Czasem się zastanawiam, po co poszłam na studia Katowice. Teraz mam tylko problem z tym, żeby znaleźć jakąś pracę, naprawdę. Znajduję dorywcze zajęcia i ledwo starcza mi na czynsz i takie różne rzeczy. Muszę pomyśleć o czymś stałym, niedługo skończę okres ochronny na uczelni i będzie dopiero problem. Najbardziej frustrujące w tym wszystkim jest to, że większość moich znajomych jeszcze z liceum nie poszło na studia, a zaczęło jakieś dwuletnie kursy w studium kosmetycznym czy jakimś innym i teraz radzą sobie lepiej niż ja będę sobie radzić, mając dyplom z kierunku fizjoterapia Katowice.
Naprawdę lubię to, co studiuję i wydawało mi się, że to przyszłościowy kierunek. To znaczy, że będę mogła robić po tym naprawdę fajne rzeczy, pracować jako rehabilitantka (pewnie najpierw zrobić odpowiednie uprawnienia) albo otworzyć swój własny salon masażu i odnowy. To był taki właśnie plan. Ale teraz coraz częściej myślę sobie o tym, że jednak to nie był trafny wybór i powinnam była iść śladem moich znajomych. Tym bardziej, że naprawdę nie chcę wyjeżdżać z Katowic, za bardzo kocham to miasto, bo przecież mieszkam tu od urodzenia. Przeraża mnie wizja mieszkania i pracy np. w Warszawie czy gdzieś indziej. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że tam pewnie byłyby lepsze możliwości, ale po prostu nie mogę tego zrobić.
Ostatnio myślałam o tym, żeby naprawdę zacząć się interesować wszystkimi procedurami tego, jak załatwic sobie dotację czy jakiekolwiek dofinansowanie na otworzenie własnego biznesu w tej branży. Muszę zacząć to poważnie planować, bo czas ucieka, może akurat wstrzelę się w jakąś niszę. Muszę tylko mieć bardzo dobry pomysł na to, jak zorganizować to wszystko. Mam kilkoro znajomych, architektów, projektantów, musimy zrobić coś spektakularnego. Takiego naprawdę z prawdziwego zdarzenia. Tak właśnie będzie, potrzebuję tylko jeszcze chwili czasu!
czwartek, 28 marca 2013
sobota, 16 marca 2013
Już Wielkanoc?
Wiecie, jak to jest: studia Katowice zajmują dużo czasu, rzadko bywam w rodzinnym domu, więc nawet nie zwracam uwagi na upływający czas, szczególnie, że przy takim nakładzie pracy bardzo szybko on ucieka, jak piasek z rąk. No i ostatnio weszłam na portal miejski Katowic, i zobaczyłam jakąś informację o tym, że przyjmuje się zapisy na Kiermasz Wielkanocny. Wiecie, co roku są organizowane w mieście kiermasze, różne wystawy i punkty, w których można kupować jakieś tradycyjne jedzenie, czy ręcznie robione ozdoby. Wiadomo, że trzeba na takie coś się zapisać, żeby dostać pozwolenie, no i jakoś nie zdawałam sobie w ogóle sprawy, że to już niedługo i naprawdę już czas, żeby się zapisywać!
Przecież dopiero co razem ze znajomymi z architektura i urbanistyka Katowice biegaliśmy po galeriach handlowych, żeby w ostatniej chwili kupić jakieś prezenty. Bo, oczywiście, też pozapominaliśmy o tym, żeby zrobić to wcześniej, a potem się okazało, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż i trzeba się sprężać. No a teraz? Niedługo pewnie zacznę odbierać telefony od mojej mamy, że nie wie, kiedy będzie miała czas posprzątać i takie różne rzeczy. Albo standardowe problemy z tym, ile jedzenia przygotować, bo przecież znów będzie tak, że zostanie za dużo, że nie zjemy wszystkiego, że znów będzie trzeba zamrażać.
Wielkanoc to takie dziwne święta. Tak naprawdę tylko dwa dni, kiedy nic się nie robi, potem nagły powrót do rzeczywistości. Na te dwa dni moja mama wariuje i chce wszystko dokładnie sprzątać, a potem nawet człowiek nie zdąży dobrze odpocząć, bo już trzeba wracać na uczelnię, w dodatku potem sesja jest za pasem i tak nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Ech, no ale, jak co roku, trzeba będzie to przeżyć. Może kupić coś na kiermaszu?
Przecież dopiero co razem ze znajomymi z architektura i urbanistyka Katowice biegaliśmy po galeriach handlowych, żeby w ostatniej chwili kupić jakieś prezenty. Bo, oczywiście, też pozapominaliśmy o tym, żeby zrobić to wcześniej, a potem się okazało, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż i trzeba się sprężać. No a teraz? Niedługo pewnie zacznę odbierać telefony od mojej mamy, że nie wie, kiedy będzie miała czas posprzątać i takie różne rzeczy. Albo standardowe problemy z tym, ile jedzenia przygotować, bo przecież znów będzie tak, że zostanie za dużo, że nie zjemy wszystkiego, że znów będzie trzeba zamrażać.
Wielkanoc to takie dziwne święta. Tak naprawdę tylko dwa dni, kiedy nic się nie robi, potem nagły powrót do rzeczywistości. Na te dwa dni moja mama wariuje i chce wszystko dokładnie sprzątać, a potem nawet człowiek nie zdąży dobrze odpocząć, bo już trzeba wracać na uczelnię, w dodatku potem sesja jest za pasem i tak nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Ech, no ale, jak co roku, trzeba będzie to przeżyć. Może kupić coś na kiermaszu?
niedziela, 3 marca 2013
Nowy konkurs w mieście.
Zawsze, od samego początku, kiedy zaczęłam swoje studia Katowice, uderzało mnie, że na uczelni jest bardzo mało osób niepełnosprawnych. Nie wiedziałam, czy chodzi o to, że po prostu brakuje chętnych, czy może uczelnia nie jest przystosowana, jednak to mnie jakoś mocno uderzyło. Nie wiem nawet, czemu. W mieście też czasem brakowało specjalnych podjazdów do drzwi dla wózków inwalidzkich i innych takich.
Dlatego teraz bardzo się ucieszyłam się, że w mieście jest organizowany konkurs „Oczy szeroko otwarte - mój świat”, który jest skierowany do osób niepełnosprawnych i który ma pozwolić „pokazać się” tej, z braku lepszego określenia, grupie społecznej i pokazania, że naprawdę nie są w niczym gorsi od „normalnych” obywateli (tak, zdarzają się jeszcze sytuacje przemocy wobec niepełnosprawnych). Namówiłam grupę znajomych z kierunku pedagogika Katowice, żebyśmy zgłosili się jako grupa wolontariuszy do pomocy przy organizacji konkursu.
Na szczęście władzie miasta i organizatorzy się zgodzili, więc teraz mamy jeszcze okazję pomóc w tym całym przedsięwzięciu i poznać też wszystkich uczestników konkursu, rozmawiać z nimi i w jakiś sposób pomóc. Okazało się, że tacy ludzie naprawdę potrzebują często kogoś do rozmowy i są bardzo szczęśliwi, kiedy wychodzą z nami na zakupy czy do kina, czy gdzieś. No i my też mamy satysfakcję, że w końcu robimy coś, co jest pożyteczne i że naprawdę możemy tym ludziom w jakiś sposób pomóc.
A co najlepsze, okazało się, że spora grupa moich przyjaciół ze studiów po całym tym doświadczeniu wybrała nową specjalizację na uczelni i teraz chce w przyszłości pracować z ludźmi niepełnosprawnymi i im pomagać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)