W czasach kryzysu i niepewności oraz stałego zamartwiania się o przyszłość (tak, super, właśnie kończę studia Katowice, ciekawe, jak będzie z pracą), należy zastanowić się nad swoimi codziennymi wydatkami i spróbować skonfrontować rzeczywiste potrzeby z tym, ile wydajemy w sklepie. Mieszkam w Katowicach już ładnych parę lat, bo chodziłam tu też do liceum, muszę utrzymywać się sama i chociaż do tej pory imałam się samych dorywczych prac i jakoś mi to pokracznie wszystko wychodziło, to teraz wypadałoby w końcu poszukać pracy w wyuczonym zawodzie (pozdrawiam, fizjoterapia Katowice, ciekawe, co znajdę w tym mieście po tych studiach). No i muszę oszczędzać teraz, żeby mieć jakieś pieniądze w razie niespodziewanie przedłużonego pozostania na bezrobociu.
Ostatnio zastanawiałam się, ile wydaję np. na jedzenie. Staram się kupować w supermarketach, bo to zawsze jest taniej, każdy to wie, no i liczba produktów do wyboru jest znacznie większa, przez co możemy się zastanowić, czy faktycznie jest sens wydawać 10 zł na mini mozarellę, czy możemy kupić taką za 4 zł i będzie taka sama. Mimo tego, że generalnie kupuję w dużych sklepach, to jednak wychodzi tak czasem, że czegoś mi zabraknie i zamiast jechać autobusem, a potem stać w gigantycznych kolejkach, to schodzę do osiedlowego i kupuję pudełko ryżu albo kilogram ziemniaków.
Odkąd zaczęłam zwracać większą uwagę na ceny, to muszę powiedzieć, żę dopiero teraz mnie uderzyło to, jak bardzo ci mali przedsiębiorcy z własnymi biznesami wygórowują ceny. Ale to jest aż niepojęte, dochodzi do trzech razy w górę! Nie wiem, jak to jest możliwe, że nikt się takimi sprawami nie zajmuje, przecież za drobne zakupy w takim sklepiku można zapłacić milion złotych, a wyjdzie się z małą reklamówką najpotrzebniejszych rzeczy. Wiadomo, że pieczywo czy warzywa są lepsze w takich sklepikach, bo świeże i mamy większą pewność, że naturalne. Ale czy kawa albo makaron muszą być tak bardzo drogie? Przecież to wyzysk. Już wiem, dlaczego starsze panie tłuką się z siatkami w autobusach, ich zwyczajnie nie stać na to, żeby kupować pod domem, więc muszą organizować całe wyprawy do hipemarketów. Boże, co z tym krajem się stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz