągnąć więcej młodych osób. Uważam, że miasto powinno zrobić wielką akcję pod tytułem studia Katowice i przekonywać młodych z całego kraju, dlaczego akurat tutaj najlepiej jest studiować. Ja przyjechałem i nie żałuję, co więcej polubiłem już to miasto i mam zamiar tu zamieszkać na stałe. Kuba też jest zadowolony i widzi potencjał w tym lekko zapomnianym rejonie Polski.
Nie jestem żadnym znawcą, ale wydaje mi się, że gdyby polepszyła się uniwersytecka gospodarka przestrzenna Katowice dużo by na tym zyskały. Wystarczyłoby postawić na młodzież. Może ta część społeczeństwa nie jest jakoś bardzo bogata, praktycznie w ogóle nie jest, ale uważam, że za to jest idealną inwestycją na przyszłość. Jeśli ściągnęłoby się do miasta wystarczająco dużo, młodych, kreatywnych ludzi, z własnej inicjatywy mogliby oni pracować nad wizerunkiem miasta. Nie trzeba budować wielkich, szklanych biurowców, aby polepszyć warunki życia. Można docenić wszystkie stare budynki, które czekają na wyburzenie, ponieważ nikt się nimi nie zajmuje. Są one idealnymi powierzchniami do otwierania klubów, pracowni, biur i innych przestrzeni usługowo-handlowych. Myślę, że wiele osób byłaby chętna do brania udziału w takich inicjatywach. Dzięki temu powstawałyby nowe miejsca pracy, a miejscowa ludność powoli stawałaby się bardziej zamożna. Miasto mogłoby znowu kwitnąć i zachęcać ludzi do zamieszkania w nim.
Oczywiście, mój plan jest wyidealizowany i może lekko naiwny, ale zawsze zaczyna się od ogółów, dopiero później można opracowywać detale. Teraz zresztą jestem za młody aby móc inicjować jakiekolwiek zmiany. Mam nadzieję, że niebawem w Katowicach ruszy taka mała rewolucja i będziemy jednym z popularniejszych polskich miast.

sobota, 6 października 2012

Nowy rynek

Mieszkam w tym mieście od bardzo niedawna, a już wiem, że będę świadkiem wielkie, ważnej zmiany do Katowic. Przeczytałem o tym, że planowany jest remont starego rynku. Ponoć nie jest to nic nowego, że magistrat poszukuje projektantów, ale mnie to bardzo zaskoczyło. Bo w sumie, to wydawało mi się, że to co teraz jest w Katowicach jest ładne i sprawdzające się jako część starego miasta. Jednak okazuje się, że władze dążą do ulepszeń i chcą iść w nowocześniejszym kierunku. Mnie osobiście bardzo to cieszy, lubię kiedy, ci których wybieramy w wyborach, nie osiadają na laurach tylko starają się wciąż coś zmieniać, ulepszać i ogólnie pracować tak jak powinni.
Teraz będę mógł przypatrywać się tej przebudowie. Oczywiście jeśli dojdzie do skutku. Ale tak czy siak muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego. Przyjechałem tu na studia Katowice jednak stały się już moim domem i czuję nimi równie mocno zainteresowany co miejscem gdzie mieszkają moi rodzice. Z tym tylko wyjątkiem, że to jest wielkie miasto i wiele się wciąż zmienia w koło. Może też dlatego, tak bardzo przywiązałem się do Katowic. U moich rodziców wsadzą drzewko raz na pół roku, przy którejś ulicy i na tym zmiany się kończą. Za to te miasto żyje. Wciąż coś się zmienia, powiększa, znika, coś innego powstaje na jego miejscu i tak w kółko. Chyba wybrałem zły kierunek studiów. Gdybym zdecydował się na coś takiego jak architektura i urbanistyka Katowice byłyby idealnym miejscem do uczenia się na konkretnych przypadkach. Mógłbym wciąż obserwować to, o czym bym się uczył. Może w przyszłym roku powinienem o tym pomyśleć. Nie po to aby pracować w takim zawodzie, ale raczej w celu pogłębiania swojej wiedzy w temacie, który tak bardzo mnie fascynuje. Póki co, powinienem sobie kupić kilka książek związanych z historią Katowic i dokładnym opisem różnych ciekawych miejsc w mieście. Przede mną wiele lat na dokładne poznanie, każdego zaułku w mieście, ale chcę zacząć intensywne zwiedzanie, jak najszybciej. Wiem, że jest wiele miejsc, o których zapomniano i nie znajdę ich w żadnych przewodnikach i właśnie takie lokalizację chcę poznać najbardziej. Dowiedzieć się, czemu zostały zaniedbane, porzucone, zniszczone, a później zwiedzić je, nawet jeśli będą wyłączone z użytku. Od zawsze lubiłem zwiedzać opuszczone miejsca i akurat takie wędrówki, będą dla mnie połączenie moich dwóch pasji. Oczywiście nie rozstaję się wtedy z aparatem fotograficznym, więc może nawet kiedyś pochwalę się Wam moimi zdjęciami.
Ale to dopiero za jakiś czas, pewnie w czasie przyszłej wiosny. Teraz będę zwiedzać to co każdy turysta, żeby znać miasto od każdej strony.

środa, 26 września 2012

Pomyłka

Ludzie, to mają czasami pecha. Ostatnio jadąc autobusem, czytałem gazetę. Niestety nie była moja, aktualnie jedynym „pismem” na jakie mnie stać są ulotki z napisami fizyka Katowice .Kobieta siedząc zaraz obok mnie, miała za to ładną, dużą gazetę i czytała o głośnej, w tamtych dniach pewnej sprawie.
Któregoś dnia, panowie antyterroryści, pomylili piętra i zamiast ściganego listem gończym bandyty, pojmali lekarza i jego partnerkę życiową. Pomyłki się zdarzają, więc nie ma się co dziwić. Szczególnie jeśli wchodzi, a raczej włamuje się, do mieszkania, którego wcześniej się nie obserwowało. Kiedy panowie w kominiarkach i z pistoletami, chcieli wejść do lokalu, lekarz starał się udaremnić włam. Skończyło się to dla niego bardzo źle, ponieważ został poturbowany a profesjonaliści, aby go obezwładnić wrzucili do mieszkania dwa granaty hukowe. Siła wybuchu zniszczyła kafelki w łazience i uszkodziła wyposażenie. Ponadto antyterroryści pojmali drugą, widocznie niezwykle niebezpieczną osobę, partnerkę lekarza. Ponieważ, prawdopodobnie obawiali się o swoje bezpieczeństwo, obezwładnili ją na tyle, że uszkodzili jej uzębienie. Dopiero po wyjaśnieniu całego zajścia, antyterroryści poszli zapukać do drzwi prawdziwego przestępcy, który oddał się w ręce sprawiedliwości, bez większego oporu. Okazało się, że całe zamieszanie było zupełnie nie potrzebne, bo bandzior nie był w żaden sposób uzbrojony i do pojmania go było potrzebnych kilku zwykłych policjantów i kajdanki.
Po całym wydarzeniu lekarz złożył doniesienie na gubiących się między piętrami antyterrorystów i struży prawa. Ponadto wystawił rachunek za koszt całej tej, bombowej imprezy w wysokości czterdziestu siedmiu tysięcy złotych. Na jego szczęście, policja nie chce uciec od odpowiedzialności i zobligowała się do oddania pieniędzy.
Kiedy czytałem artykuł, przeszły mnie ciarki. Nie wyobrażam sobie, żeby taka pomyłka mogłaby wydarzyć się z moim udziałem. Prawdopodobnie gdyby nawet jeden uzbrojony, zamaskowany mężczyzna wtargnąłby do mojego mieszkania, padł bym trupem. To przecież musi być traumatyczne doświadczenie, psujące psychikę do końca życia. Wyobrażam to już sobie. Przyjeżdżam sobie tutaj na studia Katowice są dla mnie jak dom, a tu nagle wpada banda zamaskowanych, przykładają mi lufy do skroni i oznajmują, że jestem przestępcą. Chyba w ciągu kilku godzin spakowałbym manatki i wrócił do rodziców. Takie nerwy nie są na moje zdrowie. Na samą myśl o tym, bardzo się zdenerwowałem. Chyba trzeba się odciąć. Idę oglądać telewizję.

sobota, 22 września 2012

Zasmradzacze kontra dwa kółka

Niedawno doszedłem do wniosku, że to trochę straszne, że kiedy inni nasi rówieśnicy odpoczywają na wakacjach za pieniądze rodziców, my z Jakubem siedzimy w obcym mieście i harujemy jak woły. Powoli mam dosyć wlepiania wzroku w przechodniów i rozdawania kolejnych ulotek z napisami o tym jak studia Katowice są wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju. Chciałbym gdzieś wyjechać, najchętniej z dala od ludzi, samochodów i spalin jakie produkują, a co najważniejsze z dala od Kuby wciąż narzekającego na wszystko dookoła. Mam wielu fajniejszych kolegów, którzy potrafili by znaleźć pozytywne aspekty nawet w globalnym ociepleniu czy głodzie w Afryce. A ten wciąż tylko lamentuje jak egipska płaczka na pogrzebie faraona. On wciąż, ale to wciąż szuka dziury w całym. Wszystko przestaje mu odpowiadać studia filozofia Katowice pogoda, totalnie wszystko. Początkowo śmiałem się z niego, że ma menopauzę albo zespół napięcia przedmiesiączkowego, ale teraz mam tego stanowczo dość. Nie wiem czy chodzi o to, że wyjechał z dala od rodziców, czy o to, że miasto w którym siedzimy już mu się znudziło, ale zrobił siię naprawdę nieznośny. Przez ten jego niekończący się skowyt ja też zaczynam robić się bardzo rozdrażniony. Ostatnio sam zacząłem przyłapywać się na ciągłym narzekaniu na miejskie życie.

No bo, dlaczego ludzie wciąż poruszają się swoimi automobilami? Każdy, a przynajmniej większość z nas ma rower i nogi. Po co wciąż siedzieć w dusznym blaszanym pudełku, które zatruwa środowisko i powoduje globalne ocieplenie, jeżeli można w spokoju, bez uciążliwych korków, przemierzać miasto na dwóch kółkach? Przecież jest to tańsze, szybsze i powoduje chudnięcie, które z resztą przydałoby się większości społeczeństwa. Wszystkie chodniki i trawniki wciąż są zastawione przez samochody, a straż miejska całymi dniami spaceruje pomiędzy nimi wlepiając mandaty i zakładając kolejne blokady na koła. Ludzie zamiast coś z tym zrobić narzekają tylko na brak miejsc parkingowych. A może zamiast inwestować w betonowe place z parkomatami miasto powinno pomyśleć o nowych ścieżkach rowerowych i stojakach. Byłoby to o wiele bardziej ekologiczne i nowoczesne. Na zachodzie europy, obywatele już zorientowali się, że auta należą do przeszłości i każdy szanujący się młody biznesmen porusza się po mieście na swoim pięknym rowerze. Zdrowy tryb życia jest zbawieniem dla społeczeństwa dwudziestego pierwszego wieku, a jeżdżenie samochodem jest totalnym zaprzeczeniem takie sposobu egzystowania.

Ja w Katowicach nie mam swojego roweru, ale jak tylko pojadę do rodziców, spakuję moje dwa kółka i przyjadę z nimi tutaj. Mam zamiar iść z duchem czasu i dawać dobry przykład innym.

wtorek, 11 września 2012

Uniwersytet XXI wieku

Wczoraj z Kubą znowu postanowiliśmy pochodzić po mieście. Z racji tego, że naszym głównym założeniem są tu studia Katowice muszą być zwiedzone również i pod tym kątem. W sumie to dziwne bo wybierając się do tego miasta, w ogóle nie interesowałem się tym jak wygląda pod kątem uczelni. Wybrałem je sobie przez fajny klimat i budynki, a nie wiem nawet czy zajęcia nie odbywają się w stodole. Kuba też nie za bardzo interesował się tym tematem. Dlatego właśnie postanowiliśmy obejrzeć możliwie jak najwięcej budynków uniwersytetu śląskiego.

Niestety przez to, że aktualnie są wakacje, nie mogliśmy zbyt dużo zobaczyć od środka, ale mimo to czujemy się usatysfakcjonowani naszą wycieczką. Kiedy już obydwaj jesteśmy pewni, że będziemy studiować w Katowicach, poczuliśmy się dość pewnie przekraczając progi kolejnych wydziałów. Muszę przyznać, że chyba najmniej pozytywne wrażenie zrobił na nas rektorat. Za to widok innych budynków przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Wszystko jest tak nowoczesne. W sumie zaczęliśmy się niecierpliwić faktem, że zobaczymy sale wykładowe dopiero za dwa miesiące. Jestem bardzo ciekawy, co tak nowoczesne budynki mogą skrywać w środku. Podejrzewam, że większość sal ma rzutniki, komputery dla wykładowców, no i na pewno bezprzewodowy Internet. Dopiero kiedy stanąłem przed tymi szklano-metalowymi gigantami, na przykład przed budynkiem prawa i administracji, poczułem na własnej skórze, czym jest uniwersytet dwudziestego pierwszego wieku. Na pewno w październiku, wszystko będzie wyglądać jeszcze lepiej, ponieważ sale i korytarze wypełnią się studentami, pracownikami no i oczywiście wykładowcami. Chociaż osobiście zawsze wyobrażałem sobie uczelnie wyższe zamieszczone w starych murach, to chyba przywyknę do super nowoczesnych budynków. W sumie to nie Hogward żeby uniwersytet miał być w zamku :) .

Wycieczka po wydziałach trochę nas zmęczyła, więc nie chodziliśmy zbyt długo. Później wybraliśmy sobie bar, o którym słyszeliśmy, że jest typowo studencki. Usiedliśmy tam i obserwowaliśmy sobie ludzi. Każdy stolik był pełen klientów, a wiele osób się znało. Często słyszeliśmy rozmowy o egzaminach, obronach, poprawkach, a czasem niestety też o warunkach. Ale ogólnie było bardzo miło. Jeden stolik pełen podchmielonych studentów, zaczął krzyczeć „tak się bawi, tak się bawi biologia Katowice ‘’ i był to dla nas znak, że chyba czas już wracać do domu. Dzień był długi, a na następnego ranka trzeba było iść do pracy. Podsumowując, bardzo cieszę się z wyboru miasta gdzie będę studiować.

piątek, 7 września 2012

Nocne zwiedzanie po raz kolejny

Odkryliśmy wspólnie z Kubą bardzo fajne miejsce. Błądząc po uliczkach w nocy, zaszliśmy w zupełnie drugą stronę niż się kierowaliśmy. Wszystko poszło inaczej niż chcieliśmy ale dzięki temu udało nam się zobaczyć bardzo fajne miejsce.

Pewnego wieczoru postanowiliśmy udać się na bardzo długi spacer. Wzięliśmy mapę i wyruszyliśmy. Nie pamiętam nawet co miało być pierwotnym celem podróży, ale w sumie skończyło się ciekawie, więc nie żałuję. Wraz z Kubą ostatnio staramy się nie używać środków komunikacji miejskiej i myślę, że to również nas zgubiło (dosłownie). Jednak kiedy sprawdzisz sobie dojazd i wiesz jak nazywa się przystanek docelowy, trudno jest coś pokręcić. Idąc nieznanymi uliczkami, patrząc na niedokładną mapę, strata poczucia miejsca jest o wiele bardziej prawdopodobna. Chyba trzeba było pomyśleć aby pójść na jakieś studia związane z mapami na przykład geografia Katowice wtedy nie byłyby dla mnie aż tak trudne do ogarnięcia. Tak więc szliśmy z Jakubem bardzo długo, myśląc początkowo, że na sto procent trafimy do celu, później pocieszając się, że następna uliczka już na pewno będzie na mapie, a na końcu modląc się o to, że zaraz spotkamy kogoś kto nam pomoże. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Nogo bolały mnie niemiłosiernie, w dodatku byłem po całym dniu pracy i naprawdę miałem ochotę położyć się do ciepłego łóżka i po prostu odpocząć. Szkoda tylko, że obydwaj nie mieliśmy przy sobie pieniędzy, więc nawet opcja z powrotem taksówką do mieszkania była niemożliwa. Dlatego wędrowaliśmy dalej i dalej i tak prawie w nieskończoność. Aż nagle trafiliśmy do parku, dość dużego nawet jak na Katowice. No może nie był on rozmiarów Central Parku ale jako chłopak z prowincji nie przywykłem jeszcze do specjalnie wydzielonych miejsc zalesionych z trawą, którą strzyże się po coś więcej niż siano dla krów. Miejsce było oświetlone głównie przez księżyc, który tej nocy był dość duży. A w najwyższym miejscu parku znajdował się pewien budynek. Myśleliśmy, że może jest to jakiś budynek dla ogrodników lub duża altanka dla spacerowiczów.

