poniedziałek, 24 czerwca 2013

Atrakcje dla dzieci.

Jestem już prawie przy końcu swoich studia Katowice i summa summarum muszę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą, jednak tak naprawdę kilka rzeczy w moim życiu mogłoby wyglądać trochę inaczej. Na przykład dziecko w liceum to nie była najbardziej trafna rzecz, jaka mi się przydarzyła. Oczywiście kocham swojego synka najmocniej na świecie, jednak z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że osiemnaście lat to było trochę za wcześnie. Szczególnie, że nie jestem z ojcem dziecka już od kilku lat, no i widuje się ze swoim synem bardzo sporadycznie.
Dzięki pomocy moich rodziców mogłam pójść na wymarzony kierunek prawo Katowice i niedługo mam w końcu obronę dyplomu. Wszystko idzie teraz po mojej myśli: kończę studia, mam pracę, rodzice mi pomagają z Antkiem, wszystko jest fantastycznie. Czasem tylko mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinnam, ale staram się jak mogę. Najchętniej byłabym z nim cały czas, no ale ktoś musi zarabiać na to, żeby było nam dobrze i żeby miał wszystko, czego potrzebuje.
Ostatnio jednak przeczytałam, że w naszym mieście pod koniec weekendu majowego jest zorganizowany Wyścig Rowerkowy dla maluchów i ich rodziców. Mój synek ma już prawie siedem lat i bardzo się ucieszył, że będzie mógł wziąć udział w takich wyścigach, bo jego rowerek to chyba jego największa miłość. Namówiłam jeszcze moje koleżanki, żeby przyszły ze swoimi maluchami i nasze dzieci razem będą mogły się trochę pobawić. Bardzo się cieszę na to wszystko, bo wiem, że już od dawna nie zabierałam w żadne fajne miejsce mojego Antosia, no a to jest idealna okazja, bo będzie robił wszystko, co najbardziej lubi. Obiecałam mu jeszcze watę cukrową w drodze powrotnej do domu. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielki jarmark wielkanocny.

Co roku w Katowicach organizowany jest Jarmark Wielkanocny, zresztą – na pewno nie tylko tutaj, tylko w każdym mieście w Polsce. W każdym razie, kiedy byłam młodsza, to bardzo lubiłam chodzić tam z rodzicami, oglądać ozdoby i tak dalej. Potem byłam coraz starsza, potem studia Katowice i jakoś tak ciągle brakowało czasu. W tym roku chciałam się wybrać, tak o, żeby przypomnieć sobie dawne tradycje. Z tą różnicą, że w tym roku moim rodzicom nie chciało się iść ze mną, więc popytałam znajomych z kierunku turystyka i rekreacja Katowice, kto chciałby pójść ze mną. Zebrało się kilka osób i w sumie mieliśmy iść jakoś bliżej świątecznej niedzieli, bo wcześniej nie mieliśmy za bardzo czasu na to, żeby wybierać się gdzieśtam jeszcze i oglądać kurczaczki.
No cóż. Chyba wystarczy wyjrzeć przez okno, żeby wiedzieć, jak mógł wyglądać Jarmark Wielkanocny w tym roku, prawda? Szkoda, że pozdejmowali bożonarodzeniowe ozdoby z latarni i budynków, bo pasowałoby jak znalazł. To jakaś kpina jest, żeby pod koniec marca człowiek musiał zakładać zimowe buciory i kurtki, tysiące swetrój i zastanawiać się, którą czapkę włożyć, żeby nie zamarznąć. A teren Jarmarku? To w ogóle była jakaś masakra. Nie dość, że ludzie przemarznięci i te króliczki czy tam kurczaczki wyglądały przekomicznie, to jeszcze samo przejście po całym placu, to jak jedna wielka mission impossible.
Wszędzie błoto i śnieg, wbrew pozorom również tłumy ludzi, co finalnie zaowocowało tym, że po prostu przenieśliśmy się do knajpki przy rynku w Katowicach, żeby napić się grzanego wina, bo przemarzliśmy, byliśmy przemoczeni i w ogóle totalnie nastrojeni antywielkanocnie.

środa, 5 czerwca 2013

Moja córka i jej zachowanie.

Moja córka zawsze była spokojna i poukładana. Kiedy dostała się na studia Katowice nawet nie prosiła nas o to, czy mogłaby zamieszkać sama – po prostu przyjęła za oczywiste, że zostanie w domu, bo po co wynajmować mieszkanie, skoro i tak mężem mieszkalibyśmy w tym samym mieście. No cóż, to była jej decyzja, ja nawet pytałam jej kilka razy, czy na pewno nie chce być samodzielna. Nie ukrywam, że ze względów finansowych, nawet ucieszyło mnie to rozwiązanie.
Po pół roku jej studiów na kierunku prawo Katowice zaczęłam się o nią naprawdę niepokoić. Po pierwsze: Majka nigdy dużo nie wychodziła. Jasne, miała przyjaciół, nie była jakąś outsiderką, ale wolała spędzać wieczory spokojnie w domu. Taki jej charakter. A teraz? Teraz praktycznie codziennie jej nie było, wracała nieraz nad ranem i w ogóle nie chciała mówić, co się z nią dzieje, gdzie była i tak dalej. No ale to nie było najgorsze, przecież takie są prawa młodości i studiów, cieszyłam się nawet, że w końcu zaczęła sobie budować jakieś nici życia towarzyskiego.
Najgorsze było to, że zmieniła jakoś swój charakter i swoje usposobienie. Zawsze myślałam, że ważne są dla niej jakieś wyższe wartości, a teraz? Teraz widziałam ją tylko, jak rozmawia przez telefon albo pisze dużo wiadomości, używając słów, których w ogóle nie rozumiałam. Ciągle stała przed szafą, przekładała ciuchy, prosiła mnie o kasę na nowe bluzki, sukienki i tak dalej. Mówiła, że to jej koleżanki namówiły ją do takich zmian. Ciuchy? Okej, jasne, lubię, jak dobrze wygląda. Ale to, jak zaczęła się zachowywać? To zaczyna się robić problematyczne. Sama nie wiem, może powinnam iść na konsultacje do psychologa dziecięcego? Znacie jakiegoś dobrego w Łodzi?