środa, 26 września 2012

Pomyłka

Ludzie, to mają czasami pecha. Ostatnio jadąc autobusem, czytałem gazetę. Niestety nie była moja, aktualnie jedynym „pismem” na jakie mnie stać są ulotki z napisami fizyka Katowice .Kobieta siedząc zaraz obok mnie, miała za to ładną, dużą gazetę i czytała o głośnej, w tamtych dniach pewnej sprawie.
Któregoś dnia, panowie antyterroryści, pomylili piętra i zamiast ściganego listem gończym bandyty, pojmali lekarza i jego partnerkę życiową. Pomyłki się zdarzają, więc nie ma się co dziwić. Szczególnie jeśli wchodzi, a raczej włamuje się, do mieszkania, którego wcześniej się nie obserwowało. Kiedy panowie w kominiarkach i z pistoletami, chcieli wejść do lokalu, lekarz starał się udaremnić włam. Skończyło się to dla niego bardzo źle, ponieważ został poturbowany a profesjonaliści, aby go obezwładnić wrzucili do mieszkania dwa granaty hukowe. Siła wybuchu zniszczyła kafelki w łazience i uszkodziła wyposażenie. Ponadto antyterroryści pojmali drugą, widocznie niezwykle niebezpieczną osobę, partnerkę lekarza. Ponieważ, prawdopodobnie obawiali się o swoje bezpieczeństwo, obezwładnili ją na tyle, że uszkodzili jej uzębienie. Dopiero po wyjaśnieniu całego zajścia, antyterroryści poszli zapukać do drzwi prawdziwego przestępcy, który oddał się w ręce sprawiedliwości, bez większego oporu. Okazało się, że całe zamieszanie było zupełnie nie potrzebne, bo bandzior nie był w żaden sposób uzbrojony i do pojmania go było potrzebnych kilku zwykłych policjantów i kajdanki.
Po całym wydarzeniu lekarz złożył doniesienie na gubiących się między piętrami antyterrorystów i struży prawa. Ponadto wystawił rachunek za koszt całej tej, bombowej imprezy w wysokości czterdziestu siedmiu tysięcy złotych. Na jego szczęście, policja nie chce uciec od odpowiedzialności i zobligowała się do oddania pieniędzy.
Kiedy czytałem artykuł, przeszły mnie ciarki. Nie wyobrażam sobie, żeby taka pomyłka mogłaby wydarzyć się z moim udziałem. Prawdopodobnie gdyby nawet jeden uzbrojony, zamaskowany mężczyzna wtargnąłby do mojego mieszkania, padł bym trupem. To przecież musi być traumatyczne doświadczenie, psujące psychikę do końca życia. Wyobrażam to już sobie. Przyjeżdżam sobie tutaj na studia Katowice są dla mnie jak dom, a tu nagle wpada banda zamaskowanych, przykładają mi lufy do skroni i oznajmują, że jestem przestępcą. Chyba w ciągu kilku godzin spakowałbym manatki i wrócił do rodziców. Takie nerwy nie są na moje zdrowie. Na samą myśl o tym, bardzo się zdenerwowałem. Chyba trzeba się odciąć. Idę oglądać telewizję.

sobota, 22 września 2012

Zasmradzacze kontra dwa kółka

Niedawno doszedłem do wniosku, że to trochę straszne, że kiedy inni nasi rówieśnicy odpoczywają na wakacjach za pieniądze rodziców, my z Jakubem siedzimy w obcym mieście i harujemy jak woły. Powoli mam dosyć wlepiania wzroku w przechodniów i rozdawania kolejnych ulotek z napisami o tym jak studia Katowice są wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju. Chciałbym gdzieś wyjechać, najchętniej z dala od ludzi, samochodów i spalin jakie produkują, a co najważniejsze z dala od Kuby wciąż narzekającego na wszystko dookoła. Mam wielu fajniejszych kolegów, którzy potrafili by znaleźć pozytywne aspekty nawet w globalnym ociepleniu czy głodzie w Afryce. A ten wciąż tylko lamentuje jak egipska płaczka na pogrzebie faraona. On wciąż, ale to wciąż szuka dziury w całym. Wszystko przestaje mu odpowiadać studia filozofia Katowice pogoda, totalnie wszystko. Początkowo śmiałem się z niego, że ma menopauzę albo zespół napięcia przedmiesiączkowego, ale teraz mam tego stanowczo dość. Nie wiem czy chodzi o to, że wyjechał z dala od rodziców, czy o to, że miasto w którym siedzimy już mu się znudziło, ale zrobił siię naprawdę nieznośny. Przez ten jego niekończący się skowyt ja też zaczynam robić się bardzo rozdrażniony. Ostatnio sam zacząłem przyłapywać się na ciągłym narzekaniu na miejskie życie.

No bo, dlaczego ludzie wciąż poruszają się swoimi automobilami? Każdy, a przynajmniej większość z nas ma rower i nogi. Po co wciąż siedzieć w dusznym blaszanym pudełku, które zatruwa środowisko i powoduje globalne ocieplenie, jeżeli można w spokoju, bez uciążliwych korków, przemierzać miasto na dwóch kółkach? Przecież jest to tańsze, szybsze i powoduje chudnięcie, które z resztą przydałoby się większości społeczeństwa. Wszystkie chodniki i trawniki wciąż są zastawione przez samochody, a straż miejska całymi dniami spaceruje pomiędzy nimi wlepiając mandaty i zakładając kolejne blokady na koła. Ludzie zamiast coś z tym zrobić narzekają tylko na brak miejsc parkingowych. A może zamiast inwestować w betonowe place z parkomatami miasto powinno pomyśleć o nowych ścieżkach rowerowych i stojakach. Byłoby to o wiele bardziej ekologiczne i nowoczesne. Na zachodzie europy, obywatele już zorientowali się, że auta należą do przeszłości i każdy szanujący się młody biznesmen porusza się po mieście na swoim pięknym rowerze. Zdrowy tryb życia jest zbawieniem dla społeczeństwa dwudziestego pierwszego wieku, a jeżdżenie samochodem jest totalnym zaprzeczeniem takie sposobu egzystowania.

Ja w Katowicach nie mam swojego roweru, ale jak tylko pojadę do rodziców, spakuję moje dwa kółka i przyjadę z nimi tutaj. Mam zamiar iść z duchem czasu i dawać dobry przykład innym.

wtorek, 11 września 2012

Uniwersytet XXI wieku

Wczoraj z Kubą znowu postanowiliśmy pochodzić po mieście. Z racji tego, że naszym głównym założeniem są tu studia Katowice muszą być zwiedzone również i pod tym kątem. W sumie to dziwne bo wybierając się do tego miasta, w ogóle nie interesowałem się tym jak wygląda pod kątem uczelni. Wybrałem je sobie przez fajny klimat i budynki, a nie wiem nawet czy zajęcia nie odbywają się w stodole. Kuba też nie za bardzo interesował się tym tematem. Dlatego właśnie postanowiliśmy obejrzeć możliwie jak najwięcej budynków uniwersytetu śląskiego.

Niestety przez to, że aktualnie są wakacje, nie mogliśmy zbyt dużo zobaczyć od środka, ale mimo to czujemy się usatysfakcjonowani naszą wycieczką. Kiedy już obydwaj jesteśmy pewni, że będziemy studiować w Katowicach, poczuliśmy się dość pewnie przekraczając progi kolejnych wydziałów. Muszę przyznać, że chyba najmniej pozytywne wrażenie zrobił na nas rektorat. Za to widok innych budynków przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Wszystko jest tak nowoczesne. W sumie zaczęliśmy się niecierpliwić faktem, że zobaczymy sale wykładowe dopiero za dwa miesiące. Jestem bardzo ciekawy, co tak nowoczesne budynki mogą skrywać w środku. Podejrzewam, że większość sal ma rzutniki, komputery dla wykładowców, no i na pewno bezprzewodowy Internet. Dopiero kiedy stanąłem przed tymi szklano-metalowymi gigantami, na przykład przed budynkiem prawa i administracji, poczułem na własnej skórze, czym jest uniwersytet dwudziestego pierwszego wieku. Na pewno w październiku, wszystko będzie wyglądać jeszcze lepiej, ponieważ sale i korytarze wypełnią się studentami, pracownikami no i oczywiście wykładowcami. Chociaż osobiście zawsze wyobrażałem sobie uczelnie wyższe zamieszczone w starych murach, to chyba przywyknę do super nowoczesnych budynków. W sumie to nie Hogward żeby uniwersytet miał być w zamku :) .

Wycieczka po wydziałach trochę nas zmęczyła, więc nie chodziliśmy zbyt długo. Później wybraliśmy sobie bar, o którym słyszeliśmy, że jest typowo studencki. Usiedliśmy tam i obserwowaliśmy sobie ludzi. Każdy stolik był pełen klientów, a wiele osób się znało. Często słyszeliśmy rozmowy o egzaminach, obronach, poprawkach, a czasem niestety też o warunkach. Ale ogólnie było bardzo miło. Jeden stolik pełen podchmielonych studentów, zaczął krzyczeć „tak się bawi, tak się bawi biologia Katowice ‘’ i był to dla nas znak, że chyba czas już wracać do domu. Dzień był długi, a na następnego ranka trzeba było iść do pracy. Podsumowując, bardzo cieszę się z wyboru miasta gdzie będę studiować.

piątek, 7 września 2012

Nocne zwiedzanie po raz kolejny

Odkryliśmy wspólnie z Kubą bardzo fajne miejsce. Błądząc po uliczkach w nocy, zaszliśmy w zupełnie drugą stronę niż się kierowaliśmy. Wszystko poszło inaczej niż chcieliśmy ale dzięki temu udało nam się zobaczyć bardzo fajne miejsce.

Pewnego wieczoru postanowiliśmy udać się na bardzo długi spacer. Wzięliśmy mapę i wyruszyliśmy. Nie pamiętam nawet co miało być pierwotnym celem podróży, ale w sumie skończyło się ciekawie, więc nie żałuję. Wraz z Kubą ostatnio staramy się nie używać środków komunikacji miejskiej i myślę, że to również nas zgubiło (dosłownie). Jednak kiedy sprawdzisz sobie dojazd i wiesz jak nazywa się przystanek docelowy, trudno jest coś pokręcić. Idąc nieznanymi uliczkami, patrząc na niedokładną mapę, strata poczucia miejsca jest o wiele bardziej prawdopodobna. Chyba trzeba było pomyśleć aby pójść na jakieś studia związane z mapami na przykład geografia Katowice wtedy nie byłyby dla mnie aż tak trudne do ogarnięcia. Tak więc szliśmy z Jakubem bardzo długo, myśląc początkowo, że na sto procent trafimy do celu, później pocieszając się, że następna uliczka już na pewno będzie na mapie, a na końcu modląc się o to, że zaraz spotkamy kogoś kto nam pomoże. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Nogo bolały mnie niemiłosiernie, w dodatku byłem po całym dniu pracy i naprawdę miałem ochotę położyć się do ciepłego łóżka i po prostu odpocząć. Szkoda tylko, że obydwaj nie mieliśmy przy sobie pieniędzy, więc nawet opcja z powrotem taksówką do mieszkania była niemożliwa. Dlatego wędrowaliśmy dalej i dalej i tak prawie w nieskończoność. Aż nagle trafiliśmy do parku, dość dużego nawet jak na Katowice. No może nie był on rozmiarów Central Parku ale jako chłopak z prowincji nie przywykłem jeszcze do specjalnie wydzielonych miejsc zalesionych z trawą, którą strzyże się po coś więcej niż siano dla krów. Miejsce było oświetlone głównie przez księżyc, który tej nocy był dość duży. A w najwyższym miejscu parku znajdował się pewien budynek. Myśleliśmy, że może jest to jakiś budynek dla ogrodników lub duża altanka dla spacerowiczów.

Okazało się, że był to stary piękny kościół. Był duży, nie wiem jak początkowo mogliśmy myśleć, że to coś innego. Wysoki drewniany budynek, prezentował się niesamowicie w świetle księżyca. Obeszliśmy go dookoła i staraliśmy się przyjrzeć bliżej. Niestety noc nie jest najlepszym momentem na poznawanie szczegółów powierzchni drewna, ale i tak bardzo długi czas spędziliśmy krążąc naokoło budynku. Bardzo nam się spodobał i postanowiliśmy obejrzeć go za dnia. Tak też zrobiliśmy. Nie będę opowiadać dokładnie, ale radzę Was jeśli na przykład wybieracie się tu na studia Katowice rozpocznijcie zwiedzać od tego kościółka.