Okazało się, że był to stary piękny kościół. Był duży, nie wiem jak początkowo mogliśmy myśleć, że to coś innego. Wysoki drewniany budynek, prezentował się niesamowicie w świetle księżyca. Obeszliśmy go dookoła i staraliśmy się przyjrzeć bliżej. Niestety noc nie jest najlepszym momentem na poznawanie szczegółów powierzchni drewna, ale i tak bardzo długi czas spędziliśmy krążąc naokoło budynku. Bardzo nam się spodobał i postanowiliśmy obejrzeć go za dnia. Tak też zrobiliśmy. Nie będę opowiadać dokładnie, ale radzę Was jeśli na przykład wybieracie się tu na studia Katowice rozpocznijcie zwiedzać od tego kościółka.

piątek, 31 sierpnia 2012

Nigdy nie biegaj

Zmieniłem pracę! Teraz rozdaję ulotki z hasłami Prywatne Studia Katowice u nas najlepsza psychologia Katowice .Prawda, ze jest to troszkę lepsze? Nawet zarabiam minimalnie więcej. Same plusy. Mogłaby być bardziej sprzyjająca pogoda, no ale muszę sobie jakoś radzić. Chodzę z olbrzymią butelką wody, którą mrożę w nocy, dzięki czemu w ciągu dnia stopniowo topnieje i jest orzeźwiająco zimna. Ponadto raz na jakiś czas leję sobie do czapki wodę i zakładam ją na głowę. Bejsbolówka szybko schnie, ale bardzo skutecznie schładza moją głowę. Za ostatnio zarobione pieniądze kupiłem sobie okulary przeciwsłoneczne, więc nie mam wciąż przymrużonych oczu. Dzięki tym wszystkim sposobom na upał, nie wracam już aż tak padnięty do domu. Dlatego teraz po pracy wspólnie z Kubą chodzimy pozwiedzać miasto. Oczywiście, najpierw czekamy aż się ściemni, bo chodzenie w pełnym słońcu, bez względu na ilość wypitej lodowatej wody, jest absolutnie nie do zniesienia.

Ponieważ chodzimy w nocy, to wszelkie muzea są pozamykane, ale za to możemy pozwiedzać małe ciemne, zapomniane przez ludzi uliczki. To jest dopiero ciekawe doświadczenie. Czasem, faktycznie, jest strasznie. Bo oczywiście raz na jakiś czas postanawiamy, żeby wejść w jakąś ciemną bramę lub inny ponury zaułek. Póki nie spotykamy żadnych ludzi w takich miejscach, jest dobrze, gorzej jak zza jakiegoś rogu wychyli się bełkoczący pijaczyna lub gorzej, grupka popijających piwko dresów albo innych młodych, groźnie wyglądających osiłków. W takich sytuacjach człowiek chce zacząć uciekać, ogólnie jak najszybciej ewakuować się z nieprzyjaznego otoczenia, ale z drugiej strony, trzeba zachować spokój i najlepiej, nie tracąc przyjemniaczków z pola widzenia, wycofać się powili i w absolutnej ciszy. Jak zacznie się biec, to możliwość oberwania wzrasta wielokrotnie. Przypomina mi się zawsze sytuacja jak to kiedyś usłyszałem rozmowę dwóch kinoli:

-Ale dlaczego go spraliście, przecież on był swój?
-No, ale skąd miałem k**** wiedzieć?! Zaczął uciekać biegiem to znaczyło, że mu się k**** należy.
-No tak racja, nikt niewinny nie biega.

Od czasu tej konwersacji wiem, że bieg jest absolutną ostatecznością. Wracając do tematu, małe ciemne uliczki są bardzo fascynujące. Często właśnie takie zapomniane miejsca pozwalają poznać prawdziwy klimat i historię danego miasta, ale o tym już kiedyś chyba Wam pisałem.

Tak czy siak, w Katowicach wciąż mi się bardzo podoba i bardzo chciałbym poznać te miasto jak najlepiej. Ponadto z Kubą mieszka mi się coraz lepiej, więc myślę, że we wrześniu poszukamy wspólnej kawalerki. Będzie taniej, a wspólna sypialnia nie jest dla nas żadnym problemem.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Wielki powrót legendy

No dobra, może znalezienie pracy nie jest tak proste jak myślałem. Ale staramy się. Mój kumpel, w ogóle może wypadałoby napisać jak ma na imię – Kuba, już nawet miał jedną fuchę. Rozdawał ulotki. Niestety uznał, że jest stworzony do wyższych celów. Nie mógł znieść faktu, że po całym dniu pracy za pięć złotych na godzinę, jedyne co widzi to „Studiuj! Studia Katowice Pedagogika Katowice pierwszy semestr za darmo!”. Ja bym nie narzekał. Niestety mnie nie chcieli. Okazało się, że na jego miejsce było już 5 chętnych osób. Chyba jednak rynek pracy w Katowicach nie ma wielu propozycji dla ludzi takich jak ja. Kiedy ostatnio rozmawiałem z ojcem, doradził żeby może poszukał jakiejś roboty na czarno na budowie, jednak wydaje mi się, że taki chuderlak jak ja raczej nie sprawdzi się w noszeniu cegieł i worków z piaskiem. Teraz przez to zaczynam się zastanawiać czy socjologia to dobry pomysł na życie. Patrząc na ofert pracy, nie widziałem ani jednej oferty skierowanej do socjologów. Trzeba jeszcze przemyśleć mój wybór póki nie jest za późno.

Koniec smętów! Dzięki olbrzymiej ilości wolnego czasu, wraz z Kubą mogliśmy pozwiedzać miasto. Tak jak już pisałem wcześniej, jestem zafascynowany Katowicami! Po zwiedzaniu nie zmieniłem zdania na ten temat. Co za piękne miasto. W czasie naszych podróży trafiliśmy na święto ulicy Mariackiej i grał… Kaliber 44! W ogóle nie wiedziałem, że oni jeszcze ze sobą współpracują. Widocznie w Katowicach wszystko jest możliwe, nawet zmartwychwstanie polskiej legendy hip-hopowej. To było czyste szaleństwo! Chłopaki z Kalibra występowali na balkonach, uważam że był to niezwykły pomysł, pierwszy raz spotkałem się z takim rozwiązaniem, a ponadto towarzyszyła im orkiestra dęta. Mega! Zapamiętam to do końca życia.

Wracając do zwiedzania. Postanowiliśmy trochę pozwiedzać miasto pod kątem uniwersytetu. Muszę przyznać, że bardzo duże wrażenie zrobił na mnie gmach wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Śląskiego. Jest to uczelnia na miarę państwa należącego do Unii Europejskiej. Kubie bardziej podobał się obiekt należący do Akademii Muzycznej. On nie przepada za nowoczesnym budownictwem. Dlatego też postanowiliśmy, że następnym razem skupimy się na podziwianiu katowickich kamienic i budynków pamiętających wczesne lata istnienia miasta. To na pewno również będzie ciekawa wycieczka.

Ale następny raz będzie dopiero wtedy gdy znajdziemy sobie mieszkanie, bo rodzice zaczynają mnie straszyć, że odetną mi fundusze. No i jeszcze ta nieszczęsna praca… dobrze, wracam na portale z ofertami zatrudnienia, może coś się trafi.

piątek, 17 sierpnia 2012

Cel osiągnięty

No i udało się! Rodzice sfinansowali mi wyjazd do Katowic. Póki co śpię w kumplem w wynajmowanym mieszkaniu nastawionym na turystów. Udało mi się go namówić, na to żeby pojechał ze mną do Katowic i został tu na studia. W sumie to nawet nie musiałem go przekonywać jakoś bardzo. Już wcześniej myślał o tym mieście ale zastanawiał się jeszcze nad Wrocławiem i Krakowem. Od ponad roku nie potrafił dokonać wyboru, dlatego zaproponowałem, że jeśli on tego nie może zrobić to niech zrobi to los. I tak oto wzięliśmy jego złoty cylinder (pozostałość po poprzednim halloween) i wrzuciliśmy kartki: Studia Wrocław , Studia Kraków i Studia Katowice w tym momencie muszę się przyznać, ze trochę oszukiwałem. Wrzuciłem jeszcze jedną karteczkę Fizyka Katowice to był kierunek nad którym się zastanawiał na uniwersytecie śląskim. Kumpel wyciągnął kartkę z Katowicami, dlatego też możemy uznać że los zdecydował o jego przyszłości. Teraz jeszcze musieliśmy przekonać jego rodziców, ale to okazało się nie być aż tak dużym wyczynem, jak w przypadku moich opiekunów.

Oto ruszaliśmy w podróż do obcego miasta. Dwóch dziewiętnastolatków, z kasą od rodziców i głowami pełnymi pomysłów na spędzenie tego czasu. Mieliśmy szczęście bo mój nadopiekuńczy ojciec postanowił, że koniecznie znajdzie nam lokum w Katowicach. No i znalazł… apartament z dwiema sypialniami, olbrzymim tarasem i wypasioną łazienką. Brakowało nam tam jeszcze tylko gosposi, która by po nas sprzątała i robiła nam obiady.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, udaliśmy się do naszej rezydencji, żeby się rozpakować. Po tym wyruszyliśmy w miasto. Pierwszy raz byliśmy poza rodzinnym miastem bez rodziców i bez innych opiekunów. Dlatego naszym pierwszym celem był jakiś bar. Po drodze kupiliśmy paczkę fajek, które to paliliśmy dumnie siedząc na ławce w parku. Kiedy trafiliśmy do jakiegoś pobliskiego pubu zamówiliśmy piwo. Było bardzo fajnie, czuliśmy się prawie jak studenci. Szkoda tylko, że po kilku piwach trochę się zgubiliśmy w mieście. Z jednej strony obydwaj byliśmy źli, że musimy krążyć po kolejnych nieznanych uliczkach, ale dzięki temu zobaczyliśmy wiele bardzo ładnych kamienic. Myślę, że gdyby nie nasz brak orientacji w terenie, to nigdy byśmy nie trafili w tak nastrojowe uliczki. Oczywiście gdzieniegdzie wpadaliśmy na pojedynczych „przyjemniaczków” ale ostatecznie oprócz głupich tekstów, nic nam z ich strony nie groziło.

Po jakiejś godzinie błądzenia ostatecznie trafiliśmy do naszego wynajmowanego mieszkania. Ze zmęczonymi nogami i lekko pustawymi portfelami położyliśmy się spać. Po pierwszym wieczorze chyba już czas znaleźć pracę, bo inaczej do końca tygodnia zostaniemy bez grosza.

środa, 8 sierpnia 2012

Katowice, nadchodzę!

Postanowiłem! Mój aktualny życiowy kierunek to Studia Katowice a raczej Socjologia Katowice !

Zawsze chciałem zamieszkać w innym mieście. A czas studiów jest idealnym momentem na usamodzielnienie się. Rodzice nie są zachwyceni. Mówią, że mam jeszcze czas na to żebym był dorosłym, a teraz powinienem skupić się jedynie na nauce, bo to inwestycja na przyszłość i takie tam. Mi akurat wydaje się, że sam sobie spokojnie poradzę. Gorzej by było gdybym miał jechać do Warszawy, wątpię, że dałbym rade się tam utrzymać, ale Katowice brzmią całkiem dobrze. Mam już upatrzone kilka mieszkań szukam teraz jakiś znajomych, którzy może też się tam wybierają. Ale nawet jeśli okaże się, że będę sam to nie przeszkadza mi to. Wynajmę pokój z jakimiś studentami i będę mógł zacząć wszystko od nowa. Jestem już w trakcie wyrabiania książeczki Sanepidu. Powinienem znaleźć sobie jakąś pracę na czas wakacji żeby zarobić na pierwsze tygodnie mieszkania. Ale najpierw pojadę do Katowic na kilka dni żeby porozglądać się po mieście. Byłoby idealnie gdybym znalazł sobie tam jakaś pracę. Mógłbym już w czasie wakacji poznać nowych ludzi i może znaleźć przyszłych współlokatorów. A co najważniejsze to bardzo chciałbym pozwiedzać te miasto.

Bardzo chciałbym zobaczyć na żywo wszystkie te kamienice, których zdjęcia widziałem wielokrotnie. Jestem też bardzo ciekawy, jak Spodek będzie wyglądał z bliska. Może akurat w trakcie mojego pobytu będę miał okazję zwiedzić go od środka, na przykład w trakcie jakiegoś koncertu. Ostatni raz w Katowicach byłem w zeszłym roku na koncercie Crystal Fighters. Bardzo mi się wtedy tam spodobało. Niestety przyjechałem jedynie na koncert, więc nie miałem w ogóle czasu na zwiedzanie. Mogłem tylko podziwiać budynki znajdujące się między dworcem a miejscem gdzie odbywał się koncert, była to chyba ulica Mariacka. Po koncercie bardzo starałem się namówić moich znajomych na to abyśmy przenocowali w Katowicach, ale niestety żaden z nich nie poparł mojej propozycji. Po koncercie szybko wróciliśmy na dworzec.

Mam nadzieję, że przynajmniej teraz uda mi się namówić któregoś z moich kolegów, na wspólną wyprawę do Katowic. Bo mimo tego, że jestem podekscytowany nowym miastem, wolałbym mieć tam kogoś w ramach wsparcia. Jeśli uda mi się znaleźć jakąś pracę, to będzie już ze wszystkim łatwiej. Trochę jednak martwię się, bo na portalach z ogłoszeniami, znalazłem bardzo mało ofert pracy. Może na miejscu poszukiwania będą łatwiejsze. Póki co muszę iść przekonać rodziców żeby zainwestowali trochę w mój wyjazd.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Nocne przygody dwóch katowiczan

No wciąż rozdaję to głupie ulotki studia Katowice i ekonomia Katowice i mam już totalnie, totalnie, totalnie dosyć! Co to za praca w ogóle, stoisz i wyciągasz rękę z błagającym wzrokiem, żeby ktoś wziął tę obrzydliwą ulotkę. Zarabiam śmieszne pieniądze, nie lubię ludzi więc co ja robię stojąc na rogu ulic z wielką torbą makulatury? Nie znoszę tej roboty.

Już jakoś mogę znieść niemiłych ludzi i to że często, przy aktualnej pogodzie, są zapoceni i cuchną. Ale smród spalin i żar lejący się z nieba, codziennie doprowadza mnie do granic wytrzymałości. W dodatku nie mogę po pracy umówić się z Kubą od razu w mieście bo muszę jeszcze wrócić do naszego pokoju, żeby się umyć i przebrać. Dopiero po tym mogę myśleć w ogóle o wyjściu do miasta, tylko że wtedy jestem już tak zmęczony, że kładę się na przysłowiowe pięć minut, a budzę się dopiero po dwudziestej. Tak już się dzieje od kilku dni. Kuba jest zły, że nie spędzam z nim czasu, no ale co ja na to poradzę jeśli nie daję rady fizycznie. Szukam nowej pracy ale na razie nie mogę nic znaleźć. Całe szczęście, że on też zarabia, przynajmniej jak już zwlekę się z łóżka możemy sobie pochodzić i popoznawać Katowickie kluby i puby. Bo teraz nie mam zbytnio siły na zwiedzanie. Jest nam za gorąco.

Dlatego też, ostatnio poszliśmy sobie wspólnie do baru. Śmiesznie było, bo niektórzy faceci, po których było widać, że przesiadują tam przez większość dnia, mówili w dość podpity sposób ichnią gwarą. Dlatego z Kubą nic nie rozumieliśmy, czuliśmy się jakbyśmy pojechali do zupełnie nieznanego nam kraju, w którym nikt nie mówi po angielsku. Kilka razy pomachałem przytakująco na jakieś zadane mi pytanie i już byłem swój. Nawet jeden miły, pan o czerwonej twarzy postawił nam po piwie. Ogólnie spędziliśmy w tym barze długi wieczór, graliśmy w lotki i kilka razy pociągnąłem za jednorękiego bandytę. Ale oczywiście fortuna mi nie sprzyjała. Po opróżnieniu kufli i naszych portfeli postanowiliśmy powrócić do naszego pokoju.

Oczywiście o zmroku, wszystkie kamienice wyglądały jeszcze bardziej klimatycznie niż w ciągu dnia. Wydaje mi się, że poczułem klimat Katowic. Zwłaszcza w momencie kiedy zaczepił nas jakiś koleś i kazał oddać pieniądze i telefony. Na szczęście udało nam się uciec, był zbyt podpity, żeby za nami nadążyć. Oczywiście nie chodzi mi o to, że uważam że Katowice to złodziejskie miasto, tylko, że wreszcie przestałem czuć się jak turysta. Podoba mi się tu. Mam nadzieję, że za miesiąc nie będzie inaczej.

środa, 25 lipca 2012

Może i

Może i powinienem przyznać że miganie przed oczami przez cały dzień jaskrawych karteczek z napisami studia Katowice i pedagogika Katowice nie jest najwspanialszym zajęciem. Ale mam pieniądze i to jest najważniejsze. Moja matura poszła byle jak, ale jak i tak jestem zadowolony. Nie nastawiałem się na jakieś super wysokie wyniki. Najważniejsze, że nie mam wyników poniżej średniej krajowej. Dzięki temu raczej dostanę się na studia, które mnie interesują. Ale wyniki rekrutacji za jeszcze kilka dni, więc nie mam zamiaru się tym przejmować. Teraz ważniejsze jest życie codzienne. Razem z Kubą wynajęliśmy sobie pokój i jest całkiem spoko. Mamy wersalkę i kanapę, więc mamy na czym spać. Kuba wreszcie ruszył do pracy i został baristą w małej kawiarni. Niby nic takiego mega fajnego, ale jego lokal jest usytuowany blisko wielu kancelarii adwokackich i innych notarialnych. A elita prawnicza lubi dobrą kawę i ma na to dużo pieniędzy, w dodatku większość z nich zostawia napiwki, wiec chyba to co mówią prawnikach i rekinach to nie jest do końca prawda. Za ich napiwki możemy sobie spokojnie opłacać wieczorne wyjścia do miasta. Dużo nam jeszcze pozostało do zwiedzenia, dlatego staramy się wychodzić jak najczęściej.

W ostatnich dniach postanowiliśmy pozwiedzać różne części Szlaku Zabytków Techniki. Na początek wybraliśmy sobie robotnicze osiedle Nikiszowiec. Miejsce jest dość magiczne. Trzykondygnacyjne budynki z czerwonej cegły wprowadzają nas w bardzo nietypowy, jak dla mnie, klimat. Wyruszyliśmy z Placu Wyzwolenia, bo przewodniki doradzały że jest to najlepsze miejsce do rozpoczęcia zwiedzania. Stamtąd zaczęliśmy spacerować miedzy trzykondygnacyjnymi budynkami. Każde mieszkanie ma taką, samą wielkość i rozkład. Trochę przywodzi to na myśl łódzki Księży Młyn. Byłęm tam kiedyś z wycieczką klasową jak zwiedzaliśmy Łódź.

Wracając. Nikiszowiec, ma ładną architekturę, niezwykłe jest to, że została ona nienaruszona przez tyle lat. Trafiliśmy również do Galerii Szyb Wilson. Muszę przyznać, że ten budynek zrobił na mnie duże wrażenie. Jego rozmiar i konstrukcja, bardzo oddają to jak kiedyś musiała wyglądać ta osada robotnicza.

Wycieczka była dość ciekawa. Mam nadzieję, ze następnym razem trafimy w równie, albo nawet bardziej ciekawe miejsca, które przybliżą nam historię miasta Katowice. Aczkolwiek, teraz wolałbym trafić w bardziej nieprzyjazne turystom miejsce, tak żeby poczuć przygodę i prawdziwe miasto, na własnej skórze. Tylko oczywiście w miarę rozsądku, bo przecież nie chcę żadnego z nas narażać na szwank.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Wielki powrót legendy

No dobra, może znalezienie pracy nie jest tak proste jak myślałem. Ale staramy się. Mój kumpel, w ogóle może wypadałoby napisać jak ma na imię – Kuba, już nawet miał jedną fuchę. Rozdawał ulotki. Niestety uznał, że jest stworzony do wyższych celów. Nie mógł znieść faktu, że po całym dniu pracy za pięć złotych na godzinę, jedyne co widzi to „Studiuj! Pedagogika Katowice pierwszy semestr za darmo!”. Ja bym nie narzekał. Niestety mnie nie chcieli. Okazało się, że na jego miejsce było już 5 chętnych osób. Chyba jednak rynek pracy w Katowicach nie ma wielu propozycji dla ludzi takich jak ja. Kiedy ostatnio rozmawiałem z ojcem, doradził żeby może poszukał jakiejś roboty na czarno na budowie, jednak wydaje mi się, że taki chuderlak jak ja raczej nie sprawdzi się w noszeniu cegieł i worków z piaskiem. Teraz przez to zaczynam się zastanawiać czy socjologia to dobry pomysł na życie. Patrząc na ofert pracy, nie widziałem ani jednej oferty skierowanej do socjologów. Trzeba jeszcze przemyśleć mój wybór póki nie jest za późno.

Koniec smętów! Dzięki olbrzymiej ilości wolnego czasu, wraz z Kubą mogliśmy pozwiedzać miasto. Tak jak już pisałem wcześniej, jestem zafascynowany Katowicami! Po zwiedzaniu nie zmieniłem zdania na ten temat. Co za piękne miasto. W czasie naszych podróży trafiliśmy na święto ulicy Mariackiej i grał… Kaliber 44! W ogóle nie wiedziałem, że oni jeszcze ze sobą współpracują. Widocznie w Katowicach wszystko jest możliwe, nawet zmartwychwstanie polskiej legendy hip-hopowej. To było czyste szaleństwo! Chłopaki z Kalibra występowali na balkonach, uważam że był to niezwykły pomysł, pierwszy raz spotkałem się z takim rozwiązaniem, a ponadto towarzyszyła im orkiestra dęta. Mega! Zapamiętam to do końca życia.

Wracając do zwiedzania. Postanowiliśmy trochę pozwiedzać miasto pod kątem uniwersytetu. Muszę przyznać, że bardzo duże wrażenie zrobił na mnie gmach wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Śląskiego. Jest to uczelnia na miarę państwa należącego do Unii Europejskiej. Kubie bardziej podobał się obiekt należący do Akademii Muzycznej. On nie przepada za nowoczesnym budownictwem. Dlatego też postanowiliśmy, że następnym razem skupimy się na podziwianiu katowickich kamienic i budynków pamiętających wczesne lata istnienia miasta. To na pewno również będzie ciekawa wycieczka.

Ale następny raz będzie dopiero wtedy gdy znajdziemy sobie mieszkanie, bo rodzice zaczynają mnie straszyć, że odetną mi fundusze. No i jeszcze ta nieszczęsna praca… dobrze, wracam na portale z ofertami zatrudnienia, może coś się trafi.
Nowa muzyka w sieci.

czwartek, 12 lipca 2012

Człowiek pracujący na dom

No i super! Dostałem pracę. Oficjalnie zaczynam z początkiem miesiąca, ale . Będę rozdawać ulotki. Może dla, niektórych, tak Jakubie, o Tobie mówię, ta praca jest za niskich lotów. Ja jestem zadowolony a wręcz szczęśliwy, że ją dostałem.

Stoję sobie przy jednej z ładniejszych ulic i rozdaję ulotki przechodniom. Oczywiście, raz na jakiś czas trafi się jakiś agresor, no ale to jest ryzyko zawodowe. Jedyne co bym zmienił to dość lamerska czapeczka, którą muszę nosić. Jest w jaskrawym kolorze, z reklamowymi czarnymi napisami. Z przodu wielkie studia Katowice, a na tyle Pedagogika Katowice . Już kilkukrotnie zdarzyło mi się, że jakiś małolat wyśmiewał się z mojego stroju służbowego. Ale ja się tym nie przejmuję, bo ja mam kasę a oni nie! Póki co jest zachwycająco i mam zamiar, żeby tak pozostało. Rodzicom powiedziałem, że pracuję przy marketingu w dziale rekrutacji na prywatnej uczelni. W sumie nie jest to kłamstwo, no bo przecież tym właściwie się zajmuję. Jedyne co to mam więcej ruchu, więc jest zdrowiej niż gdybym siedział za biurkiem. Mam nadzieję, że nie będą chcieli przyjechać w odwiedziny, bo wtedy będę miał problem.

Dobrze, że teraz jest taka umiarkowana pogoda. Ponoć w następne dni ma się ocieplić i chyba po raz pierwszy w życiu nie cieszę się z ocieplenia. Miejsce, w którym stoję jest z dala od wszelkich cieni, zatem jeśli temperatura będzie przekraczać dwadzieścia pięć stopni w cieniu, to na słońcu będzie z milion i usmażę się żywcem. Aktualnie mam plan znaleźć pracę Kubie. Bardzo mi miło, że kiedy wracam do domu to czeka na mnie ciepła zupka (chińska) i Jakubowi nawet zdarzyło się zrobić pranie, ale wolałbym pieniądza, za które będzie nas stać na normalne mieszkanie. Ostatnio odkryłem bardzo tanie pokoje do wynajęcia. Chyba polega to na tym, że studenci, którzy wynajmują pokoje, wyjeżdżając do domów na wakacje, chcą żeby ktoś inny opłacił im czynsz i je podnajmują. Dobra opcja, czasem nawet trafiają się pokoje za trzysta złotych. To może być opcja dla nas. Przynajmniej do października. Później wolałbym mieć mieszkanie tylko dla nas dwóch bo jednak nie wiadomo na kogo się trafi. W dodatku nie lubię innych ludzi, bo zazwyczaj są brudasami i przesiadują w kiblu. A jak nawet pomyślę, że ktoś obcy mógłby dotknąć mojego jedzenia w lodówce, to od razu robi mi się niedobrze.

A le najpierw muszę tego mojego kolegę lenia wyciągnąć za uszy do pracy. Może jakaś kelnerka lub coś innego w gastronomii. Może ktoś z Was szuka kogoś do zatrudnienia? Interesujące portale muzyczne.

wtorek, 3 lipca 2012

Cel osiągnięty

No i udało się! Rodzice sfinansowali mi wyjazd do Katowic. Póki co śpię w kumplem w wynajmowanym mieszkaniu nastawionym na turystów. Udało mi się go namówić, na to żeby pojechał ze mną do Katowic i został tu na studia. W sumie to nawet nie musiałem go przekonywać jakoś bardzo. Już wcześniej myślał o tym mieście ale zastanawiał się jeszcze nad Wrocławiem i Krakowem. Od ponad roku nie potrafił dokonać wyboru, dlatego zaproponowałem, że jeśli on tego nie może zrobić to niech zrobi to los. I tak oto wzięliśmy jego złoty cylinder (pozostałość po poprzednim halloween) i wrzuciliśmy kartki: Studia Wrocław, Studia Kraków i Studia Katowice w tym momencie muszę się przyznać, ze trochę oszukiwałem. Wrzuciłem jeszcze jedną karteczkę Fizyka Katowice to był kierunek nad którym się zastanawiał na uniwersytecie śląskim. Kumpel wyciągnął kartkę z Katowicami, dlatego też możemy uznać że los zdecydował o jego przyszłości. Teraz jeszcze musieliśmy przekonać jego rodziców, ale to okazało się nie być aż tak dużym wyczynem, jak w przypadku moich opiekunów.

Oto ruszaliśmy w podróż do obcego miasta. Dwóch dziewiętnastolatków, z kasą od rodziców i głowami pełnymi pomysłów na spędzenie tego czasu. Mieliśmy szczęście bo mój nadopiekuńczy ojciec postanowił, że koniecznie znajdzie nam lokum w Katowicach. No i znalazł… apartament z dwiema sypialniami, olbrzymim tarasem i wypasioną łazienką. Brakowało nam tam jeszcze tylko gosposi, która by po nas sprzątała i robiła nam obiady.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, udaliśmy się do naszej rezydencji, żeby się rozpakować. Po tym wyruszyliśmy w miasto. Pierwszy raz byliśmy poza rodzinnym miastem bez rodziców i bez innych opiekunów. Dlatego naszym pierwszym celem był jakiś bar. Po drodze kupiliśmy paczkę fajek, które to paliliśmy dumnie siedząc na ławce w parku. Kiedy trafiliśmy do jakiegoś pobliskiego pubu zamówiliśmy piwo. Było bardzo fajnie, czuliśmy się prawie jak studenci. Szkoda tylko, że po kilku piwach trochę się zgubiliśmy w mieście. Z jednej strony obydwaj byliśmy źli, że musimy krążyć po kolejnych nieznanych uliczkach, ale dzięki temu zobaczyliśmy wiele bardzo ładnych kamienic. Myślę, że gdyby nie nasz brak orientacji w terenie, to nigdy byśmy nie trafili w tak nastrojowe uliczki. Oczywiście gdzieniegdzie wpadaliśmy na pojedynczych „przyjemniaczków” ale ostatecznie oprócz głupich tekstów, nic nam z ich strony nie groziło.

Po jakiejś godzinie błądzenia ostatecznie trafiliśmy do naszego wynajmowanego mieszkania. Ze zmęczonymi nogami i lekko pustawymi portfelami położyliśmy się spać. Po pierwszym wieczorze chyba już czas znaleźć pracę, bo inaczej do końca tygodnia zostaniemy bez grosza.

Interesują Was casio zegarki?

piątek, 22 czerwca 2012

Katowice, nadchodzę!

Postanowiłem! Mój aktualny życiowy kierunek to Studia Katowice a raczej Socjologia Katowice !

Zawsze chciałem zamieszkać w innym mieście. A czas studiów jest idealnym momentem na usamodzielnienie się. Rodzice nie są zachwyceni. Mówią, że mam jeszcze czas na to żebym był dorosłym, a teraz powinienem skupić się jedynie na nauce, bo to inwestycja na przyszłość i takie tam. Mi akurat wydaje się, że sam sobie spokojnie poradzę. Gorzej by było gdybym miał jechać do Warszawy, wątpię, że dałbym rade się tam utrzymać, ale Katowice brzmią całkiem dobrze. Mam już upatrzone kilka mieszkań szukam teraz jakiś znajomych, którzy może też się tam wybierają. Ale nawet jeśli okaże się, że będę sam to nie przeszkadza mi to. Wynajmę pokój z jakimiś studentami i będę mógł zacząć wszystko od nowa. Jestem już w trakcie wyrabiania książeczki Sanepidu. Powinienem znaleźć sobie jakąś pracę na czas wakacji żeby zarobić na pierwsze tygodnie mieszkania. Ale najpierw pojadę do Katowic na kilka dni żeby porozglądać się po mieście. Byłoby idealnie gdybym znalazł sobie tam jakaś pracę. Mógłbym już w czasie wakacji poznać nowych ludzi i może znaleźć przyszłych współlokatorów. A co najważniejsze to bardzo chciałbym pozwiedzać te miasto.

Bardzo chciałbym zobaczyć na żywo wszystkie te kamienice, których zdjęcia widziałem wielokrotnie. Jestem też bardzo ciekawy, jak Spodek będzie wyglądał z bliska. Może akurat w trakcie mojego pobytu będę miał okazję zwiedzić go od środka, na przykład w trakcie jakiegoś koncertu. Ostatni raz w Katowicach byłem w zeszłym roku na koncercie Crystal Fighters. Bardzo mi się wtedy tam spodobało. Niestety przyjechałem jedynie na koncert, więc nie miałem w ogóle czasu na zwiedzanie. Mogłem tylko podziwiać budynki znajdujące się między dworcem a miejscem gdzie odbywał się koncert, była to chyba ulica Mariacka. Po koncercie bardzo starałem się namówić moich znajomych na to abyśmy przenocowali w Katowicach, ale niestety żaden z nich nie poparł mojej propozycji. Po koncercie szybko wróciliśmy na dworzec.

Mam nadzieję, że przynajmniej teraz uda mi się namówić któregoś z moich kolegów, na wspólną wyprawę do Katowic. Bo mimo tego, że jestem podekscytowany nowym miastem, wolałbym mieć tam kogoś w ramach wsparcia. Jeśli uda mi się znaleźć jakąś pracę, to będzie już ze wszystkim łatwiej. Trochę jednak martwię się, bo na portalach z ogłoszeniami, znalazłem bardzo mało ofert pracy. Może na miejscu poszukiwania będą łatwiejsze. Póki co muszę iść przekonać rodziców żeby zainwestowali trochę w mój wyjazd. Może łódź agencja public relations?

piątek, 1 czerwca 2012

Budowa Domu w Dolinie Trzech Stawów?

W Polsce przyjęło się, że Górny Śląsk to same kopalnie i familoki. Niestety ten obraz tak głęboko wrył się w mózg przeciętnego Polaka, że gdy przyjeżdża tam raz pierwszy - doznaje małego szoku. Otóż Śląsk to nie szara kraina z brudnej czerwonej cegły otoczona kopalniami. To kraina pełna wspaniałych budowli, niszczona przez takie właśnie mity. Studia Katowice przekonały mnie o tym, że jest miejsce, które zasługuje na obalenie krzywdzących opinii, wypowiadanych najczęściej przez ludzi, którzy nie byli tu wcale, albo raz przelotem. W aglomeracji śląskiej mieszka prawie 2 miliony ludzi. Więcej niż w Warszawie, czy innych miastach Polski. Jak przystało na taką metropolie, miasto posiada szereg budowli, i to nie samych kopalń.

Spodek - Największa w Polsce hala widowiskowo-sportowa. Jest to jeden z pierwszych na świecie obiektów z dachem zrealizowanym jako kopuła prętowo-linowa. W Spodku organizowane są mecze siatkówki, koszykówki, hokeja na lodzie, koncerty muzyczne, konferencje naukowe, przedstawienia cyrkowe, imprezy targowe i wiele wiele innych.

Stadion Śląski - Największy stadion w Polsce. To największa tego typu budowla w Polsce. Jest stadionem narodowym. W promieniu 100 km od niego mieszka 9 milionów ludzi, czyli 1/4 Polaków! Altus - Najwyższy budynek wybudowany poza Warszawą. Ma 125 metrów. Posiada m.in pięciogwiazdkowy Qubus Hotel Prestige, kasyno, Centrum Filmowe Helios, fitness club, biura klasy A, oddziały banków. Zalicza się do inteligentnych budynków - posiada system BMS. System Miejskiej Komunikacji Tramwajowej - Najdłuższy w Europie, jeden z dłuższych na świecie. Powstał w 1894 roku.

Katowice to przede wszystkim ciągłe zmiany. Kolega z kierunku turystyka Katowice powiedział mi, że w połowie lipca ma zacząć się budowa Domu w Dolinie Trzech Stawów. Osiedle powstanie w jednym z najładniejszych fragmentów miasta, popularnym miejscu wypoczynku mieszkańców Katowic. Za budowę osiedla w tym miejscu odpowiada firma Okam Capital. Kilka dni temu inwestor podpisał umowę z generalnym wykonawcą inwestycji. Domy zbuduje Hochtief Polska. Budowa ma się zacząć w połowie lipca. Pierwszy etap inwestycji to dwa budynki z ośmioma i dziewięcioma kondygnacjami nadziemnymi i jedną podziemną, garażową. Mają być gotowe w połowie 2014 roku. Jeszcze zanim zacznie się budowa, inwestor zamierza rozpocząć sprzedaż mieszkań. Na razie można je rezerwować. Za metr kwadratowy powierzchni na osiedlu trzeba będzie zapłacić od 5900 zł do 7000 zł. Kto wie, może już niedługo po zakończeniu studiów będzie mnie stać na taki zakup?

piątek, 18 maja 2012

Dzień Ziemi (ang. Earth Day) - Światowy Dzień Ziemi

Przyszła wiosna, dlatego chyba moje zainteresowania poszły w stronę zieleni. Moja koleżanka studiująca kierunek administracja Katowice twierdzi, że jest to dziwne. Humanistka, a jej zainteresowania podczas studiowania w Katowicach to ekologia!

Zainteresowanie, czy hobby to może za dużo powiedziane, jednakowoż przy pisaniu ostatniego wpisu zainteresowała mnie ta tematyka i zaczęłam po prostu o tym czytać. Ładna pogoda sprzyja imprezom typu Dzień Ziemi w Śląskim Ogrodzie Botanicznym. W tym roku jest to już trzecie święto ekologiczne o jakim słyszałam.

Dzień Ziemi (ang. Earth Day) znany też jako Światowy Dzień Ziemi – święto, którego głównym celem jest promowanie postaw ekologicznych w społeczeństwie. Jako pierwszy z ideą Dnia Ziemi wystąpił w 1969 r. John McConnell na konferencji UNESCO, dotyczącej środowiska naturalnego. Inicjatorem Dnia Ziemi w Polsce był zaś poseł Jan Rzymełka z Katowic, który w 1990 r. przygotował pierwsze polskie publikacje dotyczące święta.

Dzień ten jest okazją do organizowania akcji mających uświadamiać całemu społeczeństwu, że należy dbać o przyrodę. Śląski ogród botaniczny dąży do tego, aby nie odstawać od innych krajów europejskich, gdzie zaczyna się rozmawiać już od najmłodszych lat o ekologii, o wpływie człowieka na przyrodę.

O tym jak ważne jest myślenie przyszłościowe i szeroko pojęta empatia. Obchody świąt ekologicznych w Śląskim Ogrodzie Botanicznym to cykl wydarzeń. Elementem wprowadzającym jest wykład popularnonaukowy prowadzony przez wybitnego specjalistę w danej dziedzinie.

Dzień drugi to tzw. dzień edukacyjny. Podczas Dnia Ziemi zorganizowane grupy dzieci wezmą udział w warsztatach pt. „Jak szybko ginie świat przyrody?”. Istotnym elementem obchodów jest seminarium naukowe, które w kwietniu odbędzie się pod hasłem: „Współczesne budownictwo ekologiczne”.

Każdorazowo sobota i niedziela to tzw. dni rodzinne, podczas których odbywa się dwudniowy kiermasz, na którym wystawiają się producenci oraz sprzedawcy ekologicznych produktów, są prezentacje o tematyce przyrodniczej i występy artystyczne.

Co ciekawe Śląski Ogród Botaniczny jest najmłodszą tego typu jednostką w Polsce, założony został bowiem w 2006 r. Dzięki zaangażowaniu wielu osób powstała instytucja niemal od początku nazywana Zieloną Arką Śląska.

Tworzy się tutaj kolekcje roślin zagrożonych wyginięciem, jest tu prowadzona edukacja ekologiczna dzieci i młodzieży. Przede wszystkim jest to przestrzeń otwarta dla mieszkańców regionu, miejsce rekreacji i wypoczynku.

Jest to kolejne miejsce na Śląsku, gdzie warto przyjechać i wypocząć wśród zieleni. W samym środku krainy kopalń... Kto by pomyślał?

piątek, 11 maja 2012

Projekt „StartUp Mixer” adresowany jest do ..

Co kołacze się ostatnio po głowie tym co wybrali się na studia Katowice oraz reszcie studenckiej braci? Oczywiście sesja. W moim przypadku nie byle jaka, bo... ostatnia. Oprócz tego obrona, ale tutaj zupełnie się nie łudzę i zaczynam myśleć o wrześniowym terminie. Nie tylko obrona spędza mi sen z powiek... Również wizja ży cia poza murami akademickimi napawa mnie przerażeniem. Bo cóż tu robić? Składać papiery do wielkich firm i czekać miesiącami na odpowiedź, zatrudnić się byle gdzie i czekać aż „coś się znajdzie”? A może założyć własną firmę?

Właściwie coraz częściej ta myśl mnie nawiedza, chociaż wizja wysokiego ZUSu nadal wywołuje niepewność. Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat zakładania swojej własnej firmy natrafiłam na propozycję bardzo fajnych warsztatów. Projekt „StartUp Mixer” adresowany jest do osób zainteresowanych założeniem firmy lub początkujących przedsiębiorców. Przedsięwzięcie ma zadanie pomóc w tworzeniu oraz efektywnym rozwijaniu własnych działalności.

Projekt jest dogodną okazją do nawiązania nowych kontaktów biznesowych, pozyskiwaniu nowej wiedzy z zakresu prowadzenia działalności oraz swobodnej wymianie doświadczeń. Gośćmi będą: Dariusz Żuk –  prezes Polski Przedsiębiorczej, Grzegorz Turniak prezes BNI Polska.Każde ze spotkań będzie składać się z trzech części: Pierwsza  - prezentacja trzech firm, które działają przy Fundacji AIP. Zaproszeni Goście będą oceniać prezentowane Startupy oraz przekazywać merytoryczne wskazówki niezbędne do ich rozwoju. Druga – wystąpienia zaproszonych Gości, którzy zaprezentują własną działalność, oraz otwarta dyskusja z udziałem uczestników. Trzecia – Networking.

Dzięki natknięciu się na startup dowiedziałam się również o inicjatywie zwanej Akademickimi Inkubatorami Przedsiębiorczości. Między innymi wspomagają oni młodych ludzi przy starcie z firmą. Pokazują drogę jaką należy obrać, aby działalność gospodarcza miała szansę na przetrwanie trochę dłużej niż rok na rynku i przynosiła profity. Nie musisz być studentem zarządzania, czy administracji, bądź rachunkowość Katowice, by zrozumieć jak prowadzić firmę. Ja powoli się wdrażam i zaczynam planować. AIP organizuje bardzo wiele szkoleń. Uczestniczą oni w projektach komercyjnych i unijnych oraz biorą udział w targach i konferencjach na temat przedsiębiorczości. Ponoć dostarczają studentom wiele praktycznej wiedzy.

Plusem dołączenia do AIP jest brak obowiązku odkładania składem zusowskich, które zżerają młodych przedsiębiorców . Jest również możliwość otrzymywania stypendium finansowego lub rzeczowego na rzecz rozwoju firmy. Bardzo dobrze, że jest ktoś, kto zainteresował się losem ludzi kreatywnych, chcących stworzyć coś własnego.

A prawda jest taka, że kto nie ryzykuje ten nie wygrywa.

piątek, 27 kwietnia 2012

Filip Springer

Już kiedyś pisałam, że wybór studia Katowice to nie bułka z masłem. Trudno przyzwyczaić się do klimatu tego miasta, a przede wszystkim do specyficznej architektury stolicy Śląska. Na jej temat powstają nie tylko legendy, ale też prace naukowe i popularno-naukowe. Filip Springer, który niedawno wydał swoją książkę o PRL-owskich potworkach i dziełach, na jednym ze spotkań autorskich stwierdził, iż katowicki klimat jest tak specyficzny, że przez bardzo długi czas nie potrafił ująć tego miasta na zdjęciu. Wpadł na pomysł, że najlepiej będzie, jeśli sfotografuje twarze ludzi i emocje, które towarzyszą podczas przebywania np. na słynnym rynku. O rynku już pisałam, bo jest to miejsce bardzo dziwne. Zabudowania przy placu powstawały od połowy XIX wieku. W latach PRL część zabytkowych kamienic wyburzono, by mogły powstać tu nowoczesne obiekty usługowe. Niby centrum miasta, gdzie powinny być małe, przytulne kawiarenki, gdzie przy stoliczkach przyozdobionych małymi wazonikami z kwiatami, można sobie spocząć, napić się dobrej kawy, czy te z piwa i poplotkować z przyjaciółką.

Tutaj niestety tak nie ma... Tutaj jest gwarno, ludzie pędzą do pracy, przejeżdżają tramwaje... To miejsce nie ma nic wspólnego z krakowskim Rynkiem, czy warszawskim Starym Miastem. Ale to wszystko ma się zmienić. Przed chwilą ruszyła przebudowa tego miejsca(ku przerażeniu wielu mieszkańców). Według mojej koleżanki, która studiuje kierunek turystyka Katowice, przy Rynku dziennie przesiada ok. 100 tysięcy pasażerów, a wiadomo, że charakterystyczną cechą tego miejsca jest sieć torów tramwajowych, przecinających rynek w kilku kierunkach. Miasto próbuje wspomóc podróżujących komunikacją, informując ich o nadchodzących zmianach na bieżąco. Jak chwilowo się nie martwię, ponieważ podróżuję rowerem.

Co do samego projektu, to według twórców, miejsce to ma się zamienić w atrakcyjną przestrzeń społeczną. Ma tu powstać Miejski Obiekt Wielofunkcyjny, czyli budynek, który będzie w sobie łączył funkcje administracyjne i komercyjne. Oprócz pasażu handlowego oraz biur związanych z Urzędem Miasta, ma tutaj powstać również sieć kawiarni i restauracji. Co ciekawe, podczas prac robotnicy odkryli koryto rzeki Rawy na katowickim rynku. Na razie jedynie niewielki jej fragment na odcinku między Muzeum Śląskim i salonem odzieżowym Vistuli. Rzeka była przykryta betonową płytą, którą teraz należy skruszyć. Myśl PRL-owska nigdy nie przestanie zaskakiwać. Modernizacja rynku ma potrwać do 2015 roku. Miejmy nadzieję, że nie dłużej...

piątek, 6 kwietnia 2012

Kiedy przyjrzymy się bliżej Katowicom można zauważyć, że to miasto ciągle się tworzy. Wszystkim wydaje się, że miasto to jedna wielka hałda, a na tej hałdzie mieszkają ludzie, którzy najczęściej parają się górnictwem. Nic bardziej mylnego! Katowice to nie tylko zanieczyszczenia i smog, to także fajne knajpy, gdzie można dobrze zjeść, potanćzyć, czy po prostu posłuchać muzyki. Ulubionymi miejscem katowickich studentów jest "Drewniany Konik", knajpa na rogu Słowackiego i Mickiewicza.

Jestem nausznym świadkiem (od kiedy studiuję, mieszkam praktycznie w kamienicy na przeciwko) weekendowych imprez i ludzie dobrze się bawią. Co ważne jest to jedno z niewielu miejsc gdzie można potańczyć za darmo. Ważnym dla mnie miejscem, gdzie spędzałam tzw. okienka na pierwszym roku to Pub Kredens - i kawa wtzw. wiadrze , to znaczy w ogromnym kubku z żyrafą... za całe pięć złotych, czyli dość tanio. Dla głodomorów, którzy lubią szybko zjeść polecam dobre i ogromne hamburgery i zapiekanki koło Empiku.

Tuż po kolacji można się wybrać do kino-teatru Rialto, które istnieje wiele, wiele lat. Babcia mojej przyjaciółki chodziło tam ze swoim pierwszym narzeczonym. Rialto wznowiło działalność po przerwie jakieś 2-3 lata temu. Nie miałam okazji być tam przed reaktywacją, ale teraz jest pięknie wyremontowane, odbywają się w nim ciekawe przeglądy kina undergrounowego, filmów masowych raczej się tam nie zobaczy.

Kiedy przychodzi wiosna uwielbiam spacerować po Dolinie Trzech Stawów. Jest to duży park znajdujący się w Katowicach, niedaleko dzielnicy Osiedle Paderewskiego-Muchowiec. Nazwa wzięła się od trzech, wyróżniających się wielkością zbiorników wodnych. Ciekawym może wydać się fakt możliwości wypożyczenia kajaków, więc nie brakuje w tym miejscu amatorów sportów wodnych. Co chwilę można się natknąć na wędkarzy polujących chytrze na szczupaki, karasie i okonie. Fani przyrody mogą w tym miejscu podziwiać będące pod ochroną rośliny i ptaki, np. grążel żółty – kwitnącą w maju bylinę wodną albo przylatującego z pierwszym ociepleniem bociana białego.

Jest to bardzo fajne miejsce na wycieczki na dwóch kółkach, ponieważ cały obszar jest pokryty systemem ścieżek rowerowych. Obok krajobrazu przemysłowego znajdujemy połacie zieleni. Katowice posiadają aż 40% terenu zielonego w tym są parki i lasy. Na terenie miasta znajdują się też miejsca objęte ochroną, w tym dwa rezerwaty przyrody. Więc jest gdzie wyjść,pójść na spacer, czy pograć w badmingtona.

Czasem wystarczy się rozejrzeć, żeby się przekonać w jak fajjnym miejscu przyszło nam studiować i mieszkać.