sobota, 22 grudnia 2012

Chleb za złoty trzydzieści.

Każdy wie, że studia Katowice to nie jest bułka z masłem i prawdziwy parkour, jeśli chodzi o dbanie o swoje finanse. Pogodzenie imprez ze studiowaniem i dbaniem o to, żeby mieć na jedzenie, jest najcięższą rzeczą, jaka przydarza się każdemu człowiekowi. Ale z drugiej strony, to jest potrzebna wszystkim szkoła życia.
No i przez to wszystko wiem teraz, gdzie w moim mieście są najtańsze sklepy, a w którym są najtańsze produkty, które można kupić i które są mnie najbardziej potrzebne. Na przykład zupy instant, pieczywo i ser. Ostatnio spieszyłam się do domu i przypomniało mi się, że nie kupiłam chleba na śniadanie, a wiedziałam też, że nie będę miała później okazji, żeby skoczyć po coś, bo byłam umówiona ze znajomymi. Z braku laku zaszłam do sklepu w samym centrum miasta i wybrałam jakiś dobrze wyglądający chleb, z jakimiś ziarnami, już pokrojony (znaczy nie trzeba będzie się męczyć). Poszłam do kasy, a tam kasjerka nie mogła znaleźć tego kodu, który jest potrzebny. W końcu któraś z jej koleżanek jej pomogła i okazało się, że chleb kosztuje złoty trzydzieści. Chleb. W sklepie w centrum miasta i to w dodatku w jakichś delikatesach.
Kiedy opowiedziałam to przyjaciołom z pedagogika Katowice, nie mogli uwierzyć i jak już wypili trochę, to nawet chcieli pójść tam i sami sprawdzić, bo uważali, że kłamię tylko po to, żeby się przed nimi popisać. No ale pokazałam im paragon, no bo błagam, ja przecież nigdy nie kłamię. Bez przesady. Wszyscy serio byli zdziwieni i zastanawialiśmy się, w jaki sposób to może się opłacać komukolwiek. To znaczy produkowanie takiego chleba też kosztuje, a on nie był jakiś nazwyklejszy i najgorszej jakości. Trzeba byłoby zapytać kogoś, kto pracuje w tym biznesie, jak to jest możliwe.
A co najlepsze z tej jakże interesującej historyjki: chleb był super. Znaczy naprawdę, przyszłam ze spotkania do domu w nocy, więc od razu położyłam się do łóżka. Ale za to na śniadanie miałam czas, żeby przygotować sobie coś do jedzenia i chleb okazał się niesamowity. Naprawdę pycha. I to za złoty trzydzieści. Nigdy w życiu, mieszkając tu już kilka lat, nie spodziewałabym się, że takie rzeczy można spotkać. Przyzwyczaiłam się do kupowania w supermarketach, a może trzeba od czasu do czasu sprawdzać, co jest w osiedlowych dyskontach? Czasami można tam znaleźć ciekawe perełki. Może niedługo znajdę wino za siedem złotych? Albo coś równie super.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz