Jesień w mieście wcale nie jest tak przyjemna, jak niektórzy mówią. Okej, jest mnóstwo ładnych kolorów na dworze, te całe gadki o złotej polskiej jesieni akurat w tym roku okazały się prawdą, ale błagam – komunikacja miejska w czasie jesieni jest największym koszmarem świata. Człowiek się musi wpychać, wszędzie mokre parasolki (ostatnio cierpimy na duże natężenie ulewnych deszczy), zaparowane okulary. A tutaj a to pojedź do urzędu, a to podyplomowe studia Katowice na drugim końcu miasta, a to zakupy na obiad dla rodziny, a to załatwianie tysiąca pobocznych spraw, no i oczywiście na koniec wieczorami praca. Dzięki Bogu, udało mi się załatwić pracę zdalną z domu, bo jeszcze przy małym dziecku to w ogóle byłoby to wszystko niemożliwe do pogodzenia ze sobą.
To znaczy oczywiście, kocham swoje miejsce i cieszę się, że stąd pochodzę: każdy kąt to jakieś wspomnienia, zawiązane jeszcze w przedszkolu przyjaźnie, no i oczywiście te z czasów młodości i finanse i rachunkowość Katowice, które przetrwały do dziś i spotykamy się w naszych ulubionych knajpkach raz na jakiś czas, tych samych, do których chodziliśmy na studiach. Jakoś to wszystko się kręci, dzień za dniem. Chodzenie do tych samych sklepów, gdzie starsze ekspedientki pamiętają mnie jeszcze z czasów, kiedy nielegalnie kupowałam papierosy i błagałam, żeby nie powiedziały mamie (mieszkam z rodziną na tym samym osiedlu, na którym mieszkałam od urodzenia). No cóż, jakby nie patrzeć, to wszystko ma niesamowite pokłady jakiejś dziwnej magii i nostalgii w sobie, ale naprawdę, czasem myślę sobie, że muszę namówić mojego męża na przeprowadzkę gdzieś indziej. Może autobusy w Krakowie nie są aż tak zatłoczone? Może ludzie sią milsi, a warunki pracy lepsze? Wprawdzie nie ma nic tak zabawnego i poprawiającego humor jak rozmowy z katowickimi żulami koło przystanku autobusowego, ale może gdzieś są i inni, którzy są tak samo śmieszni?
Z drugiej strony, chciałabym, żeby moje dziecko wychowywało się w mieście, które znam jak własną kieszeń i wyniosło podobne do moich przeżycia. Nie mówiąc już o tym, że byłoby zupełnie niesamowicie, kiedy mogłoby opowiadać podobne historie swoim dzieciom, siedząc w którymś z mieszkań na tym samym osiedlu, na którym mieszkała ich babka i móc opowiadać historie o matce sąsiadki z przeciwka. No cóż, w Warszawie czy Krakowie nie byłoby takiej możliwości, niestety.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz