Odkryliśmy wspólnie z Kubą bardzo fajne miejsce. Błądząc po uliczkach w nocy, zaszliśmy w zupełnie drugą stronę niż się kierowaliśmy. Wszystko poszło inaczej niż chcieliśmy ale dzięki temu udało nam się zobaczyć bardzo fajne miejsce.
Pewnego wieczoru postanowiliśmy udać się na bardzo długi spacer. Wzięliśmy mapę i wyruszyliśmy. Nie pamiętam nawet co miało być pierwotnym celem podróży, ale w sumie skończyło się ciekawie, więc nie żałuję. Wraz z Kubą ostatnio staramy się nie używać środków komunikacji miejskiej i myślę, że to również nas zgubiło (dosłownie). Jednak kiedy sprawdzisz sobie dojazd i wiesz jak nazywa się przystanek docelowy, trudno jest coś pokręcić. Idąc nieznanymi uliczkami, patrząc na niedokładną mapę, strata poczucia miejsca jest o wiele bardziej prawdopodobna. Chyba trzeba było pomyśleć aby pójść na jakieś studia związane z mapami na przykład geografia Katowice wtedy nie byłyby dla mnie aż tak trudne do ogarnięcia. Tak więc szliśmy z Jakubem bardzo długo, myśląc początkowo, że na sto procent trafimy do celu, później pocieszając się, że następna uliczka już na pewno będzie na mapie, a na końcu modląc się o to, że zaraz spotkamy kogoś kto nam pomoże. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Nogo bolały mnie niemiłosiernie, w dodatku byłem po całym dniu pracy i naprawdę miałem ochotę położyć się do ciepłego łóżka i po prostu odpocząć. Szkoda tylko, że obydwaj nie mieliśmy przy sobie pieniędzy, więc nawet opcja z powrotem taksówką do mieszkania była niemożliwa. Dlatego wędrowaliśmy dalej i dalej i tak prawie w nieskończoność. Aż nagle trafiliśmy do parku, dość dużego nawet jak na Katowice. No może nie był on rozmiarów Central Parku ale jako chłopak z prowincji nie przywykłem jeszcze do specjalnie wydzielonych miejsc zalesionych z trawą, którą strzyże się po coś więcej niż siano dla krów. Miejsce było oświetlone głównie przez księżyc, który tej nocy był dość duży. A w najwyższym miejscu parku znajdował się pewien budynek. Myśleliśmy, że może jest to jakiś budynek dla ogrodników lub duża altanka dla spacerowiczów.
Okazało się, że był to stary piękny kościół. Był duży, nie wiem jak początkowo mogliśmy myśleć, że to coś innego. Wysoki drewniany budynek, prezentował się niesamowicie w świetle księżyca. Obeszliśmy go dookoła i staraliśmy się przyjrzeć bliżej. Niestety noc nie jest najlepszym momentem na poznawanie szczegółów powierzchni drewna, ale i tak bardzo długi czas spędziliśmy krążąc naokoło budynku. Bardzo nam się spodobał i postanowiliśmy obejrzeć go za dnia. Tak też zrobiliśmy.
Nie będę opowiadać dokładnie, ale radzę Was jeśli na przykład wybieracie się tu na studia Katowice rozpocznijcie zwiedzać od tego kościółka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz